The Fall – Sezon 2 – Mordercza psychika kobiet

Kryminał dziś to chętnie produkowany format kinowy i telewizyjny. Obecnie rozbudowanie ramówki o ten gatunek zbiera widzów przed telewizorem. Tajemnice, przemoc, pościg za sprawcą dostarczają fikcyjną sensację. I tak, możemy wybierać między klasyką w postaci reemisji ekranizacji Agaty Christie, gdzie tajemnica głównym bohaterem, aż po nowoczesny nordic noir uwikłany w społeczny wątek. Mnogość propozycji w kanałach powala. I choć ten gatunek eksploatowany jest na potęgę, to nadal zaskakującym wydaje się fakt nowatorskiego podejścia do tematu przemocy. Przykładem świeżego spojrzenia na ten problem jest serial „The Fall – „Upadek”

W pierwszym sezonie karty zostały wyłożone na stół. Wiemy od początku, kto jest mordercą. Nie jest to pomyłka, a przemyślany zabieg. Takie obnażenie tajemnicy spowodowane jest chęcią skierowania uwagi widza na sposób dedukcji oraz relacjach między dwoma głównymi postaciami. Drugi sezon skutecznie realizuje tę technikę. Pani inspektor Gibson (Gillian Anderson) kontynuuje poszukiwania mordercy Paula Spectora (Jamie Dornan). Depcze mu po piętach, drąży sprawę. Mężczyzna próbuje zatrzeć za sobą ślady, ucieka z Belfastu i zdobywa nowego sprzymierzeńca w zbrodni. Wszakże nie chcę zostać złapany. Czyżby?

Gillian Anderson i Jamie Dornan to antagoniści. Rozpoczynając od prostego podziału na kobietę i mężczyznę, ściganego i ścigającego, ofiarę i kata. W drugim sezonie widzimy, jak spotykają się, nie fizycznie a mentalnie. Dynamika relacji ich postaci stanowi oś serialu. Psychika ich poddawana jest analizie, a efekt — zakończenie filmu podważa ten powierzchowny dualizm postaci. Mężczyzna — morderca poluje na kobiety w kwiecie wieku. Niezamężne, szukające zabawy, dla których uczucia są zwiewne. Początkowo wchodzi z nimi w relacje, oczarowuje i morduje. Paul Spector to nie współczesny barbarzyńca, to współczesny fascynat kobiet. O zwłoki dba, maluje paznokcie, podziwia kobiecą bieliznę, bawi się zwłokami jak lalkami. Dopiero kiedy pozbawione są siły witanej, wchodzi z nimi w interakcję. Ich bierność możliwa posłuszeństwo. Morderca musi szukać ofiar, koleje kobiety były niezbędne do realizacji obsesji. Spector to psycholog obcujący z człowiekiem, to morderca z rodziną. W drugim sezonie ucieka od niej. Próbuje na własną rękę żyć i mierzyć się ze swoją obsesją. Nadaremnie, pętla na jego szyi zaciska się. Pani inspektor jest cierpliwa i konsekwentna, krok po kroku zbliża się do celu. Narzędzie, jakim posługuje się codziennie w pracy- proces dedukcji gwarantuje jej złapanie mordercy. Proces myślowy pozbawia ją emocjonalnych relacji względem ofiar, sprawców, czyni niezależną. Umysł wiedzie prym nad emocjami nawet w osobistej sferze. Mężczyźni są traktowani przez nią powierzchownie. Nie oczekuje od nich wsparcia czy siły, zazwyczaj oczekuje od nich jedynie fizyczności. Najwięcej czasu poświęca mordercy, jej oręż powoli staje się pułapką. By odnaleźć mordercę, trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze jego osobowość, wiedzieć ramy, w jakich porusza się i przyczynowo-skutkowość jego działania. Skutkiem ubocznym rysu psychologicznego jest poznanie mordercy. Intymność, jaka wynika z przebywania z katem, daje potencjalne zainteresowanie. Mówiąc dosłownie policjantka przebywa sam na sam z myślami o drugiej osobie. I to dzieje się z panią inspektor. Im dalej w las, tym ciemniej. Powoli zaczyna poznawać i rozumieć kata, początkowa pewność zmienia się w ambiwalencję, która w cichym finale obnaża jej emocje-pojawia się pęknięcie na tej porcelanowej fasadzie. Paul Spector chce być odnaleziony, w drugim sezonie nie jest tak skuteczny, jak w pierwszym. Nie jest w stanie sfinalizować morderstw, jego moc słabnie, aż w końcu poddaje się. W bezbronnej sytuacji obnaża się i przyjmuje karę za swoje czyny. Potrzeba uwolnienia od zniewalającej obsesji i odkupienie za winy jest możliwe w obecności pani inspektor. Potrzebuje jej by akt spowiedzi dokonał się.

The Fall – Upadek to serial o współczesnych relacjach damsko męskich. Tutaj mężczyzna zarówno ofiarą i katem. Tutaj relacje damsko męskie oddarte są z egzaltowanych uczuć. Tutaj przemoc miesza się ze zrozumieniem. Dwie przeciwstawiające się siły wchodzą w interakcje. Kobiety mają determinację, konsekwentne obdarte są z bufiastych rękawów i poetyckich światów, stereotypowy pogląd na temat kobiecości tutaj nie ma prawa bytu. Przebywają na co dzień w mrocznym świecie, szukając mężczyzn złamanych przez system i brak rodzicielskich uczuć. Nie oznacza to, że odebrały mężczyznom władze. Ich empatyczny trzon jest „zbawieniem” dla nich. Jeśli przywołamy oczyszczającą funkcję sztuki, a ten film potraktujemy jako projekcje współczesnych relacji damsko męskich, to ukazuje nam się obraz patologiczny. W świecie, gdzie mężczyzna nie umie wchodzić bez przemocy w interakcje z kobietami, to kobiety stają się księciem na białym koniu. Mroczna to wizja, ale wydaje się dobrze komentować wycinek rzeczywistości

Upadek to kino mocne, ale nie zbrodnią, efektami, czy zaskakującymi zwrotami akcji. Upadek to kino ludzkie, obdarte z nadmiernej gestykulacji aktorów, kostiumów czy ripost. Tutaj człowiek i jego demony przeszłości zostają sam na sam przed kamerą.

Kingsman: Tajne służby – Kulturalny szpieg

Kingsmana – Tajne służby – brytyjski gentleman wskrzesił pamięć o kinie szpiegowskim, zawładnął kobiecymi sercami i rzucił rękawicę wszystkim męskim bohaterom. Nie ma się co dziwić, Wielka Brytania to dom dla tajnych agentów tych filmowych i literackich. Rozpoczynając od Iana Fleminga i Jamesa Bonda, a kończąc na dziełach filmowych czołowych reżyserów brytyjskich – Alfredzie Hitchcocku oraz Carolu Reedzie. Typ męski z klasą powraca do łask.

Fabuła filmu opowiada o perypetiach tajnych agentów. Gary „EggsyUnwin (Taron Egerton) zostaje zwerbowany do niezależnej organizacji wywiadowczej, ten inteligentny, aczkolwiek niepokorny młodzieniec jest szkolony przez Harrego Harta / Galahada (Colin Firth). W międzyczasie czarnoskóry właściciel koncernu nowych technologii Valentine (Samuel L Jackson) knuje plan zagłady ludzkości.

Reżyserem filmu jest Matthew Vaughn producent i reżyser znany ze współpracy z Guyem Ritche: Przekręt i Porachunki. Na szerokie wody wypłynął po realizacji KickAssa– historii o przeciętnych mieszkańcach, którzy oczyszczają miasto z oprychów. Warto wspomnieć jeszcze reżyserię Gwiezdnego pyłu – filmowa opowieść fantasy oraz X Manów. Jego twórczość chociaż eklektyczna, to traktuje element magiczny we wszystkich ekranizacjach. Pomysł na tradycyjną historię został zaczerpnięty z komiksu „Secret Service” autorstwa Marka Millara i Davea Gibbonsa. Publikacja stworzona nakładem amerykańskiego wydawnictwa Icon Comiks miała stanowić konkurencję dla obecnego modelu szpiega.

W Londynie mieści się podziemna organizacja, w jednej z tysiąca uliczek ma swój zakład męski krawiec, który zna się na szyciu garniturów i werbowaniu najlepszych brytyjskich szpiegów. Tutaj potomkowie okrągłego stołu bronią światowego bezpieczeństwa, tutaj jest miejsce dla kulturalnego tajnego agenta. Według twórców filmu, dobrego szpiega charakteryzują maniery „manners maketh man”, to one czynią z niego „człowieka”. Motto Winchester College według którego, kulturalne zachowanie wyraża szacunek do ludzi i podkreśla kwintesencje człowieczeństwa, sposób, w jaki traktujemy innych różni nas od zwierząt. Dla agenta te słowa to świętość. Kultura osobista nie jest zarezerwowana dla uprzywilejowanych, jak mówi główny bohater: nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach urodziłeś się, gentlemanem się staje. Maniery to broń, nie słabość. Jeśli prośba nie pomaga, złoczyńcy muszą liczyć się z konsekwencjami, ale argument siły wytaczany jest w ostateczności. Brytyjski agent to nie mięczak, czy arystokrata nawołujący do prymatu wyższych sfer. Pracownik jej królewskiej mości, to człowiek skromny i unikający sławy. Zawsze ubrany w dobrze skrojony garnitur, dystyngowany, z klasą. Jak na prawdziwe kino szpiegowskie przystało, nie zabrakło tu atrybutów tego sub gatunku. Twórcy pomyśleli i o tym, by gadżety pomimo epokowego sentymentu naszpikowane były najnowszą technologią. Parasolki, skórzane buty, długopisy i czarne kajety posiadają śmiercionośną siłę. Wszystko to, co prawdziwy gentleman powinien mieć przy sobie podczas ratowania świata.

Atutem tego filmu akcji są sceny walki. Otwierająca scena została zrealizowana z wytycznymi filmów akcji lat 90, sprzężenie muzyki spoza kadru z akcją podnosi skutecznie ciśnienie krwi. Nie można też ująć niczego bójkom. Męski taniec dopieszczony jest w szczegółach, często wykorzystuje slow motion dla podniesienia efektu. Długa choreografia przemocy w kościele mogłaby zostać umieszczona z powodzeniem w każdym filmie Quentina Tarantino. Nie obce jest reżyserowi posiłkowanie się kinem klasy B, a także inspirację stylem w/w Guya Ritchie. Parodia i pastisz to broń reżysera. Brytyjczyk skutecznie wykorzystuje dziedzictwo kraju, który zrodził „Monty Pythona” i chowa twórców, którzy nie wahają się być kontrowersyjni. Dialogi wartkie, dowcipne i wyjątkowo niepoprawne polityczne. Scenarzyści nie oszczędził nikogo, narażają się każdemu, kto przyczynił się w historii świata do nadużywania władzy. Film trwa ponad dwie godziny i wydaje się, że elementy składowe są dobrze zbalansowane. Postacie są zróżnicowane z odpowiednim charakterystycznym usposobieniem dający możliwość utożsamiania się różnym grupom wiekowym. Adept szpiegostwa to inteligentny arogant uwikłany we współczesne problemy społeczne, jak bezrobocie, brak męskiego wzorca, mentor – doświadczony człowiek, który emocje trzyma na wodzy, targany wyrzutami sumienia, złoczyńca to skierowany ku współczesności technologiczny fascynat. Różnorodność i bogactwo motywacji jest na poziomie hollywoodzkim. Gra przychodzi lekko, zabawnie i z odpowiednią dozą dystansu. Widać, że reżyser sięgnął do tego, co znane i lubiane przez widzów.

Z łatwością można powiedzieć, że Kingsman: Tajne służby to rzetelne kino rozrywkowe, czerpiące garściami z kinematografii i kultury Wielkiej Brytanii. Dopracowany warsztat oraz ekspansywność filmu gwarantują satysfakcję nie jednemu widzowi. Tutaj dowcipne dialogi mieszają się z akcją i podane są na plastikowej tacy. Film został zrealizowany z wytycznymi hollywoodzkiego współczesnego kina, ale przystrojony fikuśnym brytyjskim kapeluszem. Polecany tym, którzy nie biorą filmów na poważnie.

Sleepy Hollow -Sezon 2- Horror współczesności

Była już książka, był pełnometrażowy film, naturalną konsekwencją filmowej rzeczywistości jest pojawienie się serialu telewizyjnego. Jak wiadomo, amerykańska telewizja lubi pomysły, które już kiedyś zostały zrealizowane, nie ważne jak wiele razy, ważne żeby było ciekawie. I to się udało. Tym razem Fox zaskoczył widzów. Serial „Sleepy Hollow” okazał się propozycją obok, której nie da przejść się obojętnie. Można go uwielbiać lub nienawidzić, wypośrodkowanych emocji nie wzbudza. Pierwszy sezon pomimo braku pozytywnych recenzji znalazł wierną publiczność i dał zielone światło dla kontynuacji.  Jak to możliwe, że pomimo niewielkiego zainteresowania serial nadal jest utrzymywany sztucznie przy życiu? Zasługa leży w temacie i sposobie realizacji. Bazą dla serialu była nowela Washingtona Irvinga „Legenda o sennej kotlinie”, szerzej znana pod nazwą „Sleepy Hollow”, ale nie jest to  wierna  ekranizacja. Twórcy balansują na granicy humory i złego smaku.

Ta mroczna opowieść zyskała na popularności dzięki obchodom Halloween i wpisała się świetnie w legendę amerykańskiej kultury. Dla mnie stanowi przykład amerykańskiego „folkloru”. W książce fabuła koncentruje się na trójkącie miłosnym Ichaboda Crane’a nauczyciela miejskiego, Abraham „Wielkoluda” Van Brunt oraz Katriny van Tassel, 18 letniej córki bogatego farmera. Akcja rozgrywa się w 1790 roku w miasteczku Senna Kotlina – Sleepy Hollow. Mężczyźni konkurują o względy dziewczyny, w których zwycięzcą okazuje się osiłek Abraham. Ichabod w drodze powrotnej spotyka jeźdźca bez głowy i znika z powierzchni ziemi. Tak w skrócie wygląda fabuła. Sama nowela jest utrzymna w romantycznym klimacie, który nie ucieka od inspiracji brytyjskim gotykiem. Innymi słowy, mrok w tym utworze jest przefiltrowany przez tajemnice oraz  uczucie.

Autorzy serialu historię Sleepy Hollow widzieli inaczej. Wykorzystując elementy horroru zmienili wydarzenia całkowicie. Twórcy nie znają granic, czerpią garściami z Biblii, historii i kultury USA. Bogactwo zapożyczeń i inspiracji wpasowane jest tutaj w akcję. Nie wahają się  zmieszać lub ulepszyć wydarzenia, nadając im oryginalny rys. To nie wszystko: serial jest mieszanką elementów horroru, współczesnej komedii i serialu kostiumowego. Romantyczny klimat filmu pełnometrażowego tutaj nie istnieje. Atmosfera burzy i naporu przegnana została przez zombi. Skutecznie twórcy okrasili go dowcipem,  można powiedzieć, że blisko mu do  mrocznego stylu kina Tima Burtona, ale pozbawiony został „baśniowego charakteru”. Serial posiada  dozę autoparodii,  dystansu do tematu i formy jaką podejmuje. To chyba jest największą siłą serialu. Postacie pomimo często drewnianej postawy i dialogów, mają poczucie humoru. Jest strasznie, ale i śmiesznie.

Elementów wspólnych z pierwowzorem próżno szukać na ekranie. W odróżnieniu od książki w serialu Ichabod, żołnierz korony brytyjskiej poznaje i zakochuje się w Katarinie van Tassel, córce, która jest czarownicą.  Ich miłość nawiedza przyjaciel Crana – który przechodzi na ciemną stronę mocy – okazuje się być jeźdźcem bez głowy.  I teraz zaczyna się cała zabawa: Ichabod Crane poplecznik Abrahama Lincolna walczy z  Wielkoludem sługusem Moloka,  obydwoje giną na polu wali, ich krew łączy się. Po 250 latach bezgłowy jeździec zostaje wskrzeszony, a z nim brat z jego krwi-Crane.   Bohaterowie przenoszą się w czasy współczesne. Crane spotyka policjantkę- Afroamerykankę , która staje się jego towarzyszem broni. Razem próbują rozwikłać dziwne wydarzenia w miasteczku. Niewyjaśnione morderstwa, satanistyczne znaki oraz siły nadprzyrodzone sieją zamęt . Tutaj Beniamin Franklin- mason- tworzy własnego Frankensteina, żołnierza mogącego poskromić bezgłowego jeźdźca. W szpitalu psychiatrycznym grasuje oszalała matka, która zna odpowiedź na najtrudniejsze pytania. Czarownica to podwójny agent, który dybie na swojego ukochanego.

Atrakcyjności dodaje tempo opowiadanej historii, jest tajemnica, jest, akcja jak i stosowne napięcie. Fani legend miejskich będą uradowani. W filmie roi się od intertekstualnych nawiązań, przemieszania gatunków oraz parodii i pastiszu. Poziom połączenia wszystkich elementów serialu zaskakuje. Pozytywnie zaskakuje, brakuje tutaj tylko gadającego węża, karła no i  bo elementy wschodu są.

Zdecydowanie serial dla tych wszystkich widzów, którzy lubią rozwiązywanie zagadek, horrory i czary. Dystans do filmu i poczucie humoru wymagane, inaczej może znudzić i oburzyć!

 

6/10

Prawdziwa historia rodu Borgiów – Czyli rzecz o byciu Cezarem- Gościnny tekst Aleksandry Olszewskiej

Ostatnimi czasy mogliśmy oglądać w telewizji serial o rodzinie Borgiów. Cieszy fakt, że kinematografia europejska sięga po tematy i rodziny związane bezpośrednio z jej własną historią i tradycją. Jednak nie był to jedyny serial opowiadający dzieje tej katalońskiej rodziny. Mniej więcej w podobnym czasie szła wersja amerykańska z Jeremy’m Irons’em jako Aleksandrem VI. Niestety, nie dorównuje ona jakości produkcji europejskiej. I nie jest to kwestia optyki historycznej, przedstawienia faktów, ale podejścia do tematu. Nie ujmując nic aktorom zza oceanu, jednak znacząca większość z nich nie sprawdza się w produkcjach o tematyce stricte związanych z historią Europy. I nie chodzi tu o brak talentu czy brak umiejętności aktorskich, ale bardziej prozaiczną cechę jaką jest fizjonomia twarzy. W amerykańskich filmach zwłaszcza w tych o tematyce królewskiej wszyscy aktorzy są do siebie podobni. Są identycznie piękni, wysocy, smukli, mają taki sam odcień karnacji skóry, mają te same śnieżnobiałe zęby, te same długie i lśniące włosy, te same pociągłe twarze W efekcie aktorzy niczym się od siebie nie różnią. I często zdarza się, że mimo ciekawej treści, film, pod względem obrazu, jest po prostu monotonny.

W europejskich produkcjach panuje o wiele większa różnorodność, zwłaszcza w przypadku Prawdziwej historii rodu Borgiów. Albowiem znacząca większość aktorów grających w tym serialu pochodzi z różnych państw Europy (oprócz roli Aleksandra VI, którego gra Amerykanin John Doman). W efekcie powstał niezwykły serial o równie niezwykłej rodzinie. Za wersję europejską wyprodukowaną w koprodukcji przez Canal + odpowiedzialny był Tom Fontana. To on tchnął w historię rodziny Borgiów ducha epoki i to coś, co zapada głęboko w pamięć. Resztę zrobili aktorzy, kostiumy, zdjęcia, muzyka. W jego opowieści wszystko jest głębsze, bardziej intensywne, ciemniejsze, mroczne i przerażająco okrutne: odczucia, pożądanie, pasja życia i śmierci, sceny tortur. To nie jest renesans jaki znamy ze szkół, ale samo życie z nieubłaganą Koniecznością, które wynosi do góry tych, którzy są na to gotowi i miażdży tych, których na to nie stać. Tutaj każda scena wbija w fotel. Sceny tortur przerażają swoim naturalizmem i okrucieństwem, zaś kolejne ujęcia odbywającego się w 1492 roku konklawe rozbijają w pył wyobrażenia na temat tego, jak w istocie przebiega wybór nowego papieża. Szokująca jest prawda, która kryje się za stwierdzeniem: habemus papam!

            Prawdziwa historia rodu Borgiów (ang. Borgia) to coś więcej niż kolejna historia rodziny królewskiej i coś więcej niż kolejny serial kostiumowy. To historia rodziny papieża Aleksandra VI i jego najbliższych. Intrygi, bezkompromisowa walka o władzę, miłość, zazdrość, religia, wojna – to zaledwie skąpy wycinek krajobrazu w jakim przyszło im żyć. Historia tej rodziny rozpoczyna się w 1492 roku wraz ze śmiercią papieża Innocentego VIII i przypada na czas renesansu włoskiego. Mówiąc renesans włoski w naturalny sposób przychodzą na myśl takie pojęcia i nazwiska jak: Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Machiavelli, rozkwit sztuk, malarstwo, rzeźba, klasycyzm, humanizm. Wszystkie te pojęcia, o których uczyliśmy się w szkole, na studiach. I wszystko się zgadza, poza tym, że się nic nie zgadza. Albowiem Borgia przedstawia renesans włoski z zupełnie innej strony. Oczywiście, kolejne odcinki wprowadzają na scenę znane nam pojęcia i nazwiska, ale równocześnie obok nich wprowadzają zupełnie inne, przeciwstawne im. Pojawiają się gwałty, morze krwi, wojny, masakry ludności, grabież, poćwiartowane ciała, walka o władzę. Te dwie strony: jasna i ciemna stanowią stały motyw tego serialu. Żadna postać, żadne wydarzenie, które zaistniało w czasie panowania rodziny Borgiów nie jest wolne od tej ambiwalencji kolorystycznej. Dzięki temu trudno o jednoznaczną ocenę, a wszyscy bohaterowie pojawiający się w serialu są równie daleko od dobra, jak i od zła. Taką dwuznaczną postacią jest również Cesare Borgia.

Historia powszechna niechętnie o nim mówi, a jeśli już wspomina jego osobę, to głównie w kontekście negatywnym. Przedstawia się go jako tyrana, wyrachowanego władcę i mordercę. Nieliczni wiedzą kim był, co chciał osiągnąć, do jakiego celu dążył. Za życia krążyły o nim legendy. Mówiło się o nim, że miał oblicze Chrystusa i oczy szatana. Portrety Cesare, które przetrwały do naszych czasów niewiele mówią o jego charakterze. Na szczęście serial wypełnia tę lukę i przedstawia Cesare w pełnym świetle jego charakteru. W rolę tej arcyciekawej postaci wcielił się Mark Ryder. To pierwsza jego tak znacząca rola i śmiem twierdzić, że nie ostatnia. Młody wiek tego aktora idealnie współgra z postacią, którą gra. Dzięki niemu Cesare zyskał wymiar cielesny i duchowy.

A jaki był Cesare? W pierwszym sezonie to zaledwie syn i brat. Stłamszony przez dominującego ojca i faworyzowanego przezeń brata Juana (Stanley Weber). Nie jest nawet cieniem własnej postaci, aczkolwiek pojawiają się pewne zalążki jego przyszłej wielkości. Z trudem znosi sprzeciw, bywa porywczy, gniewny i mściwy. Nie zapomina krzywd i upokorzeń. Kocha swoją rodzinę i zrobi wszystko, aby zasłużyć na miłość i szacunek Ojca. Jest jeszcze wierzący, gotów poświęcić własnego synka dla wyższych celów. Na początku pontyfikatu swego ojca jest posłuszny jego woli. Zmuszony do bycia kardynałem dusi się, próbując nagiąć swoją prawdziwą naturę. Niepewny co do swej przyszłości, szuka swego miejsca w świecie.

Drugi sezon to kolejne wcielenia. Po śmierci Juana Cesare Borgia rozwija skrzydła. Za zgodą Ojca zrzuca kardynalski kapelusz i zaczyna oddychać. Zostaje żołnierzem. Rozgrywa bitwy, odnosi pierwsze zwycięstwa. Staje na czele armii papieskiej, ma posłuch u żołnierzy. We Francji szkoli armię króla Ludwika Orleańskiego (Joseph Beattie). Objawia się jego talent wojskowy i polityczny. Jest świetnym strategiem i politykiem. We Francji poznaje także swoją przyszłą żonę. Poznajemy go w roli kochanka, męża. W Rzymie dalej jest synem, kochającym i wspierającym bratem, szwagrem, ale także oddanym przyjacielem. Jednak coraz bardziej uwydatnia się jego żądza panowania i żelazna wola. Powoli, acz nieubłaganie wyzwala się z więzów, które do tej pory go krępowały. W tym wszystkim jest także admiratorem sztuki, chce zbudować miasto, które byłoby oazą dla sztuki i nauki. Jednocześnie zaś odrzuca religię i przestaje wierzyć w Boga. Celem jego wiary powoli staje się on sam. Dojrzewa do swojej życiowej roli jaką jest „bycie Cezarem”.

Trzeci sezon to Cesare w pełnym blasku. Odrzuciwszy wszystkie krępujące go więzy przyjmuje na siebie swoją życiową rolę. Jego postać w wojskowej zbroi lśni i onieśmiela. Dąży do zjednoczenia Włoch i temu celowi podporządkowuje wszystkie działania. Wraz z Leonardo da Vinci (Paul Rhys) opracowuje strategie podboju kolejnych włoskich księstw. W przypadku oporu nie cofa się przed masakrą. Nie przebiera w środkach, by osiągnąć swój cel. Swoich wrogów eliminuje z artystyczną wręcz fantazją i dezynwolturą. Ze skór zabitych przez siebie wrogów tworzy spodnie. Aktorom, którzy wyśmiewają się z jego działań, wyrywa serca. Dla przeciwników i zdrajców nie ma litości. Jako władca jest hojny i dobroduszny. Z przenikliwością godną geniusza prowadzi pertraktacje polityczne. Jego umysł pracuje jasno i niezawodnie. Sława jego imienia jest tak wielka, że dociera do miast na długo przed jego przybyciem. Niestety, ta jaśniejąca gwiazda gaśnie bardzo szybko. Schwytany podstępem, nawet w niewoli nie traci hartu ducha. Będąc więźniem w hiszpańskiej twierdzy w La Manchy nie traci poczucia humoru, snuje plany uwolnienia i powrotu do Rzymu. Nie zrealizowawszy marzenia o zjednoczeniu Włoch, Cesare Borgia umiera samotnie na polu walki w wieku 32 lat.

Na tym jednak nie kończy się historia Borgiów. Po obejrzeniu serialu trudno odróżnić osobę Marka Rydera od osoby Cesare Borgii. Ta postać stapia się i ewoluuje wraz z nim. Mark Ryder mężnieje z sezonu na sezon uwydatniając najlepsze i najgorsze cechy swojego Borgii. Irlandzki aktor dał Cesare Borgii swoje ciało, swoje emocje i swoją krew. Jego twarz jest niezwykle plastyczna. Dzięki niej wydobywa całą paletę emocji, uczuć, namiętności, pasji jakimi żył Cesare. Jego niebieskie oczy patrzące z ekranu przeszywają niczym strzała. Cesare Borgia w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk. Oglądając go na ekranie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie wyglądał i postępował prawdziwy Cesare Borgia. Ryder dzięki swej grze stworzył charakter człowieka z krwi i kości, o którym trudno zapomnieć i jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić. Potępić czy chwalić? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno jest to łatwiejsze w przypadku aktora, który odtwarzał jego postać, gdyż wywiązał się ze swojego zadania znakomicie.

Czy da się odpowiedzieć na pytanie: jaki był Cesare Borgia? Niech za odpowiedź służą słowa wypowiedziane przez innego geniusza tamtej epoki Leonardo da Vinci, które padły w rozmowie z Niccolo Machiavellim (Thibaut Evrard):

„Cesare jest niezwykle bystry. Wykazuje rzadko spotykaną inteligencję. A przy tym jest hojny. Finansuje moje doświadczenia. Kupuje wszystkie księgi, narzędzia, których potrzebuję. Przebywać z nim to wielka przyjemność. Nie ma żadnych uprzedzeń w sprawie apetytów cielesnych. Fascynują go ludzie wyjątkowi. Mamy podobne poglądy na życie, sztukę, politykę, miernotę i ponurych kanclerzy. Uczyni wszystko, by zniszczyć wroga i wesprzeć przyjaciela.”

Nawet jeśli te słowa nie padły w rzeczywistości i są tworem twórcy serialu, warto pamiętać, że Cesare Borgia to nie tylko postać, ale przede wszystkim Człowiek. Człowiek wpisany w nieśmiertelny cykl życia, a Prawdziwa Historia rodu Borgiów to nie opowieść o zwykłej rodzinie, ale opowieść o rodzinie, która zmieniła bieg Historii. 363 lata po śmierci Cesare ziściło się marzenie Borgiów. Italia została zjednoczona.

Yes Meni idą na rewolucję – Dzisiejsi superbohaterowie

W powszechnie panującej korupcji politycznej, nadmiernej konsumpcji, korporacyjnej gospodarce pojawiają się Yes Meni. Dwójka amerykańskich przyjaciół, którzy chcą naprawić świat. Tak, tak, naprawić świat jakby naiwnie to nie brzmiało, tych dwóch wkłada w zębatki metalowy pręt i na sekundę lub dwie zatrzymuje zwariowaną machinę. Andy Bilchbaum i Mike Bonanno od dwudziestu lat uprawiają culture jamming, czyli prowokacje kulturowe. Za cel obierają sobie wielkie korporacje, lobbystów, czy  skorumpowaną klasę polityczną. Nadużywają wiarygodności oraz status quo tych instytucji. Jak sami mówią, ich rodziny pochodzące z totalitarnej wtedy Europy, doświadczone życiem pod nadzorem i terrorem nauczyły synów kwestionować autorytety i patrzeć establishmentowi na ręce. Dlatego, Yes Mani na szeroką skalę podejmują się działań kontrowersyjnych, często balansując na granicy prawa, zmuszając uprzywilejowane grupy do działania. W swych działaniach poza prowokacją używają nowych mediów, tworzą fałszywe strony internetowe, nagrywają konferencje ze swoim udziałem i wypowiadają nieprawdziwe oświadczenia. Ich stanowisko w poruszanych sprawach często jest sprzeczne z polityką danej firmy.

Do tej pory pojawiły się dwa filmy: „Yes Mani” i Yes Mani naprawiają światnajbardziej znanym żartem jest podanie się za pracownika firmy The Dow Chemical Company i przyznanie się w rozmowie na antenie  BBC, do całkowitej odpowiedzialności za doprowadzeni do skażenie chemiczne w mieście Bhopal. Złożenie obietnicy wypłacenia poszkodowanym pracownikom  12 bilionów dolarów wprawiło w osłupienie dziennikarza przeprowadzającego wywiad. Firma The Dow Chemical Company szybko zareagowała sprostowaniem, ale za to sfingowane oświadczenie koncern zapłacił 3% spadkiem na giełdzie papierów wartościowych.

W trzecim filmie Yes Mani idą na rewolucję alterglobaliści przedstawiają swoje kolejne perypetie. Tym razem zwiększyli swój zasięg i cel. Na ofiarę swoich działań obrali Izbę Handlową – Chamber of Commerces”. Jak zawsze, jeden z nich podszył się pod reprezentanta tej instytucji i zwołał konferencję prasową, w której chciał przedstawić zmianę stanowiska w sprawie polityki węglowej i olejowej. Oświadczenie wiązało w sobie zerwanie z   źródłami energetycznymi bazującymi na paliwach kopalnych i rozpoczęcie korzystania z odnawialnych źródeł energii. Niestety, konferencja została przerwana przez prawdziwego przedstawiciela Izby Handlowej. Na sali, pomimo powszechnej konsternacji, nie uwierzono jego zarzutom. W akcie desperacji demaskator próbował wylegitymować impostora, co skończyło się absurdalnie. Poruszenie, jakie powstało, doprowadziło tę akcję do celu. Wprowadziło zamieszanie wśród zainteresowanych na sali i informacja została przechwycona przez stacje telewizyjne, zwracając tym samym uwagę na problemy ignorowane przez polityków.  Zanieczyszczenie środowiska w tym dokumencie zajmuje główny przedmiot zainteresowania. Rozpowszechniony przemysł potrzebujący do eksploatacji miejsca, jak i zasobów mineralnych wymyka się spod kontroli -koncern Shell i spowodowane przez niego skażenie naturalnego środowiska w Kanadzie. Poza akcjami antyglobalistycznymi w nowym filmie Yes Manów pojawia się wątek autobiograficzny i sentymentalny. Lekko różni się tym od poprzednich produkcji, ale nadal jest żartobliwy, odważny i inteligentny.

Działalność Yes Manów można analizować na wiele sposobów.  Ja jako ortodoksyjny kinoman, dopatruję się postaciach współczesnych superbohaterów. Tych dwoje tak samo, jak Batman, Hulk czy Iron Man posiadają odpowiednie atrybuty, by tę tezę podtrzymać. Oboje są ludźmi z tłumu, potomkami emigrantów, zajmujących się na co dzień własną pracą, rodziną, życiem. Do działań Yes Manów przebierają się w stosowny kostium, w tym przypadku garnitur. Często podają fałszywą tożsamość oraz mają własną superbroń dzięki, której mogą zniszczyć każdego przeciwnika. No właśnie, czarny charakter też jest obecny. Kto dziś nie boi się kapitalistycznej elity ;) We wszystkich działaniach towarzyszą im mass media, relacjonując, komentując ich wybryki. Najbardziej interesujące wydaje się jednak przeniesienie tych super postaci z rodzaju filmowego. Przemieszczenie się z fabuły do dokumentu przypieczętowuje współczesny charakter tej produkcji. Kiedy społeczeństwo przegnało Batmana i spółkę za ich złe uczynki, kiedy superbohaterowie muszą jednoczyć się w grupie, by mieć większe szansę pokonania oprawców, pojawiają się Yes Mani. Brakuje jeszcze tylko odpowiedniego hasła czy znaku, który przywoła w najtrudniejszej sytuacji  tych współczesnych wybawicieli.

7/10

3 virale sci-fi, których warto wypatrywać na ekranie.

Sci-fi ma swoje 15 minut. Odkąd w latach siedemdziesiątych Gwiezdne Wojny zarobiły okrągłą sumkę 307 mln, nowe światło zostało rzucone na ten gatunek. Opera kosmiczna wychowuje po dziś dzień kolejne pokolenia fanów. Obecnie jest to jeden z bardziej popularnych gatunków filmowych, nie tylko ze względu na wizualną atrakcyjność, ale dlatego, że nadal potrafi zadawać pytania na temat ludzkiej kondycji.  Blade Runner, Planeta Małp, Obcy, to  współcześnie najbardziej znane filmy fantastyczno naukowe. Połączenie nauki oraz wyobraźni dało ogromne możliwościowi  interpretacji zjawisk, a  także przyszłości. Tam, gdzie nauka kończy się,  wizje światów rozświetlają nowe możliwości. Wyżej wymienione oryginały, które dzięki ciekawym i bogatym wątkom fabularnym są skarbnicą pomysłów dla kolejnych pokoleń. Obrośnięte w kulturową fascynację stają się świetnym zbiorem pomysłów dla wypalonych studiów filmowych. Dlatego nie ma co dziwić się, że sięgają oni po te utwory filmowe. Problem w tym, że nie można wiecznie wykorzystywać tych samych rozwiązań. Niestety, pomimo boomu sci fi, ciężko znaleźć produkcję posiadającą potencjał filmu kultowego. A szkoda, bo współcześnie są warunki do tworzenia filmów z tego gatunku. Powszechna możliwość wykorzystania efektów specjalnych to przewaga w produkcji i realizacji, która pozwala stworzyć najdziwniejsze, najbardziej oryginalne pejzaże współczesności. Pracownicy amerykańskich filmowych korporacji wiedzą (oby wiedzieli) o tym i szukają świeżych, współczesnych pomysłów na filmy. Dlatego, kiedy producenci zajrzeli na vimeo, wyciągnęli pomysł z elektronicznego kapelusza. W jednym miesiącu, aż trzy filmy zostały zaadaptowane do pełnego metrażu mowa tutaj o Lewiatanie, Controller i Sundays I choć każda z tych propozycji filmowych pewnie nie dorówna oryginalnością ” Dystryktowi 9″ i nadal czerpie z kanonu  sci fi, to warto mieć je na uwadze. Na pierwszy ogień idzie moloch 20 th Century Fox i Lewiatan”. Spot został wyprodukowany z dofinansowaniem Irlandzkiego Instytutu Filmowego, a później umieszczony na vimeo. Zwrócił uwagę najpierw zespołu tej platformy, a później studia filmowego. Fabuła będzie opierać się na wizji świata, w którym nie ma już co odkrywać. Na tyle, o ile rozwój technologiczny mógł odkryć wszechświat, na tyle jest on ludziom znajomy. Podróżowanie z prędkością światła jest powszechne. Paliwo potrzebne do przemierzania przestrzeni jest pozyskiwane ze stworów à la wieloryb- w filmie zwany Lewiatanem. Do wytwarzania jej potrzebna jest oczywiście siła robocza, która jest nadmiernie wykorzystywana i powoli zaczyna się buntować . Producentem wykonawczym będzie Simon Kinberg (X-Men: Days of Future Past, Star Wars Rebels) i Neil Bloomkamp, a za kamerą stanie autor teasera Ruairi Robinson.

„Sundays”  i  Warner Bros. Viral kosztował $51,000 i został zrealizowany przy pomocy crowdsurfingu. Dość enigmatyczna fabuła w spocie (w której pobrzmiewa echo matrixa) może zostać rozwinięta w innym kierunku, niż sugerują twórcy.

Ostatni viral autorstwa irańsko-amerykańskiego twórcy skupia się na świecie pod kontrolą.  Miłość jest jedyną wartością, którą nie podlega wpływom. Dla miłości jesteśmy w stanie czynić dobro jak i największe zło.

Jest więc na co czekać, o ile nie są to słomiane propozycję. Dobrze, że producenci zwracają uwagę na promocyjne filmy i biorą pod uwagę możliwość ich zrealizowania. Stanowczo za dużo w kinie hollywoodzkim oklepanych rozwiązań i zastoju. Pomysły są, teraz można wyczekiwać na urzeczywistnienie ich. Oby wykonawczym producentom i kierownikom z filmowych korpo nie przyszło do głowy, by więcej kasy wydać na promocję niż na same filmy. Nie ma nic gorszego niż rozczarowanie filmem, na który czekało się.

*/ Oryginalne zdjęcie Donnie Nunley  Licencja CC.

Którą rolę kobiecą odgrywałaś w 2014.

Było już o Panach w 2014 i ich męskich rolach, teraz czas na kobiety. Dużo w prasie zagranicznej mówi się o kobiecych rolach filmowych i jak jest ich więcej, jakie są różnorodne i wiarygodne. Możliwe, wszystkich filmów nie widziałam, ale filmy oscarowe pozostawiają na ten temat wiele do życzenia. Nie da się ukryć, że studia produkcyjne w 2014 nadal preferują stereotypowe role żeńskie i to pewnie szybko się nie zmieni. Mężczyźni w przeciwieństwie do płci pięknej redefiniują swoje dotychczasowe ja, pokazują więcej wrażliwości, kwestionują kulturowe wzorce. Kobiety niestety gdzieś zgubiły się w walce o władzę. Poniżej przedstawiam pięć filmów, pięć różnych spojrzeń na kobiece role, pięć/cztery stereotypów -nie piszę o Marion Cotillard, bo nie ma jeszcze filmu w Polsce.

NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Marion Cotillard w Two Days, One Night
Felicity Jones w The Theory of Everything
Julianne Moore w Still Alice
Rosamund Pike w Gone Girl
Reese Witherspoon w Wild

Moją cichą, prywatną faworytką jest Rosamund Pike i jej rola w „Zaginionej dziewczynie”. Nie dość, że postać jest dobrze skrojona, to jest też najbardziej dojrzała i świadoma swojej roli w życiu małżeńskim. Najwięcej balansuje na stereotypach i najchętniej chciałaby je przełamać, ale mocniej mają one ja we władaniu. Amy Dunne córka znanych pisarzy, uprzywilejowanych finansowo i społecznie, dziewczyna, która stała się pierwowzorem bohaterki opowieść dla dzieci „Cudowna Amy”. W dużym skrócie postać z bajek realizowała to, czego prawdziwa Amy nie mogła i nie potrafiła. Posągowa piękność z poczuciem humoru i dystansem oraz inteligencją znajduje sobie chłopaka z Minnesoty, niezamożny, mało wyrafinowany, wręcz prosty, ale iskrzy. Ich małżeństwo inne od stereotypowych, wielkomiejskie z luzem i skupione na sobie. Ona w pewnym momencie utrzymuje związek, bez pretensji czy żalu. W trudnych chwilach idzie na kompromis, godzi się na wszystkie wymogi sytuacji, szczególnie kiedy wracają do małego miasta rodzinnego. Poświęca się, znosi to, tkwi w małżeństwie, chce dziecka pomimo niesprzyjających warunków finansowych. Wydaje się, że jest aniołem dla swojego męża, nic co robi, nie ma granic. Dosłownie nic, gdzieś w tej małżeńskiej współczesnej sielance znika. Pewnego dnia jej mąż po powrocie zgłasza na policję zaginięcie. Nie dlatego, że nie chcę już trwać przy boku męża, tylko dlatego by się zemścić. Zaplanowana perfekcyjnie zbrodnia wymaga ofiary, w tym przypadku najgorszej, bo z jej życia. Amy, by wrobić swojego męża w morderstwo musi popełnić samobójstwo. To jest daleko posunięta decyzja, zabić siebie, żeby ukarać mężczyznę, którego „kocha”. Nie bez powodów krytycy pisali o postaci Pike, że jest dysfunkcyjna, psychopatyczna. Jej spojrzenie na związek i relacje miedzy ludzkie odbiegają „od normy”. Wychowanie gdzieś zgubiło jej tożsamość, Cudowna Amy robiła to za nią. Pike to także metaforyczna ofiara z kobiety, jak jej emocję pogrążają samą siebie. Kiedy jej plan nie znajduje realizacji, jest to tylko pogorszenie sytuacji, końcowe rozegranie może być gorsze dla niej niż śmierć. Zamiast dokończyć żywota, będzie tkwiła w dysfunkcyjnym małżeństwie pełnym żalu, resentymentu, każdego dnia utrudniając sobie i swojemu mężu życie, bo właśnie tak wygląda małżeństwo. Jej rola, to dla mnie przykład kobiety, która udaje kogoś innego, iż jest tylko po to, by zadowolić męża, rodziców itp. tracąc przy tym zmysły.

Wiele osób trzyma kciuki za Julian Moore i jej rolę w filmie „Nadal Alice”. Nauczycielka akademicka wykładająca lingwistykę na prestiżowym uniwersytecie, matka trójki dzieci, u szczytu kariery dowiaduje się, że rozwija się u niej choroba Alzheimera. Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się problemami językowymi, ta choroba jest ironią losu. Wszystko, na czym opierała swoją siłę, zniknie. Nie będzie mogła już powoływać się na wiedzę, umiejętności czy chociażby zdolność mózgu. Będzie uczyć się zapominać. Ta rola wydawałaby się skrojona na Oscara, ludzka tragedia, której towarzyszą emocje publiczności, „nośny temat” choroby Alzheimera niestety brakuje mi w tej postaci szczerości i emocji samej aktorki. Poza zwątpieniem i strachem Julian Moore niekoniecznie przekazuje więcej. Końcowa scena, kiedy czyta i wykreśla z kartki monolog, jest zbyt dosłowna i cały jej performance wydaje się właśnie zwykłym odczytywaniem scenariusza. Rola Moore wpada w stereotyp kobiety sukcesu, która traci wszystko, na co pracowała życie, nie ma tu poza faktem choroby żadnych innych informacji i emocji.

Mniej surowa jestem dla Reese Whiterspoon i jej roli w filmie „Wild”. Dziewczyna po śmierci matki nie może poradzić sobie z tragedią. Nadużywa alkoholu i środków psychogennych, by poradzić sobie ze smutkiem i żalem, wiedzie wątpliwe życie erotyczne z przypadkowymi partnerami. By wyciągnąć się z tej dołka, wyrusza samodzielnie w podróż szlakiem turystycznym wzdłuż Pacyfiku. Przez dni pozostaje sama związana z naturą i może liczyć tylko na siebie. Nie jest do tej wyprawy zbytnio przygotowana, nie ma odpowiedniego sprzętu, nie umie używać butli z gazem, pakuje nie ten prowiant, co trzeba, nie używa swojego instynktu zachowawczego. Podczas podróży próbuje rozliczyć się emocjami i wspomnieniami z dzieciństwa-by odnaleźć siebie. Jej silne relacje z matką i jej sposobem życia bulgoczą pod powierzchnią żalu i nieporadności. Reese Whiterspoon stara się z wszystkich sił urozmaicić swoją postać, ale nie da się uciec od wrażenia, że jest to kolejna opowieść o kobiecie upadłej, zagubionej, której emocje opanowują i paraliżują jej działania. Jej dysfunkcyjna i niepełna rodzina nadaje tragedii i negatywnego wydźwięku filmowi.

Felicity Jones odmienna rola od powyższych. Niewykorzystany potencjał roli kobiety, która trwa przy własnym mężu niezależnie od okoliczności, choroby i trudności z tym związanych. Kobieta, która tuż po poznaniu Hawkinga dowiaduje się jego chorobie, decyduje się na ślub. Ta młoda miłość i naiwności z niej wynikająca przez 40 lat trzyma to małżeństwo razem. Podstawowe czynności, jakie musi wykonywać, ubieranie męża, nakarmienie męża, a również opieka nad dziećmi znosi bez zająknięcia. W jej przypadku, słowa: za każdym mężczyzną stoi kobieta nabierają mocy. Felicity Jones, delikatna i wrażliwa studentka sztuk, stanowi przeciwwagę dla Hawkinga, jej empatyczne podejście nie jest ciężarem, ale jest jej siłą. Jones tylko nie wykorzystuje potencjału tej roli. W momencie, kiedy pojawia się okazja do pokazania szeregu skomplikowanych uczuć, ucieka, chowa za plecami męża. Nie ma ani razu jej wątpliwości, a przecież koniec ich związku wisi na włosku. W kilku ujęciach wyrywa się jej chęć poświęcenia swojej dziedzinie. Ta rola ma ogromny potencjał, ale nie jest on wykorzystany, możliwe, że przez samą aktorkę, a może raczej przez produkcję. Kolejny gwóźdź do trumny zwany, stereotypem mówiącym o poświęcaniu swojego życia dla osiągnięć mężczyzny.

Czy te wszystkie stereotypy zmieniają coś w kinie, szczególnie kobiecym i dla kobiet? Te wszystkie role, które w oscarowych filmach są przedstawione, mają swoje mocne strony? Cierpliwość, empatia i siłą z nich wypływająca są cechami, które powinny być pielęgnowane wśród kobiet. Kobiecy nie znaczy słaby czy nieodpowiedzialny, przy nadmiernej maskulinizacji, trzeba pamiętać o kobiecych cechach i trochę mi tego brakuje w tych filmach. Te stereotypy filmowe często przytłaczają swoim ciężarem i spłycają odczytanie filmu. W większości negatywne cechy kobiet są tutaj punktem wyjścia do dalszego poszukiwania własnego kobiecego ja-w przeciwieństwie do mężczyzn- kobiecość w 2014 roku to ciągle przeszłość zazwyczaj toksyczna i niepewna przyszłość. Oby 2015 przyniósł więcej różnorodności i rozwiązań dla kobiecych ról.

Bijemy się o złotą patelnię

Skoro bijemy się o złotą patelnię w czterech kategoriach, z czego o jedną najważniejszą –  zdjęcia za film, to warto wiedzieć, z czym do ludzi idziemy. Na stronie Narodowego Instytutu Audiowizualnego pojawiła się możliwość obejrzenia „Joanny”, trzeba  tylko zarejestrować się, za darmo, a 19 będzie można obejrzeć film Link tu

Trailer

http://ninateka.pl/film/joanna-zwiastun

Boyhood – Dorastanie na ekranie

Wydaje się, że tak prozaiczne wydarzenie, jak dorastanie zostało już przedstawione na ekranie nie raz. W szczególności w filmach dla młodzieży temat ten króluje, odkąd marketingowcy znaleźli w młodości potencjał na sprzedaż produktów i usług. Wcześniej wielkie studia produkcyjne jak Disney uczyniły dzieci i nastolatków swoim odbiorcą dzięki polityce przedłużania dzieciństwa poprzez ograniczanie do utopijnej fabuł. Dzieciństwo, to czas beztroski, pozbawione wpływów przemocy, czas marzeń i zabawy. Nie znaczy to jednak , że na rynku filmowym nie było odmiennych prezentacji dorastania, ale wydaje mi się, że od niedawna gatunek ten przechodzi odrodzenie. Młodzież dorasta, rodzice patrzą z sentymentem na lata młodości. tworzy się nowa widownia zainteresowana tym tematem. Mimo to „Boyhood”, to nie jest zwykły film o życiu rodzinnym. Kręcony przez 11 lat, z czego 39 dni zdjęciowych pokazuje jak zmienia się życie rodziny. Aktorzy dorastają na ekranie, rodzice się starzeją, rodzina zdobywa kolejne doświadczenia życiowe. I nie byłoby niczego szczególnego w tym film, ot o rodzinie i upływie czasu, gdyby reżyser nie zastosował odpowiedniego chwytu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to rodzina jak każda inna ze swoimi problemami, starająca się przetrwać kolejne lata. Ale to, co widać na ekranie, to tylko fasada. Im bardziej zagłębiamy się w fabułę, tym bardziej widać co stoi za wydarzeniami. Ta perspektywa z poziomu dziecka, które mając 10 lat jeszcze nie bardzo wie, o co chodzi w życiu matki, udziela się widzowi. Powoli łączymy kropki, dowiadujemy się szczegółów z życia matki i ojca i powoli rozumiemy, o co chodzi w filmie/życiu. Dodatkowo emocje, w szczególności rodziców zwracają uwagę, końcowa scena, w której Patricia Arquette odsłania swoje myśli i emocje zasłużenie przyniosła jej nominacje do Oscara. Całe swoje życie poświęciła na opiekę nad dziećmi oraz zapewnianie, im bytu sprawia, że czuje pustkę i żal, kiedy one dorastają.

Boyhood, to z pewnością film, który po pierwszej projekcji wydaje się być nudny, przewidywalny. Dopiero po seansie, po kilku dniach dopada człowieka refleksja na temat własnego życia rodzinnego. Zdecydowanie godny polecenia, ale Boyhood, to będzie projekcja,która wymagać będzie od widza wysiłku.Trzeba pozbyć się nawyków widza,który nadmiernie opatrzył się kinem z wyśrubowaną akcją i schematycznymi postaciami.

Testosteron godny Oscara

22 lutego przekonamy się, który mężczyzna odegrał najlepiej swoją rolę,najlepiej wg Akademii Filmowej. Tegoroczny wyścig podzielił się między mężczyzn impotentów, chłopów rasowych – bohaterów narodowych, ofiary losu, chłopa niepełnosprawnego, no i wiek męski, wiek klęski. Lista nominowanych jest krótka i wszystkim znana. Dla niektórych osób nominacje niektórych postaci są przypadkowe i niezasłużone. Możliwe. Jak już się spięli w Stanach i móżdżyli na temat męskiego wzorca w 2014 roku, to i ja sobie pomóżdźę. Dla przypomnienia, kto i za co bije się o złotą patelnię: nominacje za najlepszą rolę męską przypadły w tym roku:

Steve Carell Foxcatcher
Bradley Cooper Sniper
Benedict Cumberbatch Gra tajemnic
Michael Keaton Birdman or (The Unexpected Virtue of Ignorance)
Eddie Redmayne Teoria wszystkiego.

Mężczyzna jako wzór do naśladowania, ostoja spokoju i mądrości w 2014 roku pokazał swoje słabości. To już nie ojciec narodu, farmer, czy kowboy, który niestrudzenie broni swoich wartości. W zeszłym roku mężczyzna, to postać z przeszłością, który walczy ze swoją męską energią, w okolicznościach, które mu nie sprzyjają.

Na pierwszy rzut idzie: kastrat, ten co chciałby być urzeczywistnieniem męskiej siły, a nie jest -Steve Carell, a raczej wcielenie Johna du Ponta. Aktor w filmie Foxchatcher rysuje portret bogacza, kory ma ambicje stworzenia na swoim ranczo warunków dla męskiej reprezentacji olimpijskiej. Sam John du Pont to mało ruchliwy i męski typ, brakuje mu charyzmy antycznego zapaśnika, więc sobie wynajmuje takich, co mają odpowiednio przerośnięta tkankę mięśniową i instynkt walki. Posiadanie ich na własność (w postaci wygód mieszkalnych i możliwości treningu) wyznacza mu rolę przewodnika, ojca nawet. Kreuje się na mentora. Po czasie dopiero widać, że nie bardzo mu, to wychodzi, bo czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Na co dzień z rezerwą i chłodnym umysłem próbuje kierować zapaśnikami. Szybko wychodzi, że o samej technice walki wie mniej niż David Schultz, starszy z braci. Bracia zapaśnicy trenują i żyją właśnie na jego koszt, trenują sami siebie, bo to rodzinna przypadłość przechodząca w genach z brata na młodszego brata. Bierność du Ponta i niezdolność do osiągnięcia sukcesu jest spowodowana relacjami z matką. Kobieta pogardza tym, co fizyczne, ujmuje swojemu synowi umiejętności i pewności siebie. Jego rozbicie między niemożnością zaakceptowania przez matkę powoduje spięcia w psychice i końcową tragedię. Carell wykonuje świetną robotę, niektórzy narzekają, że chowa się za maską charakteryzacji, ale dla mnie pomogła ona mu się zdystansować się do postaci i stworzyć psychopatyczną wersje arystokraty aspirującego do miana lidera. Pomimo wolnego tempa akcji aktor daje wyraz swojej postaci. Choć siły dodaje mu charakteryzacja, to udaje mu się manipulować głosem i wypowiadać kwestie w sposób, który nadaje charakter szaleńca. Postać tragiczna w swojej męskiej niezdolności do wykrzesania z siebie prawdziwej siły mięśni.

Druga postać to zupełne przeciwieństwo Carella, Bradley Cooper wciela się w kwintesencje amerykańskiej męskiej energii, jaką jest mieszkaniec Texasu- Sniper„. Chłop wychowany w prostych zasadach, używający prostych środków i posługujących się prostym kodeksem moralnym. Z braku poczucia życiowej misji zaciąga się do armii amerykańskiej, by służyć swojemu krajowi. Dzięki bystremu oku szybko staje się legendą w wojskowych szeregach. Jego prostolinijność nie pozwala zmącić mu swojego umysłu. Strzelając do muzułmanów jak do kaczek, nie ma wyrzutów sumienia, nie zadaje pytań, robi to, co powinien. To nie na terytorium wroga odnajduje zagrożenie, to raczej w swoim kraju musi oglądać się przez ramię. Ciężar bohatera narodowego i tych, którzy nie potrafią podołać archetypowi, zbiera żniwa. Mam wątpliwości, czy Bradley tworzy postać godną Oscara. Nie widać po jego grze głębi przeżytych doświadczeń. Gdyby nie dwie sceny, jedna w barze, druga u psychologa, gdzie pojawiają się przesłanki o traumie wojennej, to nie miałabym wątpliwości. Mój filmoznawczy instynkt podpowiada mi, że ten film w swoim wydźwięku jest prosty zbyt prosty i  postać Coopera nie zaprzecza temu.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Kiedy Turing atakuje siebie i swoje życie, drugi naukowiec stara się przetrwać za wszelką cenę. Steven Hawking, czyli genialny mózg w Teorii wszystkiego”. Umysł, który działa niezależnie od fizyczności, umysł, który nie pozostaje w zależności z ciałem. Mężczyzna, dla którego najwyższą wartością jest jego mózg i potencjał w nim drzemiący, staje się metaforą chęci życia. Trudna do zagrania rola osoby niepełnosprawnej, która wyraża swoje emocje tylko poprzez drobne gesty, ruch brwi, czy ust. Dzięki tym niewielkim skurczom mięśni przesyła bardzo dużo informacji, spojrzenie wraz z symulatorem mowy wiele mówi o charakterze filmowego Hawkinga. Nie wiemy, co sobie postać myśli w tej tragicznej sytuacji, widzimy tylko walkę ciała z przeciwnościami. Kolejne przeszkody codziennego życia zostają pokonywane, schody, jedzenie, podstawowe czynności dla niego są wyzwaniem. Eddie Redmayne ograniczył grę aktorską do szczegółów, podobnie jak Carell, za to ma u mnie ogromny plus. Nie można zapominać, że aktor gra również ciałem. Buduje postać ze zwykłych ruchów ciała, odgarnianie włosów, tiki nerwowe, miny. Takie wygrywanie szczegółów jest o tyle trudne, że trzeba zmienić własny naturalny sposób bycia i w przypadku Hawkinga unieruchomić się, czyli powstrzymać swoje ciało od naturalnego sposobu bycia. I ten młody aktor to potrafi, udało mu się stworzyć wiarygodną postać, w tym przypadku rzeczywistą, równą prawdziwemu Hawkingowi, ale nie odzierając z własnej interpretacji postaci.

Najbardziej dojrzały wydaje się Keaton w Birdmanie„. Mężczyzna doświadczony zarówno w życiu, jak i w grze aktorskiej wraca do łask. Podstarzały aktor, który próbuje odzyskać własną godność i choć na chwilę stać się osobą z przeszłości. Chęć tworzenia, wydaje się silniejsza niż męska odpowiedzialność za własne życie i córki. Finansowe zabezpieczenia na przyszłość zostają spożytkowane na jego marzenia o ulotnej sławie i poklasku. Chłop, który desperacko próbuje walczyć z własnym ja i ego. Często w filmie widać ciężar, jaki niesie za sobą bycie reżyserem, aktorem w teatrze życia. Komediowe zdolności Keatona mieszają się tutaj z osobistą tragedią. Szaleństwo z chęcią kreowania siebie. Zdecydowanie mój kandydat do Oscara za najlepsza rolę męską 2014roku.

Drogie panie w 2014 roku mężczyznom nie było łatwo. W szaleńczym pędzie do większej feminizacji kina (uzasadnionej, żeby nie było), warto nie zapominać o drugiej połówce, bo pomimo dominacji na ekranie, to nadal jest to bogate źródło inspiracji.

 

Whiplash – Porażka matką sukcesu.

Muzyka jak wszelkie dziedziny zawodowe wymaga ciężkiej pracy. Chcąc wzbogacić swój warsztat, znaczną część czasu trzeba przeznaczyć na ćwiczenie gam, szlifowanie tempa gry. Poświęcenie, jakie trzeba złożyć w hołdzie sztuce, często pochłania całe życie. Jednak sama determinacja i praca nie wystarczają, czasami trzeba czuć, że muzyka to całe życie, znaleźć odpowiedniego nauczyciela i nie dać się zmiażdżyć przez jego wielkie ego. Dla Andrew Neimana spotkanie z Terencem Fletcherem to nie tylko lekcja muzyki, ale i życia. Krew, pot i łzy to tylko początek jego drogi jako perkusisty, pod okiem szanowanego maestro będzie musiał udowodnić, że ma talent i charakter.

***

Andrew Neiman (Miles Telller) rozpoczyna naukę gry na perkusji w prestiżowym konserwatorium in Shaffera w Nowym Yorku. Marzenia o zostaniu znanym perkusistą na miarę Budiego Richa dodają konsekwencji jego działań. Pewnego dnia w sali prób spotyka wymagającego nauczyciela i promotora młodych talentów Terence‚a Fletchera (J.K.Simons). Współpraca z nim daje możliwości zaistnienia w świecie muzycznym. Perkusista otrzymuje zaproszenie do jego grupy muzycznej, która składa się z najwybitniejszych uczniów. Ku zaskoczeniu adepta to dopiero początek ciężkiej pracy. Maestro okazuje się tyranem, który nie stroni od przemocy i sieje terror na sali prób. Dwie skrajne męskie siły sprawdzają swoją wytrzymałość psychiczna. Walka między nimi będzie rozgrywała się o ego i spełnianie marzeń. Kto okaże się lepszy? Andrew musi przestać marzyć o byciu jak Buddy Rich i powoli pisać własną historię.

***

Rok temu, dokładnie 16.01.2014 roku „Whiplash” miał swoją premierę na Festiwalu w Sundance w USA. Film startował w kategorii „dramat amerykański”, gdzie wygrał w konkursie głównym i wypełnił salę po brzegi. Krótko po premierze, Sony Pictures Entertainment przejęło prawa do dystrybucji i tak oto film, który rozpoczynał drogę na festiwalu filmów niezależnych, trafił do szerszego obiegu. Whiplash zarobił całościowo 7,572,092 dolarów, podwajając tym samym swój budżet. Na portalu metacritic otrzymał 88 procent na sto, można powiedzieć, że odniósł sukces artystyczny. Większość krytyków z opiniotwórczych codzienników wysoko oceniła poziom filmu, The New Yorker oraz The Guardian skrytykowali w szeregu tekstów, ale nie przeszkodziło to filmowi, bo uzyskał przed oscarowy buzz i zaistniał w kulturze filmowej. Dokładnie w dzień ogłoszenia nominacji do Oscarów Whiplash zatoczył koło od niezależnego festiwalu do mainstreamowej imprezy filmowej. Pięć nominacji do Oscara i to we wszystkich najbardziej poważanych i pożądanych kategoriach. Warto przypomnieć, że film ma na koncie nominacje do Golden Globes , statuetkę dla J.K.Simmonsa oraz Baftę. Takie rzeczy tylko w Stanach. A, że Sudance już się zaczęło stwierdziłam, że najlepszy czas na recenzje. Film właśnie pojawił się w kinach więc można więc zaserwować sobie spontaniczny wypad na seans.

Chazelle zaczerpnął pomysł z własnych doświadczeń. Reżyser w liceum był członkiem bardzo wymagającej grupy jazzowej. Nauczyciel muzyki może nie odpowiada wizerunkowi w filmie, ale jego osobowość stanowiła podstawę do roli J.K.Simmonsa. Ta historia wydaje się nie tylko sprawnie i rozrywkowo zrealizowanym filmem, ale także zadaje pytanie o sztukę i poświęcenie. Jak daleko można się posunąć, by oszlifować talent? Czy rygor i poniżanie nie zabijają talentu, nie każdy jest tak samo odporny i nie każdy potrzebuje motywacji w postaci przemocy.  I jak wpływa walka na nas, kiedy nie można osiągnąć poziomu wyznaczonego przez nauczyciela.

Cały ten jazz, a raczej jego brak.

W filmie muzycznym nie da się uciec od ścieżki dźwiękowej, film od początku trzyma muzyczny poziom. Dwa muzyczne giganty Whiplash, Caravan poprowadzonej pod superwizją dwóch doświadczonych muzycznych kompozytorów nadają charakter. Whiplash, tytułowy utwór nawiązuje do dźwięku bata i utwór nigdy nie jest zagrany w filmie do początku do końca. Za każdym razem ucinany po kilku taktach. Wydaje się, że reżyser chciał pozostawić widza głodnym, by na końcu dać upust muzycznemu napięciu. To udało się, końcowa scena jest imponująca. Chazell nie miał zamiaru zrobić filmu o jazzie, warstwa muzyczna w tym filmie jest tłem dla bohaterów. Tłem, które świetnie ilustruje dynamikę między postaciami. Napięcie budowane przez aktorów podrasowuje synkopowy rytm utworów. Montaż obrazu sprawnie przeskakuje między kolejnymi obrazami Nowego Yorku i sali ćwiczeń. Kamera wraz z montażem świetnie podąża za ich nastrojami, kameralna przestrzeń, dynamiczna muzyka, dwoje postaci w centrum i do tego męskie rozbuchane ego. Atmosfera na scenie zagęszcza się wraz z pędzącą muzyką, nieoczekiwane zachowania bohaterów i ich determinacja dodają filmowi thrillerowej aury. Sam reżyser mówi, że starał się podkręcić efekt napięcia, stosując filmowe tricki znane z różnych gatunków filmowych. W końcowej scenie kamera płynie razem z dźwiękami perkusji.

Nuczyciel-uczeń

Młodość i pewność siebie, otaczająca naiwność sprawiają, że chcę się sięgać po najwyższe laury. Sukces, uznanie to jest to, o czym marzy Andrew. Hołdujący znanym i wpływowym personom, chcę stanąć w jednym szeregu z nimi. Niedoświadczony, nie wie, ile pracy go czeka i że droga na szczyt nie jest usłana różami. Adrew wydaje się zwykłym uczniem sztuki, który na razie marzy o wiecznej sławie. Wszystkie największe sukcesy są jeszcze przed nimi. To podejście wypracowane przez lata ćwiczeń ma pod swój cel. Najlepsza szkoła w kraju, czas na ćwiczenia, zero znajomych, zero życia poza perkusją. Andrew idealizuje swoich mistrzów, mężczyzn z ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Chłopak nie jest lubiany, nie ma znajomych. Dziewczyna, z którą spotyka się, jest jego przeciwieństwem, jej cele są rozmyte, nie skupia się na przyszłości za dużo, trwa w chwili. Ta dziewczyna jest jedynym kobiecym elementem w filmie. Większość kadrów ukazuje relacje męskie ojciec, nauczyciel, koledzy z grupy. Można powiedzieć, że film zdominowany jest przez nie. Niepełna rodzina, matka odeszła, pozostał tylko wzorzec ojca, z którym ma jedynie poprawne relacje. Nic dziwnego, że młodzieniec poszukuje alternatywy. Przez wiele lat był nim Buddy Rich, ale był utopią. Flecher jest namacalnym dowodem na potencjał młodzieńca. Rygorystyczny, obsesyjnie dokładny, swoją postawą i podejściem do muzyki uderza w marzenia Andrew. Chęć zostania wybitnym perkusistom sprawia, że chłopak akceptuje zasadę po trupach do celu. Nie widząc dla siebie zagrożenia. Przekonany, że nauczyciel jest surowy z jakiegoś powodu. Uważa, że tak ogromny rygor pomoże mu spełnić marzenia. Czy to prawda, czy ciężka praca i warsztat musi towarzyszyć poniżenie? Chazelle na koniec filmu stawia pytanie, czy Fletcher to osoba zła?

30 letni reżyser pokazał, że umie kręcić filmy. Zdecydowanie jest to film wart czasu i 23 złotych. Nie dość, że reżyser sprawnie posługuje się warsztatem, to także potrafi opowiedzieć inspirującą historię, która jest artystyczna i rozrywkowa jednocześnie.

Tygrysi instynkt – Animacja i wiersz

Proces tworzenia ma swoje reguły, którym podlega. Subiektywny, bo subiektywny, ale jednak proces. Te wszystkie pomysły na filmy, książki, obrazy nie biorą się z powietrza. Choć czasami przebywanie na świeżym powietrzu pomaga :) Często potrzeba napędu, by uruchomić traktor i zaorać nim pole zwane kreatywnością. Dlatego, kiedy pustka w głowie, twórcy poszukują inspiracji. Efekt czyjejś pracy może być początkiem czegoś nowego. Zazwyczaj inspiracja odnosi się tylko do „pomysłu” i konkretna twórczość rozpoczyna ciąg przemyśleń na dany temat lub jemu podobne (nie mylić z zapożyczeniem lub plagiatem). I po różnych modyfikacjach wyskakuje oryginalny pomysł. Warto poszukiwać inspiracji, w życiu w pracy, by urozmaicić trochę dzień, by swoje granice przekroczyć, czy rozwijać swoje umiejętności. Dlatego dziś, wiersz (podobno dość prosty) i animacja, która zaczerpnęła z niego temat.

William Blake

„Tygrys”

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

(tłum. Stanisław Barańczak)

Oryginalne zdjęcie David Snelling. Licencja CC

Sundance – filmowa kultura niezależna bramą do szerokiej widowni.

Mamy festiwalowe żniwa, nagradzane filmy, ci wielcy przegrani skutecznie podnoszą poziom zainteresowania wśród widzów. Popularność kultury audiowizualnej budowana była latami. Może to zasługa jej zdolności do naśladowania rzeczywistości, może ludzka skłonność do potrzeby słuchania opowieści. Niezależnie od powodów, nie da się ukryć, że film ma ogromy wpływ na widzów: czasami człowiek zdolny jest pomylić go rzeczywistością, czasem na nowo ją wykreować. Wartość kreacji w filmie ma znaczenie, to ona napędza kolejne produkcje. U bram wielkich studiów produkcyjnych stoją twórcy niezależni. Amerykańskie studia dbają o nowe pomysły, zdolności przerobowe tego przemysłu sprawiają, że potrzebuje on ciągle dużej ilości paliwa. Dlatego ważnym elementem tej rozrywki jest festiwal Sundance. Jeden z najbardziej znanych festiwali na świecie przyciąga tysiące widzów, aktorów producentów reżyserów i kupców. Coś, czego nie ma na rodzimym rynku, czyli prężnie działającej branży filmowej. Zwycięzca głównego konkursu zazwyczaj nie tylko otrzymuje nagrodę pieniężną, otwierają się też dla niego drzwi do szerokiej dystrybucji. Sukcesy tego wydarzenia docierają do najdalszych zakątków świata. Mało znani i aktorzy startują z nadzieją, że tym razem uda im się włożyć nogę w drzwi przemysłu filmowego. Dlatego warto czasem poszukać informacji o filmach, które wygrywają konkursy niezależne. Nie zawsze oznacza to, że film jest skrajnie artystyczny i nie wiadomo, o co w nim chodzi, trwa 4 godziny i ciągnie się jak flaki z olejem. Wielu aktorów, którzy już osiągnęli sukces komercyjny skłaniają się w stronę kina niezależnego, tak dla wzbogacenia swoich umiejętności, inspiracji, czy ciekawości. Dla przypomnienia dzięki festiwalowi w Sundance na szerokie wody wypłynęli Kavin Smith, Tarantino, Darren Aronofsky, Christopher Nolan, Ryan Gosling, Amy Adam, Steven Soderbergh, bracia Cohen. Oto lista kilku filmów nagrodzonych, na tym festiwalu i jeśli, ktoś czuje potrzebę obejrzenia czegoś surowego, to poniżej znajduje się lista filmów. Na marginesie: to tylko kategoria dramat amerykański z ostatnich 4 lat.

Winter’s Bone

Like creazy

Whiplash

American Splendor

To tylko kategoria „dramat amerykański” z ostatnich 4 lat.

Nie wiesz o co chodzi w filmach Tarkowskiego? Obejrzyj video esej.

Często w kinie artystycznym, jedyną wskazówką do oczytania sensu filmu jest sam autor. Nie ma oznaczenia gatunku, który by naświetlił Ci sytuację, nie ma żadnej akcji, aktor kręci się po ekranie i wyrzuca z siebie jakieś kwestie. Coś tam o Rosjanach na pewno jest, ale po co szedł tyle czasu, do tego domu, nikt nie wie. No i ten koniec, o co chodziło? Jaka jest pointa filmu? Gdzie leży jednoznaczna odpowiedź na twoje pytania? Jeśli zastanawiałeś się, o co chodzi w filmach Tarkowskiego, to tu jest podpowiedź. Wielu moich znajomych zadaje mi pytanie, jaki jest sens poszczególnych filmów i widać, że łatwiej im zrozumieć kino autorskie, kiedy podrzuci jeden temat wokół, którego buduje się sens filmu. Oglądanie kina rozrywkowego jest prostsze, wiemy od początku, o co chodzi, po co chodzi i czy główny bohater doszedł. Niestety, by w pełni zrozumieć (o ile to jest możliwe) film z kina autorskiego czasami potrzebna jest wskazówka lub punkt zaczepienia. Dlatego, znany z virali filmowych Kogonada na prośbę Brytyjskiego Instytutu Filmowego wykonał ten oto esej. Wiec skoro czujesz jakąś więź z Tarkowskim, ale do tej pory nie potrafiłeś/ polecam Ci ten filmik. Oczywiście w języku angielskim.

Kogonada: video esej na temat  filmu „Solaris”

Oryginalne zdjęcie: Anton Strogonoff Licencja CC.

Nie możesz spać? Posłuchaj psychodeli Jeffa Bridgesa.

Zima przyszczypia członki, czasem tak bardzo, że później trudno je rozgrzać. Herbatka, kołderka, nic nie pomaga, tak bardzo człowiek jest zziębnięty, że ciężko mu nawet zasnąć. Siedzi w pozycji zmarzlucha, czeka, aż organizm zmęczy się tą pozycją i zapadnie w hibernacje. Dlatego jak piździ i nie można spać, a liczenie owiec nie pomaga, można sobie zapodać psychodeliczne opowieści do snu Jeffa Bridgesa. Utrzymane w charakterze: new age spotyka się z surrealizmem pogaduchy do poduchy, pozwalają znaleźć spokój wtedy, kiedy najbardziej go potrzeba.

Squarespace i koleś cały dochód przeznaczą na cele charytatywne.

 teaser:

Dawka transcendentalnego przekazu :

http://www.dreamingwithjeff.com/#_

* Oryginalne zdjęcie: Adam Ooi.Licencja CC

1981- rok, w którym Kurt Russell uciekł z NYC

 

Rok 1981 miał wg statystyk największy wskaźnik przestępczości w dziejach NYC. W grudniu 1981 roku strajk pracowników sanitariatu spowodował góry śmieci leżących na ulicach, które później fruwały po ulicach miasta. Czasy gdzie gangi rządziły dzielnicą Williamsbourg, filmy dla dorosłych wypełniły kina, które kiedyś prezentowały najlepsze sztuki, narkotyki i seks płynęły głównymi arteriami miasta. Było tak źle, że nawet Kurt Russell próbował zwiać z NY. Wydarzenia te stały się kanwą dla twórców filmu „A Most Violent Year” w reżyserii J.C. Chandor (Jessica Chastein w roli żony przedsiębiorcy i Oscar Isaac). Film posiada interesującą warstwę wizualną, szczególnie jeśli rozważymy paletę kolorów i kostiumy. Warto go obejrzeć, ale ci, którzy oczekują akcji, mogą poczuć się zawiedzeni. Dla tych, którzy lubią filmy, o których można później porozmyślać, jak najbardziej. Poniżej opis filmu, trailer i virale.

***

Abel Morales imigrant, przedsiębiorca, właściciel Standard Oil, firmy z branży grzewczej, ciężko pracuje na swój sukces. Wierząc w amerykański sen, próbuje nie tylko osiągnąć zawodowy cel, ale także stara się trzymać „właściwej” drogi. Nie oszukiwać Urzędu Skarbowego, spłacać kredyty własnymi pieniędzmi, konkurować dobrym produktem. 1981 rok, to czas, kiedy nie tylko trzeba być przedsiębiorczym, ale pilnować swojego dorobku jeszcze bardziej niż wcześniej. Chciwe oczy konkurencji i węszący wszędzie urzędnicy państwowi nie ułatwiają mu zadania. Banki zabierają kredyty, właściciele lokali stawiają wysokie wymagania finansowe i warunku kontraktów. Abel Morales ze wszystkich sił próbuje utrzymać swoją firmę na rynku, ale nie jest to łatwe w takich okolicznościach. Jak dług utrzyma go amerykański sen przy własnych wartościach? Czy w tych niesprzyjających okolicznościach da się postępować zgodnie z prawem?

Trailer do filmu:

Promocji filmu towarzyszą dwa vriale:

Oryginalne zdjęcie : Marco Papale Licencja CC

# Reklama – Super Bowl Sunday

Ameryka leczy kaca po wczorajszym finałowym meczu futbolu, a Polacy, szczególnie ci z agencji reklamowych zachwycają się reklamami zamieszczanymi podczas emisji meczu. Czy warto marnować czas na oglądanie/czytanie tym wydarzeniu? Nie da się ukryć, że kultura amerykańska jest chyba najbardziej rozpowszechniona w mediach, niektórzy nie potrafią oprzeć się filozofii, która utworzyła ten kraj i nadal go kształtuje. Do znanego obrazu USA przyczynił się zdecydowanie przemysł filmowy. Najpierw ten na dużym ekranie, a potem ten na małym. Rocznie miliony dolców spływają rzeką do kieszeni reklamodawców i stacji telewizyjnych. Reklama dźwignia handlu i w zależności od okazji i przekazu dobrze jest zainwestować w super, uber reklamę. Taką oryginalną, co zwróci uwagę konsumenta i zachęci go do zakupu. W dzisiejszej kulturze audiowizualnej ciężko zostać zauważonym musisz mieć albo spryt, albo pieniądze, by wykupić najdroższy czas antenowy. Jak donoszą źródła internetowe Super Bowl Sunday , to jeden z najbardziej oglądanych programów w ciągu roku, największa oglądalność miał podczas meczu Pittsburgh Steelers a Green Bay Packers w 2010 roku, kiedy to średnia wynosiła 111 milionów, Wcześniej rekord oglądalności należał również do Super Bowl’u, który zdetronizował finałowy odcinek M*A*S*H . Dla porównania w Polsce największą oglądalność miał mecz finałowy Mistrzostw Świata siatkarzy/ ceremonia medalowa: 17 mln 200 tysięcy widzów -na dwóch antenach, średnio jeden kanał miał 9 mln widzów( Polska ma około 38 mln mieszkańców). Reklamy na Super Bowl są specjalnie przygotowane i jedyne w swoim rodzaju, przynajmniej takie miałyby być. 30 sekund na antenie kosztuje: 4,5 miliona baksów. Wraz z rosnąca popularnością w Polsce coraz więcej oczu będzie interesować się tym wydarzeniem, szczególnie męska widownia. Wielu zagranicznych komentatorów zwraca uwagę na jakość reklamy, dostawców i tematykę, jaką podejmują. Dla mnie jest to kolejna rzecz do analizy amerykańskiego systemu rozrywkowego. Niektóre są ckliwe, inne seksistowskie, zdecydowanie wszystkie są kwintesencją amerykańskiego lifestyle’u. Jeśli ktoś zainteresowany jest tą tematyką, to zachęcam do obejrzenia.

Poniżej przekierowanie do strony, gdzie można obejrzeć wszystkie reklamy. http://www.nfl.com/superbowl/49/commercials

I’m not fat. I’m fluffy

Jeśli, ktoś lubi amerykański stand -up, albo zwyczajnie chce pośmiać się z żartów,to ma dzisiaj najlepszą okazję na to. Dzięki swojemu chłopakowi, odkryłam zabawnego amerykańskiego komika o estradowym przezwisku „Fluffy”. Za puszystym przezwiskiem ukrywa się Amerykanin Gabriel Iglesias, meksykańskiego pochodzenia, który walczy bezskutecznie z nadwagą. Jego pozytywne podejście do życia oraz dystans do swojego wyglądu nadaje jego monologom charakter. Fluffy udostępnił ten film dla fanów poza USA więc jest jak najbardziej legalny. Gdzieś na polskim krańcu youtuba znajduje się pewnie film z polskimi napisami, ja wam podaje bez tłumaczenia. Enjoy!

Mr Fluffy rozmyślił się i nie ma już dostępnego filmu.

Słodki buziak na ekranie

Nie ma wątpliwości, że pocałunek to kulturowe zachowanie, obudowane historyczą ikonografią i rytuałem. Czynność całowania jest dla nas tak naturalna, jak drapanie się, kiedy zaswędzi. Pocałunek to często bardzo intymne doświadczenie, możemy obdarowywać w dużych ilościach nim bliskich, całujemy się: z rodziną, przyjaciółmi, kobietami, mężczyznami i dziećmi. Pocałunek istnieje w wielu kulturach i jest przejawem darzenia uczuciem kogoś lub czegoś. Całus wyraża wiele uczuć: adoracje, przyjaźń, romans. W niektórych sytuacjach jest oznaką szacunku: całuj papieża w pierścień, a także pogardy: pocałuj mnie w d… Przede wszystkim pocałunek jest zwyczajem przypisany ludziom i nie ma się co dziwić reżyserom, że tę formę ekspresji umieścili na ekranie. Nie ma nic bardziej sensualnego w filmie niż pocałunek. Sceny seksu nie mają w sobie tyle magnetyzmu emocjonalnego, nie wzbudzają w widzu podekscytowania niż te pełne usta zbliżające się do siebie. Hollywood od powstania zauważyło, jak silnie widownia reaguje na całusy. Pierwszy raz na ekranie całował się wąsaty John Rice i May Irwin i był to film Edisona z 1986 roku. Jak można się domyślić, ten krótki filmik wywołał obyczajowy skandal i oburzenie. Oto on:

[embed]https://www.youtube.com/watch?v=IUyTcpvTPu0[/embed]

Rożne są rodzaje pocałunków: to mokre i te z zamkniętymi ustami. Aktorzy mocno przyciskają do siebie usta, by wyrazić potęgę tego pocałunku lub ukradkiem, z półobrotu dają przyjaznego całusa. Mamy jeszcze te z namiętności, zabawne, pocałunki niewinne i te pełne obrzydzenia, francuskie i pocałunek śmierci. Amerykańska kultura poznała już prawie wszystkie rodzaje. Kiedyś nie można było pokazać sensualnego tańca w filmie, nie wspominając o pieszczotach, dzisiaj, film wcale nie stroni od tematu seksu. Pocałunek przeniknął do filmu jako istotny element fabuły. W latach dwudziestych pocałunek potrafił wpłynąć na obyczaje społeczne. Do dziś w niektórych krajach można dostać paragraf za publiczne całowanie się. Siła oddziaływania dwóch osób całujących się może naruszać prywatność.

Inaczej jest z filmowym pocałunkiem, tu konwencja filmu sprawia, że podglądanie intymnej sytuacji nabiera uzasadnienia. NYT Magazine zaprosił do współudziału aktorów nominowanych do Oscarów i zaproponował, by całowali się na planie. Projekt 9 pocałunków, aktorów, w różnych sceneriach i prezentujące różne pocałunki i historie za nim stające.

Full video:

#Strony o filmie. Mój wybór

Jak pokazuję rzeczywistość internetować, blogów  i stron o filmie jest co nie miara. Filmy oglądać każdy może i każdy może wypowiadać się na temat swojej pasji, niezależnie od stopnia wiedzy i zdolności analitycznych. Swobodna dostępność internetu, aplikacji spowodowała zrównanie fascynatów kina, tym samym umożliwiając czytelnikom różnorodność głosów recenzenckich. Wśród przepastnego oceanu elektronicznych informacji można więc odnaleźć wśród polskich i nie tylko różne tematy filmowe: azjatyckie kino, niezależne kino, historię kina, nowości, kino klasy B. Rzadko zdarza mi się serfowanie po polskojęzycznych stronach, staram się ich unikać, ze względu na jedną prostą przyczynę. Nie chcę sugerować się cudzą opinią. Praca nad recenzją ma dla mnie swoje reguły, to prawie jest jak rytuał. Dopiero zaczynam przygodę z pisaniem recenzji i choć na studiach pisałam dużo, to siedmioletnia przerwa wpłynęła negatywnie na moje pomysły i zdolności językowe. Dlatego by przypomnieć sobie i doszlifować swój warsztat szukam stron czy informacji, ktore zainspirują mnie do nowych pomysłów i ujęć danego tematu. Niedawno, na sąsiadującym zagranicznym blogu natknęłam się na pytanie: czy krytycy filmowi są jeszcze potrzebni społeczeństwu? W odpowiedziach jak mantra pojawiały się odpowiedzi twierdzące, ale nie wiadomo dokładnie jak procentowo rozkłądały się głosy. Wspomniana na początku ilość stron zdaje się potwierdzać tę tendencję, ale może jest to zwyczajnie temat, na ktory łatwo pisać. Niezaleznie od tego, czy ktoś zarabia tym na życie, czy jest to pasja, to nie ma nic przyjemnijeszego niż znalezienie bloga o temacie, na który sie niewiele wie. Zdecydowanie prym w oryginalności oraz bogactwie informacji wiodą anglojęzyczne portale. Ogólnie dostępność informacji z barnży brytyjsko amerykańskiej sprawiają, że są to serwisy najbardziej popularne.

Pierwszym z moich ulubionych jest Filmmaker magazine. Jest to internetowy projekt organizacji zajmującej się szeroko pojętym niezależnym filmem i jej działania skupiają się w kilku obszarach. Independent Filmmaker Project. Ich obiektem zaintereoswania jest produkcja, promocja a także dystrybucja. Od początku swojej działalności zdobyli szerokie grono zainteresowanych: ich społecznosć sięfa około 10,000 osób z całego świata. Do dnia dzisiejszego udało im się czynnie wspierać około 350 projektów rocznie. Przez 35 lat maczali palce w  około 8,000 projektów w tym wspópracowali mniędzy innymi z Michaelem Mannem, to ten pan od filmów krytykujacych działania wojenne i przemoc w jak i dostępnosć do broni w USA. IPQ jest największą non profit organizacją filmową.

Filmmaker magazine to mała redakcja, ale informacje w niej zawarte są pierwszej jakości. Ich piśmiennictwo dotyczy technologii używanych do prosukcji filmów, bardzo często można znaleść interesującę prezentację na temat np dźwięku w film jak i sztuki operatorskiej. Na ich stronach znajdują się także wywiady z ludźmi filmu, ale są one ograniczone do  tajników rzemiosła. Często redakcja zajmuje się zbieraniem różnych ciekawych filmów, czy analiz filmowych od różnych dostawców: czy to organizacji, amatorów, czy ludzi z branży. Dwa najciekawsze fimiki ostatnich kilku miesięcy umieszczę poniżej.

Ta strona jest dla wszystkich fanów, zaplecza produkcyjnego filmów: nie tylko profesjonalistów ale także amatrorów szukających odpowiedzi na swoje pytania. Dla mnie jedne z ostatnich najciekawszych videoprezentacji koncentrują się na dźwięku w filmie „Apolaipsa”. Czasem aż dziw bierze, że tak przemyślanie działania kierują reżyserem.

Ewolucja Dolly Zoomu, techniki operatorskiej.

#Reklama – Jak smakuje płatek śniegu?

Jeśli miałabym wymienić czym zdarza mi się interesować i zachwycać w cieniu swojego pokoju, to zdecydowanie powiedziałabym: animacja. Każdy jej format i treść zwraca uwagę, krótką jak i długa forma, klasyczna i ta komputerowa. Nie stronię od historii i skrupulatnie zbieram informację o technikach. I choć do analizy jest to chyba najtrudniejszy z możliwych rodzajów filmowych, to nadal uwielbiam tę ekspresję twórczą. Zdecydowanie faworyzuje i kibicuje brytyjskiej animacji- nie uwłaczając polskiej, bo to chyba najbardziej niedoceniana subranża, mało kto wie,że najbardziej popularna za granicami naszego kraju. Brytyjczycy wiedzą jak robić animację. Jedną z najbardziej znanych firm produkcyjnych jest Aaardman animation, ten od Walleca i Gromita, zrobił z wymagającej animacji klasycznej pełnometrażowy film, który zdecydowanie na siebie zarobił. Zazwyczaj takie studia utrzymują się z produkcji dla telewizji i reklam, od czasu do czasu realizując film pełnometrażowy. Wydaje mi się, że największą kreatywność studia widać właśnie po komercyjnych projektach. To co mnie zachwyca i łechce to zdolność do wykorzystywania technik  wraz ze talentem artystycznymi w połączeniu z marketingową dźwignia. Zawsze uważałam, że największą siłą promocji jest oryginalność. Ludzie chętniej zwrócą uwagę na rzecz nową/nowatorską niż schematyczną.  Szkoda, że ludzie wolą piosenki, które już raz słyszeli, więc może przynależę do mniejszości lub nie jestem reprezentantem grupy, ale nadal śmieszą mnie te trzy reklamy wyprodukowane dla Zoo w Toronto.

I moje ulubione: haaaaaaaa see my breath….look look look look :D

Oryginalne zdjęcie: hyoin min. Licencja CC

Serial – Radio dokument – Nastoletnia miłość zamordowana

Nowość zza oceanu. Jesienny buzz spowodowany był przez Serial i jego podcast. Historia morderstwa młodej dziewczyny z 1999 zostaje przypomniana przez dziennikarkę śledczą z radia WBEZ. Serial jest spin offem- produkcją zrealizowaną na bazie innego pomysłu- This American Life”- jednogodzinnego programu dziennikarskiego poruszającego konkretny temat podparty historiami prezentowanymi z różnych punktów widzenia. Jak sami twórcy określają: realizują historie, które są filmami dla radia”. Głównie formy dokumentalne, ale dla ludzi, którzy nie przepadają za nimi.Serial to dwunasto-odcinkowy program radiowy opowiadający historię związku dwóch nastolatków zakończony tragedią. 1999, Baltimore, Hae Min Lee dość popularna dziewczyna zostaje uduszona przez swojego byłego chłopaka Adnan Syeda. Podejrzany twierdzi, że jest niewinny, ale oskarżyciele mają dowody zbrodni. Po roku śledztwa muzułmanin zostaje ogłoszony winnym swojego czynu.

W 2014 roku dziennikarka śledcza: Sarah Koenig wyrusza w poszukiwaniu prawdy, po przewertowaniu pudeł z dowodami, zaczyna realizować program radiowy, czy pomoże odkłamać zdarzenia, czy może jej dochodzenie potwierdzi wyrok? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba wysłuchać programu do końca. Na pierwszy rzut oka, a raczej ucha, Serial może wydawać się zwykłym słuchowiskiem, przy którym trzeba nadwyrężać uwagi, ale tak nie jest. Jest to wciągająca historia, odpowiednio przedstawiona. Twórcy wykorzystali pomysł zaczerpnięty od Orsona Wellesa i jego radiowej wersji Wojna Światów”. Prowadząca program przeprowadza wywiady z mieszkańcami Baltimore, uzupełniając odautorskim komentarzem co niektóre wydarzenia. Dodatkowo na stronie internetowej zamieszczone są dokumenty, które można przeglądać do woli, mapy miasta, sieć kontaktów wszystko to, co może ułatwić śledzenie historii. To jest program, który angażuje widza i uczestniczy w wydarzeniach. Nie jest informacją przekazywaną poprzez radio, tylko staje się historią opowiadana na żywo przez radio.

W USA bił rekordy popularności, opisywany od opiniotwórczych tygodników, po prywatne blogi, wzdłuż i wszerz Stanów . Zyskał popularność zarówno dzięki nowatorskiemu wykorzystaniu formatu oraz poruszył temat, dzięki czemu stał się najczęściej ściąganym podcastem, co zapewniło stacji słuchaczy i tym samym przyczyniło się do kontynuacji serialu. Dla polskiej publiczności zdecydowanie jest to coś nowego, nie jest to reportaż, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, niemniej jednak dla fanów polskiego teatru radia lub słuchowiska jest to nie lada gratka.

http://serialpodcast.org/

5 na 5

Wiral Planety Małp

Ten wpis powinien pojawić się w lipcu 2014, ale co tam. Wszyscy robią noworoczne porządki w swoim życiu, to ja zrobię na swoim blogu. Virale stare, ale jare:).

Kanał telewizyjny Vice i ich youtubowy odpowiednik   „Motherboard”,  w porozumieniu z 20th Century Fox wypuścił do sieci trzy filmy promujące- po części, film „Ewolucja Planety Małp”.  Zsumowana fabuła tych trzech krótkich filmów  wypełniają dziesięcioletnią lukę między powstaniem, a ewolucją małpich rządów. Celem tej pracy jest  promowanie  filmu dokumentalnego. „The lab ape of Liberia”. Pełnometrażowy film, w którym  prezentowane jest historia małp laboratoryjnych wypuszczonych na wolność w Liberii.

Swoją drogą,  niezły marketingowy pomysł, jak spopularyzować swój kanał przy pomocy promocji ze strony dużego studia filmowego.

Z Nowym Rokiem, dziarskim krokiem !

Spóźnione, ale szczere życzenia wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.:)

Nigdy nie przepadałam  za zabawą sylwestrową i ideą rozpoczynania roku „od nowa”. Może to była kwestia młodości i związanej z nią beztroski, chciałam te wszystkie dobre chwile przeciągnąć na kolejny rok i zostawić je na czarną godzinę.  Jednak w tym roku zastosowałam odmienną technikę. Pożegnałam stary rok z ulgą i wyczekiwałam piętnastki. Zadrzyło się tak, ponieważ cały 2014 rok był dla mnie jedną, wielką zmianą życiową. Nowe miejsce zamieszkania, nowe obiecujące pomysły i oferty pracy. Trzeba było podjąć ważne decyzje, sprzeciwić się ogólnie przyjętym regułom wyznawanych przez znajomych i rodzinę i podjąć wyzwanie. 2014 to też rok ciężkiej pracy nad sobą, poświęcony mojemu dorastaniu do tego co chcę w przyszłości robić i na jakie tory skierować swoje zawodowe jak i prywatne życie. Zawsze trudno było mi „przepracować” dany problem i zdecydować się na jakieś jedno rozwiązanie. Asekurantka ze mnie, no cóż:) ale mam nadzieje, że 2015 rok tylko jeszcze bardziej skrystalizuje moje życie. :) Udało mi się trochę je zmienić i chciałabym mieć okazję by dalej formować swoją przyszłość.

Dlatego życzę wszystkim : wytrwałości w czerpaniu z życia, co najlepsze.  Więcej dystansu do rzeczywistości, realizacji marzeń i osiągania celów, nawet tych małych osobistych. Dużo ciepła i luzu, niezależnie od okoliczności.

Książe Pucharów – Trailer nowego Filmu Terrance’a Mallicka

Nowy film Terreanca Malicka będzie miał swoją premierę na Festiwalu Filmowym w Berlinie.  Już po tytule i trailerze widać, że będzie utrzymany w podobnej estetyce jak „Drzewo życia”.  Migoczące ujęcia, głęboka narracja i bohater prowadzący dekadenckie życie.  Coś dla ciała i ducha. Oby reżyser spełnił obietnicę zawartą w trailerze.

To cudowne życie – Opowieść wigilijna dla dorosłych

Kiedy branża filmowa eksploatuje „Opowieść Wigilijną” Dickensa na kolejny film animowany dla dzieci, dorośli poszukują coś co odpowiadałoby ich świątecznym gustom. Niestety, nie maja zbyt dużego  wyboru, co roku te same stacje telewizyjne serwują im te same filmy. Kevin sam w domu, Święta Grizwoldów, To właśnie miłość, wszystko już było. W kinach też nie lepiej, formuła świątecznych filmów opatrzyła się już wszystkim. Warto w takiej chwili sięgnąć po „To cudowne życie”, Franka Capry z 1946, który wydaje się w Polsce mało popularny. Może wynika to z politycznych inklinacji tego filmu oraz lekko propagandowego charakteru a może kulturowo zbyt odstaje. Tak czy siak pomijając tę warstwę jest to sprawnie zrealizowany film, a to przy filmach zeszłej dekady bywa trudne. Tempo filmu oraz poziom akcji często jest mniejszy niż współcześnie, co to może powodować nudę u widza. Akurat Frank Capra potrafił skonstruować film tak by widz wytrwał w skupieniu do końca seansu. Udało mu się osiągnąć taki efekt, po części dzięki dobrej grze aktora; James Stewart zaskakuje swoimi umiejętnościami kreowania postaci, sprawnie przeskakuje pomiędzy emocjami, nadając raz tragicznego charakteru swojej postaci, raz komicznego. Taka polaryzacja skrajnych uczuć daje wrażenie niepewności w jakiej znajduje się główny bohater i walki jego marzeń z rzeczywistością. Śmierć ojca zmusiła Georga do przejęcia rodzinnej firmy wbrew jego woli. Jego  marzenia o budowie wielkich miast spaliły na panewce, niczym ład społeczny i ekonomiczny społeczeństwa amerykańskiego po 1939 roku-Wielkiego Kryzysu. Surowość doświadczeń i ich ciężar sprawia, że widz z łatwością budzi emocje współczucia i sympatii dla głównego bohatera. Twórczość Franka Capry zawsze podejmowała losy zwykłego szarego Kowalskiego, poczciwy stawiający czoła przeciwnościom losu. Ten lekko populistycznym styl połączony z tłem amerykańskiego snu zagwarantował cudownemu życiu status kina kultowego. Dla mnie, ten film jest ciekawostką filmoznawczą i uzupełnia świetnie wiedzę z historii filmu. Dla wszystkich o otwartych umysłach i krytycznym nastawieniu do rzeczywistości to obowiązkowy film.

Daje: 4 gwiazdki na 5

Bożonarodzeniowa, filmowa lista przetrwania

Niezależnie, czy obchodzisz, czy nie, święta Bożego Narodzenia i tak Cię dopadną. Na ulicy, w pracy, w szkole, wszędzie, gdzie tylko możesz się pojawić. I czy chciałbyś, czy nie, lepiej poddać się tej gorączce i dać się porwać świątecznym zakupom :D. Choinki, zapasy, a w szczególności prezenty mogą natchnąć zapyziałego agnostyka czy ateistę. Nie ucieknie się o tego szału na pewno nie przed ekran telewizora. Każdy kanał telewizyjny już dawno zarezerwował listę filmów, które będzie wyświetlał od 24 do 26 grudnia. Najlepiej już teraz zdecydować, co będzie się oglądać, by później nie zaskoczyła Cię sztampa. Ja już mam swoją listę, którą skutecznie realizuje i z wyprzedzeniem szykuję się na święta.

A, więc, zaczynając od najbardziej klasycznej świątecznej produkcji:

Opowieść Wigilijna. Ekranizacja jest w stanie stopić najzimniejsze serce każdego sknery i bogatego starca. Najlepiej rozgrzać się nią w zimowy poranek z kubkiem kawy w ręku, zanim wszyscy się obudzą. Od początku istnienia kinematografii pojawiały się adaptacje ekranowe tej noweli. Łącznie do wyboru mamy około pięćdziesięciu filmów od animacji po dokument. Niezależnie jaka wersja wpadnie wam w ręce, z pewnością nie zawiedziecie się na niej. Warto czasem też sięgnąć po te starsze realizacje, które z łatwością można znaleźć w internecie w domenie publicznej.

Drugim filmem jest: „To cudowne życie” Franka Capry z 1946 roku. Film, który na miano kultowego musiał zapracować, co też stało się dzięki powtórkom telewizyjnym. Opowiada historię Georga Bailly, który w wyniku życiowych niepowodzeń i braku możliwości realizowania swoich marzeń próbuje popełnić samobójstwo. Dowcipny i sympatyczny nastoletni George musi przejąć firmę ojca, potem w wyniku wojny i recesji walczy z kolejnymi przeciwnościami losu. Doprowadzony na skraj wytrzymałości, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia próbuje popełnić samobójstwo. Na szczęście anioł ratuje go w ostatniej chwili i uświadamia mu jak jego życie jest cenne.

Długo wahałam się czy obejrzeć ten film, nie jestem zwolenniczką kina Franka Capry, ale James Stuart skusił mnie swoimi zdolnościami aktorskimi. Zaskakująca jest jego rola w szczególności jej komediowy charakter i to jak balansuje na granicy tragikomiczniejszej. Surowość realizmu postaci na pewno zyskuje wielu widzów, ale dla mnie za dużo jest w tym filmie propagandowego charakteru, ale i tak stanowi ciekawe urozmaicenie filmowej listy. Mimo wszystko film warto obejrzeć. Zwłaszcza dla wzbogacenia swojej historii filmu.

Żeby świątecznej tradycji stało się za dość na pewno zapiszę w notesie godzinę i datę wyświetlania kolejnego tym razem zabawnego filmu: „W krzywym zwierciadle. Witaj, Święty Mikołaju” 1989 roku, z Chevy Chasem. Coroczne oglądanie tego filmu zawsze poprawia nastrój i sprawia, że doceniam swoją rodzinę ze wszystkimi jej przywarami. Tym razem rodzina Grizwoldów urządza świąteczną kolację w domu i zaprasza całą rodzinę. Ta, która nie jest zaproszona sama wprasza się :), by spędzić w tym zgiełku rodzinne chwile.

Trochę nastroju w święta też nie zaszkodzi:”To właśnie miłość” z 2003 roku. Przedstawia sześć opowieści z miłością w tle, cały proces związany z poszukiwaniem miłości, traceniem jej oraz rutyną. Każda z tych opowieści potrafi przekazać coś ważnego dla każdego, dla mnie: miłość jest jedną z tych wartości w życiu, bez, której ciężko się obyć.

I na sam koniec, by odreagować cały ten świąteczny szał: Bad Santa 2003 roku, Bill Bob Thorton wciela się w rolę Świętego Mikołaja, który dorabia na życie wynajmując się jako świąteczna atrakcja w centrum handlowym. Codziennie dzielnie stawia czoła długim kolejkom dzieci i rodziców, skutecznie pomaga mu w tym Johnnie Walker. Nie ukrywa się ze swoim negatywnym podejściem i lekceważeniem swojej pracy. Jego dyletanctwo przekracza zdolności widza do tolerancji. Dalej byłby zapity, gdyby nie przypadkowy chłopiec. Pozostawiony sam sobie nie potrafi zadbać nawet o higienę, jest tak bezradny, że nawet zły Mikołaj nie może odmówić mu pomocy. Jeśli lubisz poziom absurdu sięgający zenitu i bezpośredniego dowcipu z alkoholikiem w tle, to ten film jest dla Ciebie.

Ta lista zawsze pomaga mi przetrwać wariackie świąteczne chwile i spuścić trochę pary ze spotkaniem z rodziną:)
Miłego oglądania i Wesołych Świąt.

Wolny strzelec – Nocne życie ulic LA zapisane na taśmie filmowej

Ameryka to kraj możliwości, wystarczy wziąć los w swoje ręce. Ameryka to także kraj, gdzie bezrobocie frustruje, szczególnie, kiedy uważa się, że ma się coś do zaoferowania, jest się wykształconym i ma się pełno chęci do działania. Brak odzewu i wiary we własne siły może popchnąć do desperackich czynów.

Młody mężczyzna desperacko poszukuje pracy, ale w warunkach recesji ekonomicznej nie jest to łatwe zadanie. Potrzeba zarabiania pieniędzy na własne utrzymanie koliduje z jego możliwościami. Ze względu na trudne warunki Lou Bloom para się wszystkim, co może znaleźć, nie obca jest mu nawet kradzież. Nie można mu odmówić przedsiębiorczości i zaradności; pełen optymizmu znajduje rozwiązanie w każdej sytuacji. O posadę zabiega żarliwie i bez skrupułów wykorzystuje okazje jakie stają na jego drodze. Lou Bloom nie ma złudzeń co do aktualnego stanu ekonomicznego, nie chce darmowej pracy. Nim kieruje amerykański sen o potędze własnej pracy, samoedukacji oraz mocy telewizji. Przypadkiem odnajduje swoje powołanie na ulicach Los Angeles. Uzbrojony w kamerę telewizyjną poszukuje ciekawego materiału do sfilmowania. Szybko uczy się i dostosowuje do nowej, wymagającej sytuacji a dzięki przebojowym materiałom pnie po szczeblach telewizyjnej kariery. Jak daleko posunie się, by ukazać rzeczywistość nocnego życia?

Nightcrawler, to fabularny debiut Dana Gelroya, do tej pory głównie znanego jako scenarzysta filmów „Dziedzictwo Borna”, „Podwójna gra” oraz „The Fall”. Sukces filmowy Nightrcrawler zawdzięcza scenariuszowi; opowieść, dialogi, budowa postaci, a także akcja są tutaj skrojone na miarę bardzo dobrego filmu hollywoodzkiego. Ciekawie wymyślona historia daje mu możliwości reżyserskie, z których nota bene wywiązuje się rewelacyjne. Widać, że późny debiut reżyserski -bo w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, zaowocował doskonałym warsztatem filmowym. Akcja filmu odpowiednio wyskalowana, powoli wciąga widza, rozpędza się i zaskakuje w odpowiednich momentach. Gileroy wymyka się schematowi dzięki małym zmianom kierunków działania i nietypowymi rozwiązaniami akcji. Film nakręcony jest poprawnie, ale niewielkie zmiany czynią go fascynującym. Niby sama historia nie jest wyszukana, ale sposób jej przestawianie plus wyborna obsada czyni go atrakcyjnym.

Kreacja Jaka Gyllenhaala zasługuje na uwagę, tym razem aktor wzniósł się na wyżyny swojego warsztatu i przypomniał widzom jak potrafi grać. Cała postać stoi przed nami jakby z krwi i kości. Wieczny entuzjazm, sposób wypowiadanych kwestii, mowa ciała, a także mimika twarzy są przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Wiele scen ukazujących skrajne zachowania Lou emocjonowała pół kinowej widowni. Wychudzona twarz staje się plastyczna i łatwa w wyrazaniu skrajnych emocji, jego wielkie oczy, przetłuszczone włosy sztuczny uśmiech zadaje pytanie, czy on jest zdrowy na umyśle? Samo wykształcony i opierający swoją wiedzę na informacjach znalezionych w Internecie, ucieleśnia typ selfmademana silnie związanego z etosem amerykańskiego snu. Człowiek z nizin społecznych, dzięki konsekwencji oraz etyce pracy osiąga sukces zawodowy i awansuje w statusie społecznym.

Nocne ulice LA wydają się być wymarzonym miejscem dla Lou Blooma, przemoc; pościgi samochodowe, krwawe wypadki samochodowe cieszą oko jego kamery. Często wydarzenia mające miejsce nocą są brutalne, większość osób zastanowiłaby się dwa razy co nakręcić i jak blisko podejść, ale nie Lou, on ma dryg do tego zajęcia. Wie, co widz chce obejrzeć i jak powinno to wyglądać na ekranie telewizora. Nocne życie w L.A pochłania go całkowicie, chęć uczestniczenia jest tak silna, że Lou powoli zaczyna dostosowywać wydarzenia do odpowiedniej wizji. Wszystko, by zrobić odpowiednie ujęcie. Jego zaradność gwarantuje mu zawsze dobry materiał, naruszając etykę oraz przekraczając granice ludzkiej przyzwoitości. Takie materiały lubi lokalna telewizja., w szczególności Nina Romina( Rene Russo) szefowa produkcji wiadomości. Bezwzględna kobietą, dla której najważniejsze są słupki oglądalności. Przekonana, że najlepiej zaprezentować widzom reportaż przepełniony agresją, szybko odnajduje w Lou swojego zbawcę. Telewizja miejsce, jak mówi Lou wszytsko wygląda prawdziwiej, szczególnie materiał reporterski. W tv nie ma miejsca na prawdę, czy informację relacjonująca wydarzenia, ważne jest efekt końcowy i jak mocny jest materiał.

Zdecydowanie Nightcrawler to zaskoczenie roku 2014, ta niepozorna produkcja, której budżet wyniósł jedynie 8,5 miliona dolarów, zyskała sobie grono widzów, chętnych zapłacić za bilet kinowy. Niewielkim kosztem udało się stworzyć historię, która komentuje wyraźnie współczesny status telewizji i patologicznego charakteru społeczeństwa. W swoim temacie można porównać go do Drive, ale różni go poziom głębia poruszanego tematu. Drive wydaje się przy tym dobrze opakowaną historią posikujące się estetyką lat 80 tych, a Nightcrawler przeraża swoją siłą opowiadania.

Interstellar – Przyszłość zapisana w gwiazdach

Kiedy ojciec musi dokonać wyboru między swoją rodziną a pokusą spełniania własnych ambicji pojawia się konflikt. Co zrobić?  Zostać z rodziną, spełnić swój obowiązek, czy może się podjąć wyzwanie i dokonać pionierskich czynów.

Cooper, były pilot NASA, obecnie farmer wraz z ojcem opiekuje się dwójką dzieci. Katastrofa ekologiczna sprawiają, że przetrwanie na Ziemi staje się powoli niemożliwe. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest poszukiwanie alternatywnego domu dla ludzkości. Cooper przez przypadek zostaje wciągnięty do poszukiwania drugiej Ziemi. Biorąc na siebie odpowiedzialność pozostawia rodzinę i wyrusza na podbój nowych światów. Powrót do domu będzie trudniejszy niż myśli.

Ku zaskoczeniu precyzja konstrukcji filmu ujawniła miałkość warsztatu reżysera, w filmie brakuje najbardziej emocji. Wiele osób zarówno ze świata filmu, jak i widzów, zarzuca Nolanowi brak serca w opowiadanej historii. Sam pomysł, wizualne sztuczki, odpowiednie tempo filmu nie pomogą nieodpracowanej opowieści. Najbardziej banalny jest główny bohater, Cooper niezrealizowany pilot NASA, który życiowy pęd musiał porzucić dla opieki nad dziećmi, sprawia wrażenie osoby zagubionej w rzeczywistości. Zamiast skomplikowanej tragicznej postaci, która musi dokonać trudnych życiowych wyborów, pojawiła się banalna i niedojrzała osoba. Jego relacje z dziecmi demaskują wady i obnażają nieodpowiedzialnosć. Nadmierna fascynacją córką, a całkowita oziębłość w stosunku do syna- bez wytłumaczenia, poddają pod wątpliwość szczerość jego uczuć. Rodzicielska oschłośc zestawiona z przerysowaną dziecięcą fascynacją nauką, zniechęcając widza do utożsamiania się z bohaterem. Cooper jako ojciec jest niedoskonały, również jako pilot popełnia błędy: powierzone zadanie przysłania mu sentymentalizm i sprawia, że jego pragnienie staje się teraz ciężarem, dla niego samego i innych. Niekosnekwencja w jego działaniu, niedojrzałe zachowanie i nieodpowiedzialność dają negatywne wrażenie. Im dalej w fabułę, tym Cooper jest bardziej zagubiony. Nie tyko główny bohater mierzi charakterem, reszta bohaterów filmu wtóruje mu w zachowaniu. Amelia (Anne Hataway), wybitny naukowiec, w obliczu zagrożenia życia podejmuje emocjonalne decyzje. Miłość do narzeczonego i jej transcendentalny charakter jest rozwiązaniem na egzystencjalne problemy załogi i świata. Nolan kobiece postacie zawsze traktował po macoszemu: zazwyczaj oscylowały między famme fatale, a racjonalną przewodniczką –Ariadne, dzięki, której bohater może wydostać się z labiryntu problemów. I tym razem reżyser przedstawił je powierzchownie :Amelia, jak i Murph pomimo swoich stereotypowych kobiecych cech: troska, łagodność i delikatność są w stanie rzucić dorobek życia tylko, by zaspokoić swoje uczucia wobec mężczyzn. Ta jednowymiarowa charakterystyka postaci poddaje pod wątpliwość zdolność reżysera do budowania postaci.

Tych niedociągnięć jest więcej. Na dwa tygodnie przed premierą Interstellara, magazyn Empire zaprezentował listę filmów do obejrzenia. Wśród zaproponowanych pozycji były m.in.: Obcy, Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia, Odyseja Kosmiczna oraz Pierwszy krok w Kosmos. Elementy wszystkich wymienionych filmów pojawiają się w Interstellarze i nie jest to obca praktyka, intertekstualny charakter ma większość współczesnych filmów. Jednakże przy wysokiej innowacyjności reżysera ujęcia rodem z Kosmicznej Odysei, emocjonalny związek rodziców z dziećmi w Kontakcie zwyczajnie rozczarowuje i pozostawia widza z poczuciem niedosytu. Wcześniej naczelny konstruktor Hollywoodu tworzy widzom, ledwie sklejoną opowieść z cudzej kreatywności.

Pojawiają się także zarzuty na temat śmieszności naukowej. Oczywiście, można zarzucić Nolanowi, że jego film często zaprzecza prawom astrofizyki; co też uczynił Tyson na Twitterze. Jednak naukowe wytłumaczenie pewnych zjawisk ma dla filmu sci-fi mniejsze znaczenie. Fantastyka naukowa służy jako forma interpretacji, w której zgodnie z definicją prawa i reguły naukowe stanowią dla tego gatunku filmowego jedynie trampolinę do rozmyślań na temat naszej obecności w Kosmosie. Co więcej Interestellar zawiera wiele błędów na poziomie filmowym. Zderzenie poważnych rozważań astrofizycznych z newagowym spirytualizmem jest nieprzekonujące i wykluczające się nawzajem. Poważny temat okraszony patosem przepleciony z naiwnymi wierzeniami i wypowiedziami bohaterów sprawia, że film ociera się o banał i parodiuje sam siebie.

Wiele z tych niedociągnięć ma  zaskakujące jest spektrum: konstrukcyjne, fabularne, scenariuszowe. Szczególnie u reżysera, który nie raz pokazał swój kunszt. Niestety  jest to film dla ortodoksyjnych zwolenników twórczości Nolana.  Niewiele wnoszący do nurtu science fiction, jest zlepkiem już widzianych  filmów i okraszonych dobrym marketingowym buzzem. Nadmierny patos oraz śmieszność płynąca z ekranu kinowego zwyczajnie nudzi i nie pomogą temu wizualna wirtuozeria.

Zaginiona dziewczyna – Miłość, małżeństwo i morderstwo

Każde małżeństwo ma wzloty i upadki; kompromisy, problemy finansowe mogą odsuwać od siebie małżonków. Nie każdy związek przetrwa próbę czasu, czasami rany zadane podczas kłótni nie chcą się zaleczyć. W takiej sytuacji, każda ze stron ucieka z tonącego statku. Często traci przy tym twarz i sięga po drastyczne rozwiązania.  Nick Dunne i Amy Elliott-Dunne znają ten problem z autopsji.

***

W wyniku recesji ekonomicznej małżeństwo Nicka i Amy musi stawić czoła przeciwnościom losu. Bezrobotny Nick doświadcza powolnej depresji, bez zajęcia nie czuje się już, jak prawdziwy mężczyzna a Amy przestaje widzieć w nim tego, w kim się zakochała. Powoli zaczynają się oddalać od siebie. By ratować małżeństwo, decydują się wyprowadzić na przedmieścia miasta, z którego pochodzi Nick. Tam, mąż zajmuje się rodzinnym biznesem-barem a żona zajmuje się domem. W dzień rocznicy ślubu Amy znika, zostawia tylko wskazówki, które mają pomóc w ustaleniu sprawcy. Nick zostaje pierwszym podejrzanym i dochodzenie się rozpoczyna. Czy leniwy, niezaradny Nick zamordował żonę, by dostać odszkodowanie, czy może padł ofiarą perfidnej intrygi?

***

 

Nowy film Davida Finchera wkradł się cichaczem do kin, bez marketingowego szumu podwoił swój budżet, ciesząc tym samym widzów i producentów. Nie da się ukryć, że Zaginiona dziewczyna to bardzo dobrze zrealizowany hollywoodzki film, skrojony na miarę porządnego thrillera. Zasługa może leżeć w scenariuszy, który został napisany przez: i oparty na książce tej samej autorki, która na liście New York Times’e. Historia małżeństwa, które przezywa kryzys.

Ich początkowa, pozorna kompatybilność szybko obróci się w nienawiść i żal. Ale miłość jest skomplikowana, wymaga kompromisów i czasami okazuje się relacją toksyczną. Jedna strona nie chce opuścić drugiej ze względu na własne, wcześniejsze, negatywne doświadczenia z innymi partnerami. W takiej sytuacji ciężko odnaleźć pozytywne emocje i wytrwać w uczuciu. Nie ułatwiają tego trudne warunki finansowe, które najczęściej przyczyniają się do rozpadu małżeństwa. Problemy te wytłuszczone w książce w filmie nikną, na pierwszy rzut oka film stawia sobie za zadanie stworzenie dobrego thrillera. Czyli to, w czym Fincher jest najlepszy, mroczny klimat i morderstwo. I jest to bardzo dobrze zrealizowany film, głównie rozrywkowy, estetyzowany przez operatora: Jeff Cronenwetha, stałego współpracownika Finchera. Ciemna paleta barw nadała jego ujęciom charakteru odpowiedniej tajemnicy i lekkości. Gra aktorska też zasługuje na uwagę, szczególnie Rosamund Pike, jej uroda i efemeryczna gra ciała połączona z jej posągową osobowością sprawia wrażenie zimnej i zdystansowanej osoby. Wyrachowanie w działaniu i racjonalne i przemyślane planowanie nadają upiorności. Ta mniej popularna aktorka zapewni sobie swoją grą nominację do Oscara. W przeciwieństwie do Bena Aflecka, który wydaje się w tym filmie być po prostu sobą. Co dziwne, jego kreacja nie jest nietrafiona, ten aktor ma coś w sobie, co akceptuje widownia. Trochę zagubiony, trochę nieudolny, ale zawsze sympatyczny i prostolinijny. Pozytywnym zaskoczeniem jest obecność Neila Patrcka Harrisa, znanego głównie z roli Barneya Stinsona w serialu How I met your mother, gdzie grał lowelasa i dandysa zawsze ubranego w garnitur. Serial zyskał wiele na jego kreacji, dobrze, że producenci zdecydowali się, nawiązać z nim współpracę. Tym razem, NPH miał za zadanie stworzyć, postać zakochanego kolegi, którego powierzchowność i maniery odwzorowują poziom kontroli i szaleństwa.

Zaginiona dziewczyna to film fincherowski, jeśli można tak opisać. Stylistyka jego filmów , niezależnie od scenariusza jest zawsze estetycznie zimna, obojętna. Reżyser z dystansu opowiada historię, darzy uwagą jedynie postać detektywa. On, czy ona zawsze jest przedstawiany w pozytywnym świetle. Mądry, zawsze o jeden krok za przestępcą, ale koniec końców górujący nad nim. Powściągliwość u detektywa równa się powściągliwość u reżysera. Często Fincher umieszcza w swoich filmach pary i ukazuje ich dysonans lub nawet rozpad poprzez dynamiczne relacje. Nic u Finchera nie jest oczywiste, za zimną zawoalowana rzeczywistością ukrywa się zawsze świat przemocy i patologii społecznej. Pomaga w tym wieloletnia współpraca z operatorem: i tym razem ten tandem stworzył ciekawe dzieło. Zarówno rozrywkowe, jak i artystyczne. Dla mnie miłe zaskoczenie 2014 roku.

 

4/5

 

Blog o filmach

%d blogerów lubi to: