Testosteron godny Oscara

22 lutego przekonamy się, który mężczyzna odegrał najlepiej swoją rolę,najlepiej wg Akademii Filmowej. Tegoroczny wyścig podzielił się między mężczyzn impotentów, chłopów rasowych – bohaterów narodowych, ofiary losu, chłopa niepełnosprawnego, no i wiek męski, wiek klęski. Lista nominowanych jest krótka i wszystkim znana. Dla niektórych osób nominacje niektórych postaci są przypadkowe i niezasłużone. Możliwe. Jak już się spięli w Stanach i móżdżyli na temat męskiego wzorca w 2014 roku, to i ja sobie pomóżdźę. Dla przypomnienia, kto i za co bije się o złotą patelnię: nominacje za najlepszą rolę męską przypadły w tym roku:

Steve Carell Foxcatcher
Bradley Cooper Sniper
Benedict Cumberbatch Gra tajemnic
Michael Keaton Birdman or (The Unexpected Virtue of Ignorance)
Eddie Redmayne Teoria wszystkiego.

Mężczyzna jako wzór do naśladowania, ostoja spokoju i mądrości w 2014 roku pokazał swoje słabości. To już nie ojciec narodu, farmer, czy kowboy, który niestrudzenie broni swoich wartości. W zeszłym roku mężczyzna, to postać z przeszłością, który walczy ze swoją męską energią, w okolicznościach, które mu nie sprzyjają.

Na pierwszy rzut idzie: kastrat, ten co chciałby być urzeczywistnieniem męskiej siły, a nie jest -Steve Carell, a raczej wcielenie Johna du Ponta. Aktor w filmie Foxchatcher rysuje portret bogacza, kory ma ambicje stworzenia na swoim ranczo warunków dla męskiej reprezentacji olimpijskiej. Sam John du Pont to mało ruchliwy i męski typ, brakuje mu charyzmy antycznego zapaśnika, więc sobie wynajmuje takich, co mają odpowiednio przerośnięta tkankę mięśniową i instynkt walki. Posiadanie ich na własność (w postaci wygód mieszkalnych i możliwości treningu) wyznacza mu rolę przewodnika, ojca nawet. Kreuje się na mentora. Po czasie dopiero widać, że nie bardzo mu, to wychodzi, bo czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Na co dzień z rezerwą i chłodnym umysłem próbuje kierować zapaśnikami. Szybko wychodzi, że o samej technice walki wie mniej niż David Schultz, starszy z braci. Bracia zapaśnicy trenują i żyją właśnie na jego koszt, trenują sami siebie, bo to rodzinna przypadłość przechodząca w genach z brata na młodszego brata. Bierność du Ponta i niezdolność do osiągnięcia sukcesu jest spowodowana relacjami z matką. Kobieta pogardza tym, co fizyczne, ujmuje swojemu synowi umiejętności i pewności siebie. Jego rozbicie między niemożnością zaakceptowania przez matkę powoduje spięcia w psychice i końcową tragedię. Carell wykonuje świetną robotę, niektórzy narzekają, że chowa się za maską charakteryzacji, ale dla mnie pomogła ona mu się zdystansować się do postaci i stworzyć psychopatyczną wersje arystokraty aspirującego do miana lidera. Pomimo wolnego tempa akcji aktor daje wyraz swojej postaci. Choć siły dodaje mu charakteryzacja, to udaje mu się manipulować głosem i wypowiadać kwestie w sposób, który nadaje charakter szaleńca. Postać tragiczna w swojej męskiej niezdolności do wykrzesania z siebie prawdziwej siły mięśni.

Druga postać to zupełne przeciwieństwo Carella, Bradley Cooper wciela się w kwintesencje amerykańskiej męskiej energii, jaką jest mieszkaniec Texasu- Sniper„. Chłop wychowany w prostych zasadach, używający prostych środków i posługujących się prostym kodeksem moralnym. Z braku poczucia życiowej misji zaciąga się do armii amerykańskiej, by służyć swojemu krajowi. Dzięki bystremu oku szybko staje się legendą w wojskowych szeregach. Jego prostolinijność nie pozwala zmącić mu swojego umysłu. Strzelając do muzułmanów jak do kaczek, nie ma wyrzutów sumienia, nie zadaje pytań, robi to, co powinien. To nie na terytorium wroga odnajduje zagrożenie, to raczej w swoim kraju musi oglądać się przez ramię. Ciężar bohatera narodowego i tych, którzy nie potrafią podołać archetypowi, zbiera żniwa. Mam wątpliwości, czy Bradley tworzy postać godną Oscara. Nie widać po jego grze głębi przeżytych doświadczeń. Gdyby nie dwie sceny, jedna w barze, druga u psychologa, gdzie pojawiają się przesłanki o traumie wojennej, to nie miałabym wątpliwości. Mój filmoznawczy instynkt podpowiada mi, że ten film w swoim wydźwięku jest prosty zbyt prosty i  postać Coopera nie zaprzecza temu.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Kiedy Turing atakuje siebie i swoje życie, drugi naukowiec stara się przetrwać za wszelką cenę. Steven Hawking, czyli genialny mózg w Teorii wszystkiego”. Umysł, który działa niezależnie od fizyczności, umysł, który nie pozostaje w zależności z ciałem. Mężczyzna, dla którego najwyższą wartością jest jego mózg i potencjał w nim drzemiący, staje się metaforą chęci życia. Trudna do zagrania rola osoby niepełnosprawnej, która wyraża swoje emocje tylko poprzez drobne gesty, ruch brwi, czy ust. Dzięki tym niewielkim skurczom mięśni przesyła bardzo dużo informacji, spojrzenie wraz z symulatorem mowy wiele mówi o charakterze filmowego Hawkinga. Nie wiemy, co sobie postać myśli w tej tragicznej sytuacji, widzimy tylko walkę ciała z przeciwnościami. Kolejne przeszkody codziennego życia zostają pokonywane, schody, jedzenie, podstawowe czynności dla niego są wyzwaniem. Eddie Redmayne ograniczył grę aktorską do szczegółów, podobnie jak Carell, za to ma u mnie ogromny plus. Nie można zapominać, że aktor gra również ciałem. Buduje postać ze zwykłych ruchów ciała, odgarnianie włosów, tiki nerwowe, miny. Takie wygrywanie szczegółów jest o tyle trudne, że trzeba zmienić własny naturalny sposób bycia i w przypadku Hawkinga unieruchomić się, czyli powstrzymać swoje ciało od naturalnego sposobu bycia. I ten młody aktor to potrafi, udało mu się stworzyć wiarygodną postać, w tym przypadku rzeczywistą, równą prawdziwemu Hawkingowi, ale nie odzierając z własnej interpretacji postaci.

Najbardziej dojrzały wydaje się Keaton w Birdmanie„. Mężczyzna doświadczony zarówno w życiu, jak i w grze aktorskiej wraca do łask. Podstarzały aktor, który próbuje odzyskać własną godność i choć na chwilę stać się osobą z przeszłości. Chęć tworzenia, wydaje się silniejsza niż męska odpowiedzialność za własne życie i córki. Finansowe zabezpieczenia na przyszłość zostają spożytkowane na jego marzenia o ulotnej sławie i poklasku. Chłop, który desperacko próbuje walczyć z własnym ja i ego. Często w filmie widać ciężar, jaki niesie za sobą bycie reżyserem, aktorem w teatrze życia. Komediowe zdolności Keatona mieszają się tutaj z osobistą tragedią. Szaleństwo z chęcią kreowania siebie. Zdecydowanie mój kandydat do Oscara za najlepsza rolę męską 2014roku.

Drogie panie w 2014 roku mężczyznom nie było łatwo. W szaleńczym pędzie do większej feminizacji kina (uzasadnionej, żeby nie było), warto nie zapominać o drugiej połówce, bo pomimo dominacji na ekranie, to nadal jest to bogate źródło inspiracji.

 

Reklamy

5 myśli w temacie “Testosteron godny Oscara”

    1. Brakuje, brakuje. Wzięłam tylko tych, co to wg Akademii niby zasłużyli. pewnie pojawi się wpis, o tym , kogo zabrakło w nominacjach i dlaczego. Oscary choć najbardziej popularną nagrodą są, to nie da się ukryć, że nie zawsze ich wybory są przemyślane do końca( o tym tez będzie wpis). A Jake zdecydowanie zasłużył na nominację, rozumianą chociażby jako docenienie samej gry aktorskiej. Ale skoro chłop jest tak utalentowany, to prędzej czy później dostanie statuetkę.

      1. Właśnie wśród nominowanych mi go brakuje, nie w Twoim tekście ;)
        Czekam zatem na wpis o tych, co zasłużyli, ale jednak nie zasłużyli :D
        Biorąc pod uwagę tylko tych, którzy zyskali uznanie czcigodnej Akademii, swojego prywatnego Oscara przyznałabym Redmayne’owi :)

  1. Poza Cooperem to, jak dla mnie większość idzie po swoje. Każdy z tych aktorów coś własnego przenosi do postaci, coś oryginalnego na swój sposób. Pewnie Keaton dostanie, bo branża amerykańska lubi dawać nagrody za filmy na swój temat:) Redmayne jest moim odkryciem ostatnich dwóch lat. Chłop ma potencjał, oby tylko nie brał samych roli z mainstreamowych filmów.

    1. Ja też mam nadzieję, że nie będzie kroczył tylko mainstreamową ścieżką.
      Redmayne przykuł moją uwagę po raz pierwszy rolą mnicha w „Czarnej śmierci” – filmie, który obejrzałam notabene dla Seana Beana, wiedząc, że ten na pewno w nim umrze :D Od tamtej pory z zainteresowaniem śledzę jego aktorskie poczynania :)
      Co do talentu Gyllenhaala i pewności, że kiedyś otrzyma statuetkę – nie zawsze idzie to w parze, niestety. Na wielką nagrodę dla jednego z moich ulubionych aktorów – bardzo utalentowanego Joaquina Phoenixa – przyjdzie mi chyba czekać do śmierci ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s