House Of Cards – Fetysz politycznej gry

W polskiej telewizji rzadko  zdarza się, by serial wywoływał zachwyt. Zazwyczaj widzowie znużeni są licencjonowanymi produkcjami, brakiem oryginalności oraz jakości. Jak już uda nam się  wyprodukować  dobry serial , to zazwyczaj  nie ma on kontynuacji. Nic dziwnego, że zagraniczne seriale są masowo pożerane.  Lata dynamicznych realizacji, nastawienie na jakość oraz szacunek do widza zachęca wszystkich. 27 lutego rankiem ciśnienie w internecie spadło po tym, jak pojawiły się wszystkie odcinki trzeciego sezonu House of Cards . Rok temu  Variety wypuściło informację, która wykazała, że Polacy są na drugim miejscu w piraceniu HOC. Brak rodzimych produkcji, brak dobrego dostawcy VOD w zderzeniu z coraz większą  audiowizualną świadomością widzów zmusza rodaków do korzystania z nielegalnych źródeł. Poza łatwą dostępnością serialu, za jego popularnością  stoją także inne argumenty. Wydaje mi się, że największa fascynacja tym serialem wypływa z chęci oglądania dobrych historii. Dla mnie jednoznacznym jest, by powstał dobry film, musi mieć dobrą bazę- czyli scenariusz- pomysł, który stoi za całym serialem. I tak jest właśnie w przypadku HOC. Tytuł i kanwa zaczerpnięta z angielskiej noweli telewizyjne urosła już do miana kultu. Serial podejmuje tematykę polityki w jej najgorszym wydaniu.  Kongresmen Frank Underwood wraz z żoną próbują zdobyć za wszelką cenę fotel prezydenta. By osiągnąć cel nie wahają się  sięgnąć po machiawelistyczne środki.  Morderstwa, okłamywanie wyborców, manipulowanie prasą. Jednym określeniem polityka, w ich wydaniu jest „brudna”. Chęć rządzenia i związane z nią  temat stary jak Świat i co gorsza, nadal aktualny. Scenarzysta zna ten świat dość dobrze, sam brał udział w kampanii prezydenckiej stąd pewnie jego przemyślenia na temat działań. Serial starszy koszmarem wyborców, którzy nie mają szans poznać kulis rządzenia. W serialu polityka oderwana jest od swojej pierwotnej roli. Jeden z bardziej znanych cytatów to: „demokracja jest przeceniana”.  Nie ma żadnych świętości.  Obecnie nasępiła zmiana reguł: Rząd zamknął się na obywateli, służy już nie ogółowi, a własnym interesom, często godzi w prawa obywateli i ich swobodę.  Publika w tym filmie nie istnieje, media dokarmiane przez polityków, nie ma już niezależności i swobody komentowania. Media, które stanowią czwartą władze i powinny patrzeć i krytykować establishment zaczynają być pionkiem w grze, który jest wykorzystywany do osiągnięcia celów.  Zależność jest jednostronna, władza ma koneksje wszędzie i nie boi się ich wykorzystywać.  Takie działania są raczej przypisane instynktowi przetrwania niż świadomemu rządzeniu w demokracji. W serialu zaskakujące są zwroty akcji i ciągła niepewność postaw bohaterów, widz choćby starał się domyśleć, przewidzieć kolejne kroki Underwoodów zawsze pozostanie tuż za nim. Tak dobrze poprowadzona zawiła fabuła  rzadko  zdarza się w filmie.  Zaskakujące wydarzenia i dosadność widoczna na ekranie odziera bohaterów z ludzkiej twarzy. Są wyrachowani, zimni, bez skrupułów, tak przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka. Po dokładnym przyjrzeniu się widać jak bardzo ich relacje są toksyczne wręcz psychopatyczne. Postacie zachowują zimną krew niezależnie od okoliczności, całą siłę wkładają w planowanie, powolne realizowanie i knucie przeciwko innym. Każdy ma haka na swojego oponenta, każdy szuka brudów lub tworzy je, by górować nad przeciwnikiem i wyciągnąć asa z rękawa w odpowiedniej sytuacji. Tak wyśrubowana akcja i ciekawy temat  pobudza emocje widzów. Główni bohaterzy zachwycają inteligencją, wyrachowaniem i doświadczeniem. Takie nagromadzenie umiejętności sprawia podziw wśród publiki.  Doniesienia z gazet potwierdzają tylko współczesny rys serialu. Afery polityczne, ekonomiczne tu i tam to, już codzienność. Serial nie tylko jest dobrze zrealizowany, ma również swój społeczny charakter, wypowiedzi polityków na temat serialu mieszają świat przedstawiony  z rzeczywistością. Rzadko zmuszam znajomych do oglądania filmów, ale to jest wyjątek od reguły. Serial jest audiowizualną lekturą obowiązkową.!

10/10

Reklamy

8 myśli nt. „House Of Cards – Fetysz politycznej gry”

  1. Nie podporządkuje się przymusowi oglądania :) Moja przygoda z HoC zakończyła się po 4 odcinku S1… ale nie dlatego, że serial mi się nie podobał (…choć gdyby mnie wciągnął pewnie bym oglądał). Problemem, a raczej powodem jest sam temat i sposób jego przedstawienia. Finchera uwielbiam (nawet za Aliena 3) a ta historia jest tak obrzydliwie realistyczna i prawdziwa, że nie chcę jej dotykać oczami. Mam ogromne obrzydzenie do polityki, do tego typu ludzi, do korporacyjnego lobbingu a patrzenie na to ze świadomością, że jestem g***em, mięsem wyborczym nie napawa mnie optymizmem. Cynizm przedstawionych polityków nie jest tylko domeną Amerykanów, więc dlatego nie chcę brodzić w tym szambie. A z tą świadomością trudno mi oglądać ten serial jako dzieło artystyczne, którym zapewne jest.
    Wydaje mi się, że serial chętnie oglądają korporacyjne hieny… mogą się wiele nauczyć :)

    1. Daleko mi do korporacyjnych hien:D i zdecydowanie HOC może powtórzyć wpływ takich filmów jak „Wall Street”, gdzie Gordon Geko został mianowany królem prawdziwego zagłębia finansowego, czy „Jerry McGuire” i jego ciąg na pieniądze -„show me the money” nie wspominając już o „Wilku z Wall Street”. Są widzowie, których takie filmy przerażają i stają się przestrogą. Polityka jest brudna, ale nie da się od tego na dzień dzisiejszy uciec. Dla mnie w/w filmy są komentarzem współczesnej rzeczywistości, nie apoteozą wynaturzonego świata. Przymus oglądania :D powinien być żeby wywołać dyskusje i zmusić do przemyśleń widzów. Szczególnie w naszej postkomunistycznej, ale aspirującej do liberalizmu Polsce.

  2. I wyobraź sobie Izo, że ja też siedzę w tym po uszy… OStatni sezon jednak trzymam jak ciastko z bitą śmietaną na deser… Obecnie oglądam Mad Mana ale już odliczam odcinki do kolejnych zarwanych nocy z HofC ;) Franka mimo, że to bestia, da się lubić… tej żonie tylko chce się przywalić w mordę ;)

    1. Mad Manów zaczęłam, ale jakoś nie wytrwałam do 3 sezonu. Nie wiem w sumie czemu. Frank właśnie mnie najbardziej przeraża, żona to da mnie ciekawa postać. Rzadko można na ekranie zobaczyć złe kobiety:D a ona -Robin Wright jest w tym świetna.

  3. Ja cały czas przed seansem. Próbuję wciąż namówić drugą połówkę, abyśmy zaczęli oglądać HOC :) Tym bardziej, że wszędzie słyszy się ochy i achy. No i jestem ciekawa jak wyszły odcinki Agnieszce Holland :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s