Birdman – Filmowy autoportret

Opowieść tworzona na podstawie własnych doświadczeń jest jednym z podstawowych motywów w sztuce. W każdej dziedzinie artystycznej pojawił się odpowiedni gatunek: w literaturze autobiografia, w malarstwie autoportret, film autotmatyczny, selfie w fotografii. Historia filmu uczy, że ten chwyt jest tak stary, jak samo Hollywood. Filmy jak:„Bulwar zachodzącego słońca, Wszystko o Ewie czy bardziej współczesne propozycje jak Artysta weszły już do kanonu . Obecność i popularność tej tematyki jest łatwo wytłumaczalna, to najlepszy nośnik przemyśleń o ludzkiej kondycji.

***

Podstarzały aktor Riggan (Michael Keaton), który lata swojej popularności ma za sobą, próbuje odzyskać poklask widowni i środowiska filmowego. Chcąc osiągnąć swój cel podejmuje się wyreżyserowania teatru na Brodwayu. Przeszkadza mu jego alter ego –Birdman, superbohater, którego grał w latach swojej młodości. Ptaszysko chodzi za nim i namawia do powrotu na ekran, kpi z niego i motywuje.

***

Alejandro González Iñárritu do znanej wszystkim historii dorzuca coś własnego: element magiczny w bardzo realistycznym świecie. Chwyt literacki-realizm magiczny, który rozsławił literaturę iberoamerykańską, jest tu jedynie dodatkiem do wielopoziomowej historii. Dlatego chwała reżyserowi za jego pomysłowe wykorzystanie, nie czyniąc z niego głównego elementu, który dźwiga cały film. Od początku filmu magia trzyma się Keatona i konsekwentnie jest realizowana. Manifestuje się w postaci Birdmana — superbohatera, którego Riggan odgrywał w młodości, i który przyniósł mu popularność. Jego filmowe wcielenie ciągle prześladuje go, przypominając mu o sławie. Drażni jego ego i zmusza do działania. Wiele osób odnosi fabułę do historii samego Micheala Keatona, ale upadła gwiazda to los wielu osób w branży filmowej. Popularność, rozpoznawalność w tym świecie to efekt uboczny pracy, która lubi kreatywność i różnorodność. Branży, która jest wiecznie głodna i potrzebuje nowych, ciekawszych rozwiązań. Ten poziom życia wewnętrznego aktora to pierwszy poziom, jaki film porusza. Bezlitosna potrzeba odnoszenia się do swoich poprzednich ról, wątpliwość znalezienia kolejnych, dających poczucie spełnienia, a co najważniejsze paranoiczne rozdzielenie na świat rzeczywisty i filmowy. Birdman nie tylko jest ucieleśnieniem pragnień, ale także wyraża przymus ciągłego zadowalania publiki. Ze śmiałością można powiedzieć, że jest formą akceptowalnej schizofrenii- ja w rzeczywistości i ja filmowego. Role, które odgrywa zarówno jako aktor, jak i człowiek — rola ojca, męża, mężczyzny — często się przenikają.

Ten aspekt jedności dwóch światów filmowego i prywatnego wyrażony jest poprzez pracę kamery. Praktycznie cały film-z małymi wyjątkami- kręcony jest na jedyny ujęciu. Kamera nie spuszcza bohaterów z oka. Poboczni bohaterowie wchodzą i opuszczają kadr, kamera śledzi ich na zewnątrz i poprzez korytarze teatru, przechwytując kolejne wątki. Taki zabieg miał zmusić widza do utożsamiania się z postacią i poczuć przepływ emocji bohatera: jego desperację, marzenia oraz wewnętrzną walkę. Najwyraźniej widać to w senach gry teatralnej, kiedy Keaton i Norton odgrywają swoje podwójnie aktorskie role. Aktor w filmie i aktor w filmie, w teatrze. Tutaj, gra aktorska nie kończy się, przeskakuje tylko między dialogami w filmie a dialogami w teatrze — to drugi poziom możliwy do odczytania. Widać, że Keatonowi w pewnym momencie brakuje siły -scena pseudowalik w majtkach. Keaton musi wykrzesać z siebie ciągle motywację i chęci do dalszej pracy, pomimo że jego teatralne przedsięwzięcie powoli ponosi porażkę. Ten absurdalny w wydarzenia świat nie poddaje się kontroli. Przypadek, roztargnienie sprawia, że można biegać w samych majtkach po głównej ulicy NYC niczym szaleniec. Co trzeba dodać, to ograniczona przestrzeń, po której postacie się przemiszczają. Korytarze teatru i ciągłe ujęcie, dodają klaustrofobicznego charakteru pracy reżysera. Większość ujęć to plany amerykańskie i zbliżenia, tak jakby operator chciał przyjrzeć się bliżej swojej postaci. Emocje i punkt widzenia reżysera zajmują tutaj uwagę. Świat zewnętrzny w filmie praktycznie nie istnieje, widzimy go tylko kątem oka kamery. Zdecydowanie mniej w tym filmie jest czasu poświęconego widowni teatralnej, a także postaciom drugoplanowym. Trzeci poziom, na jaki zwraca uwagę ten film to, reżyserowanie własnego życia/pracy. – czyli jak artysta widzi swoją pracę. Rigan tak samo, jak Innaritu jest reżyserem swojego teatru, dosłownie i w przenośni. Reżyserem realizującym sztukę i reżyserem swojego życia. A czym jest ludzkie życie, jeśli nie jednoosobowym teatrem?

Keaton wydaje się perfekcyjnie skrojony do tej roli. Pomijając jego doświadczenia życiowe. Widać, że dojrzałość jego kreacji wynika z balansowania na tragicznych i komediowych chwytach. Postać zagrana z lekkością komediową i ciężarem tragicznej postaci, która to zamknięta jest w hermetycznym świecie. Pozbawiony punktu odniesienia ulega szaleństwu. Zdecydowanie aktorsko ten film utrzymuje wysoki poziom, role Emmy Stone, Edwarda Nortona, Keatona są ich najlepszymi rolami dotychczas. Skonstruowane z rozmysłem od początku do końca, każdy wers wypowiedziany z motywacją i budzący emocje. Wszystkie postacie borykają się ze swoimi wewnętrznymi wątpliwościami, problemami. Córka walczy z nałogiem wynikającym z rozwodu rodziców i emocjonalnej niestabilności, Norton próbuje pozostać żywy i ciągle poszukuje tych doznań, Riggan mierzy się z gorzkim doświadczeniem ex gwiazdy. Nie ma w tym filmie zmarnowanej minuty, czy niepotrzebnych ujęć, wszystko jest skrojone na miarę.

Perfekcyjnie zrealizowany film nie wystarczy, by zachwycić widownie, trzeba podkreślić, że w tym wypadku mamy do czynienia z filmem wybijającym się jedynie z ram rzemieślniczych. I kiedy twórca potrafi wykorzystać swój talent w połączeniu z doskonałym warsztatem, wtedy zaczyna być artystą. Powinnam powiedzieć, że Birdman to film dla wszystkich, ale ograniczę się do stwierdzenia, że to film dla kinomanów, lubiących różne formy filmowe i pewnie czujących się z wolnym tempem narracji. Film zdecydowanie dla bardziej zaawansowanego widza.

10/10

Reklamy

Jedna myśl nt. „Birdman – Filmowy autoportret”

  1. Zaawansowanym widzem widocznie nie jestem. Męczył mnie ten film..Miałam wrażenie, że jest tam duszno i przytlaczajaco przez co sama się tak czułam. Cały film czekałam na momenty, aż wyjdą na dwór żeby złapać trochę powietrza :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s