Wszystkie wpisy, których autorem jest Izabela Wasilewska

The Fall – Sezon 2 – Mordercza psychika kobiet

Kryminał dziś to chętnie produkowany format kinowy i telewizyjny. Obecnie rozbudowanie ramówki o ten gatunek zbiera widzów przed telewizorem. Tajemnice, przemoc, pościg za sprawcą dostarczają fikcyjną sensację. I tak, możemy wybierać między klasyką w postaci reemisji ekranizacji Agaty Christie, gdzie tajemnica głównym bohaterem, aż po nowoczesny nordic noir uwikłany w społeczny wątek. Mnogość propozycji w kanałach powala. I choć ten gatunek eksploatowany jest na potęgę, to nadal zaskakującym wydaje się fakt nowatorskiego podejścia do tematu przemocy. Przykładem świeżego spojrzenia na ten problem jest serial „The Fall – „Upadek”

W pierwszym sezonie karty zostały wyłożone na stół. Wiemy od początku, kto jest mordercą. Nie jest to pomyłka, a przemyślany zabieg. Takie obnażenie tajemnicy spowodowane jest chęcią skierowania uwagi widza na sposób dedukcji oraz relacjach między dwoma głównymi postaciami. Drugi sezon skutecznie realizuje tę technikę. Pani inspektor Gibson (Gillian Anderson) kontynuuje poszukiwania mordercy Paula Spectora (Jamie Dornan). Depcze mu po piętach, drąży sprawę. Mężczyzna próbuje zatrzeć za sobą ślady, ucieka z Belfastu i zdobywa nowego sprzymierzeńca w zbrodni. Wszakże nie chcę zostać złapany. Czyżby?

Gillian Anderson i Jamie Dornan to antagoniści. Rozpoczynając od prostego podziału na kobietę i mężczyznę, ściganego i ścigającego, ofiarę i kata. W drugim sezonie widzimy, jak spotykają się, nie fizycznie a mentalnie. Dynamika relacji ich postaci stanowi oś serialu. Psychika ich poddawana jest analizie, a efekt — zakończenie filmu podważa ten powierzchowny dualizm postaci. Mężczyzna — morderca poluje na kobiety w kwiecie wieku. Niezamężne, szukające zabawy, dla których uczucia są zwiewne. Początkowo wchodzi z nimi w relacje, oczarowuje i morduje. Paul Spector to nie współczesny barbarzyńca, to współczesny fascynat kobiet. O zwłoki dba, maluje paznokcie, podziwia kobiecą bieliznę, bawi się zwłokami jak lalkami. Dopiero kiedy pozbawione są siły witanej, wchodzi z nimi w interakcję. Ich bierność możliwa posłuszeństwo. Morderca musi szukać ofiar, koleje kobiety były niezbędne do realizacji obsesji. Spector to psycholog obcujący z człowiekiem, to morderca z rodziną. W drugim sezonie ucieka od niej. Próbuje na własną rękę żyć i mierzyć się ze swoją obsesją. Nadaremnie, pętla na jego szyi zaciska się. Pani inspektor jest cierpliwa i konsekwentna, krok po kroku zbliża się do celu. Narzędzie, jakim posługuje się codziennie w pracy- proces dedukcji gwarantuje jej złapanie mordercy. Proces myślowy pozbawia ją emocjonalnych relacji względem ofiar, sprawców, czyni niezależną. Umysł wiedzie prym nad emocjami nawet w osobistej sferze. Mężczyźni są traktowani przez nią powierzchownie. Nie oczekuje od nich wsparcia czy siły, zazwyczaj oczekuje od nich jedynie fizyczności. Najwięcej czasu poświęca mordercy, jej oręż powoli staje się pułapką. By odnaleźć mordercę, trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze jego osobowość, wiedzieć ramy, w jakich porusza się i przyczynowo-skutkowość jego działania. Skutkiem ubocznym rysu psychologicznego jest poznanie mordercy. Intymność, jaka wynika z przebywania z katem, daje potencjalne zainteresowanie. Mówiąc dosłownie policjantka przebywa sam na sam z myślami o drugiej osobie. I to dzieje się z panią inspektor. Im dalej w las, tym ciemniej. Powoli zaczyna poznawać i rozumieć kata, początkowa pewność zmienia się w ambiwalencję, która w cichym finale obnaża jej emocje-pojawia się pęknięcie na tej porcelanowej fasadzie. Paul Spector chce być odnaleziony, w drugim sezonie nie jest tak skuteczny, jak w pierwszym. Nie jest w stanie sfinalizować morderstw, jego moc słabnie, aż w końcu poddaje się. W bezbronnej sytuacji obnaża się i przyjmuje karę za swoje czyny. Potrzeba uwolnienia od zniewalającej obsesji i odkupienie za winy jest możliwe w obecności pani inspektor. Potrzebuje jej by akt spowiedzi dokonał się.

The Fall – Upadek to serial o współczesnych relacjach damsko męskich. Tutaj mężczyzna zarówno ofiarą i katem. Tutaj relacje damsko męskie oddarte są z egzaltowanych uczuć. Tutaj przemoc miesza się ze zrozumieniem. Dwie przeciwstawiające się siły wchodzą w interakcje. Kobiety mają determinację, konsekwentne obdarte są z bufiastych rękawów i poetyckich światów, stereotypowy pogląd na temat kobiecości tutaj nie ma prawa bytu. Przebywają na co dzień w mrocznym świecie, szukając mężczyzn złamanych przez system i brak rodzicielskich uczuć. Nie oznacza to, że odebrały mężczyznom władze. Ich empatyczny trzon jest „zbawieniem” dla nich. Jeśli przywołamy oczyszczającą funkcję sztuki, a ten film potraktujemy jako projekcje współczesnych relacji damsko męskich, to ukazuje nam się obraz patologiczny. W świecie, gdzie mężczyzna nie umie wchodzić bez przemocy w interakcje z kobietami, to kobiety stają się księciem na białym koniu. Mroczna to wizja, ale wydaje się dobrze komentować wycinek rzeczywistości

Upadek to kino mocne, ale nie zbrodnią, efektami, czy zaskakującymi zwrotami akcji. Upadek to kino ludzkie, obdarte z nadmiernej gestykulacji aktorów, kostiumów czy ripost. Tutaj człowiek i jego demony przeszłości zostają sam na sam przed kamerą.

Reklamy

Kingsman: Tajne służby – Kulturalny szpieg

Kingsmana – Tajne służby – brytyjski gentleman wskrzesił pamięć o kinie szpiegowskim, zawładnął kobiecymi sercami i rzucił rękawicę wszystkim męskim bohaterom. Nie ma się co dziwić, Wielka Brytania to dom dla tajnych agentów tych filmowych i literackich. Rozpoczynając od Iana Fleminga i Jamesa Bonda, a kończąc na dziełach filmowych czołowych reżyserów brytyjskich – Alfredzie Hitchcocku oraz Carolu Reedzie. Typ męski z klasą powraca do łask.

Fabuła filmu opowiada o perypetiach tajnych agentów. Gary „EggsyUnwin (Taron Egerton) zostaje zwerbowany do niezależnej organizacji wywiadowczej, ten inteligentny, aczkolwiek niepokorny młodzieniec jest szkolony przez Harrego Harta / Galahada (Colin Firth). W międzyczasie czarnoskóry właściciel koncernu nowych technologii Valentine (Samuel L Jackson) knuje plan zagłady ludzkości.

Reżyserem filmu jest Matthew Vaughn producent i reżyser znany ze współpracy z Guyem Ritche: Przekręt i Porachunki. Na szerokie wody wypłynął po realizacji KickAssa– historii o przeciętnych mieszkańcach, którzy oczyszczają miasto z oprychów. Warto wspomnieć jeszcze reżyserię Gwiezdnego pyłu – filmowa opowieść fantasy oraz X Manów. Jego twórczość chociaż eklektyczna, to traktuje element magiczny we wszystkich ekranizacjach. Pomysł na tradycyjną historię został zaczerpnięty z komiksu „Secret Service” autorstwa Marka Millara i Davea Gibbonsa. Publikacja stworzona nakładem amerykańskiego wydawnictwa Icon Comiks miała stanowić konkurencję dla obecnego modelu szpiega.

W Londynie mieści się podziemna organizacja, w jednej z tysiąca uliczek ma swój zakład męski krawiec, który zna się na szyciu garniturów i werbowaniu najlepszych brytyjskich szpiegów. Tutaj potomkowie okrągłego stołu bronią światowego bezpieczeństwa, tutaj jest miejsce dla kulturalnego tajnego agenta. Według twórców filmu, dobrego szpiega charakteryzują maniery „manners maketh man”, to one czynią z niego „człowieka”. Motto Winchester College według którego, kulturalne zachowanie wyraża szacunek do ludzi i podkreśla kwintesencje człowieczeństwa, sposób, w jaki traktujemy innych różni nas od zwierząt. Dla agenta te słowa to świętość. Kultura osobista nie jest zarezerwowana dla uprzywilejowanych, jak mówi główny bohater: nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach urodziłeś się, gentlemanem się staje. Maniery to broń, nie słabość. Jeśli prośba nie pomaga, złoczyńcy muszą liczyć się z konsekwencjami, ale argument siły wytaczany jest w ostateczności. Brytyjski agent to nie mięczak, czy arystokrata nawołujący do prymatu wyższych sfer. Pracownik jej królewskiej mości, to człowiek skromny i unikający sławy. Zawsze ubrany w dobrze skrojony garnitur, dystyngowany, z klasą. Jak na prawdziwe kino szpiegowskie przystało, nie zabrakło tu atrybutów tego sub gatunku. Twórcy pomyśleli i o tym, by gadżety pomimo epokowego sentymentu naszpikowane były najnowszą technologią. Parasolki, skórzane buty, długopisy i czarne kajety posiadają śmiercionośną siłę. Wszystko to, co prawdziwy gentleman powinien mieć przy sobie podczas ratowania świata.

Atutem tego filmu akcji są sceny walki. Otwierająca scena została zrealizowana z wytycznymi filmów akcji lat 90, sprzężenie muzyki spoza kadru z akcją podnosi skutecznie ciśnienie krwi. Nie można też ująć niczego bójkom. Męski taniec dopieszczony jest w szczegółach, często wykorzystuje slow motion dla podniesienia efektu. Długa choreografia przemocy w kościele mogłaby zostać umieszczona z powodzeniem w każdym filmie Quentina Tarantino. Nie obce jest reżyserowi posiłkowanie się kinem klasy B, a także inspirację stylem w/w Guya Ritchie. Parodia i pastisz to broń reżysera. Brytyjczyk skutecznie wykorzystuje dziedzictwo kraju, który zrodził „Monty Pythona” i chowa twórców, którzy nie wahają się być kontrowersyjni. Dialogi wartkie, dowcipne i wyjątkowo niepoprawne polityczne. Scenarzyści nie oszczędził nikogo, narażają się każdemu, kto przyczynił się w historii świata do nadużywania władzy. Film trwa ponad dwie godziny i wydaje się, że elementy składowe są dobrze zbalansowane. Postacie są zróżnicowane z odpowiednim charakterystycznym usposobieniem dający możliwość utożsamiania się różnym grupom wiekowym. Adept szpiegostwa to inteligentny arogant uwikłany we współczesne problemy społeczne, jak bezrobocie, brak męskiego wzorca, mentor – doświadczony człowiek, który emocje trzyma na wodzy, targany wyrzutami sumienia, złoczyńca to skierowany ku współczesności technologiczny fascynat. Różnorodność i bogactwo motywacji jest na poziomie hollywoodzkim. Gra przychodzi lekko, zabawnie i z odpowiednią dozą dystansu. Widać, że reżyser sięgnął do tego, co znane i lubiane przez widzów.

Z łatwością można powiedzieć, że Kingsman: Tajne służby to rzetelne kino rozrywkowe, czerpiące garściami z kinematografii i kultury Wielkiej Brytanii. Dopracowany warsztat oraz ekspansywność filmu gwarantują satysfakcję nie jednemu widzowi. Tutaj dowcipne dialogi mieszają się z akcją i podane są na plastikowej tacy. Film został zrealizowany z wytycznymi hollywoodzkiego współczesnego kina, ale przystrojony fikuśnym brytyjskim kapeluszem. Polecany tym, którzy nie biorą filmów na poważnie.

Sleepy Hollow -Sezon 2- Horror współczesności

Była już książka, był pełnometrażowy film, naturalną konsekwencją filmowej rzeczywistości jest pojawienie się serialu telewizyjnego. Jak wiadomo, amerykańska telewizja lubi pomysły, które już kiedyś zostały zrealizowane, nie ważne jak wiele razy, ważne żeby było ciekawie. I to się udało. Tym razem Fox zaskoczył widzów. Serial „Sleepy Hollow” okazał się propozycją obok, której nie da przejść się obojętnie. Można go uwielbiać lub nienawidzić, wypośrodkowanych emocji nie wzbudza. Pierwszy sezon pomimo braku pozytywnych recenzji znalazł wierną publiczność i dał zielone światło dla kontynuacji.  Jak to możliwe, że pomimo niewielkiego zainteresowania serial nadal jest utrzymywany sztucznie przy życiu? Zasługa leży w temacie i sposobie realizacji. Bazą dla serialu była nowela Washingtona Irvinga „Legenda o sennej kotlinie”, szerzej znana pod nazwą „Sleepy Hollow”, ale nie jest to  wierna  ekranizacja. Twórcy balansują na granicy humory i złego smaku.

Ta mroczna opowieść zyskała na popularności dzięki obchodom Halloween i wpisała się świetnie w legendę amerykańskiej kultury. Dla mnie stanowi przykład amerykańskiego „folkloru”. W książce fabuła koncentruje się na trójkącie miłosnym Ichaboda Crane’a nauczyciela miejskiego, Abraham „Wielkoluda” Van Brunt oraz Katriny van Tassel, 18 letniej córki bogatego farmera. Akcja rozgrywa się w 1790 roku w miasteczku Senna Kotlina – Sleepy Hollow. Mężczyźni konkurują o względy dziewczyny, w których zwycięzcą okazuje się osiłek Abraham. Ichabod w drodze powrotnej spotyka jeźdźca bez głowy i znika z powierzchni ziemi. Tak w skrócie wygląda fabuła. Sama nowela jest utrzymna w romantycznym klimacie, który nie ucieka od inspiracji brytyjskim gotykiem. Innymi słowy, mrok w tym utworze jest przefiltrowany przez tajemnice oraz  uczucie.

Autorzy serialu historię Sleepy Hollow widzieli inaczej. Wykorzystując elementy horroru zmienili wydarzenia całkowicie. Twórcy nie znają granic, czerpią garściami z Biblii, historii i kultury USA. Bogactwo zapożyczeń i inspiracji wpasowane jest tutaj w akcję. Nie wahają się  zmieszać lub ulepszyć wydarzenia, nadając im oryginalny rys. To nie wszystko: serial jest mieszanką elementów horroru, współczesnej komedii i serialu kostiumowego. Romantyczny klimat filmu pełnometrażowego tutaj nie istnieje. Atmosfera burzy i naporu przegnana została przez zombi. Skutecznie twórcy okrasili go dowcipem,  można powiedzieć, że blisko mu do  mrocznego stylu kina Tima Burtona, ale pozbawiony został „baśniowego charakteru”. Serial posiada  dozę autoparodii,  dystansu do tematu i formy jaką podejmuje. To chyba jest największą siłą serialu. Postacie pomimo często drewnianej postawy i dialogów, mają poczucie humoru. Jest strasznie, ale i śmiesznie.

Elementów wspólnych z pierwowzorem próżno szukać na ekranie. W odróżnieniu od książki w serialu Ichabod, żołnierz korony brytyjskiej poznaje i zakochuje się w Katarinie van Tassel, córce, która jest czarownicą.  Ich miłość nawiedza przyjaciel Crana – który przechodzi na ciemną stronę mocy – okazuje się być jeźdźcem bez głowy.  I teraz zaczyna się cała zabawa: Ichabod Crane poplecznik Abrahama Lincolna walczy z  Wielkoludem sługusem Moloka,  obydwoje giną na polu wali, ich krew łączy się. Po 250 latach bezgłowy jeździec zostaje wskrzeszony, a z nim brat z jego krwi-Crane.   Bohaterowie przenoszą się w czasy współczesne. Crane spotyka policjantkę- Afroamerykankę , która staje się jego towarzyszem broni. Razem próbują rozwikłać dziwne wydarzenia w miasteczku. Niewyjaśnione morderstwa, satanistyczne znaki oraz siły nadprzyrodzone sieją zamęt . Tutaj Beniamin Franklin- mason- tworzy własnego Frankensteina, żołnierza mogącego poskromić bezgłowego jeźdźca. W szpitalu psychiatrycznym grasuje oszalała matka, która zna odpowiedź na najtrudniejsze pytania. Czarownica to podwójny agent, który dybie na swojego ukochanego.

Atrakcyjności dodaje tempo opowiadanej historii, jest tajemnica, jest, akcja jak i stosowne napięcie. Fani legend miejskich będą uradowani. W filmie roi się od intertekstualnych nawiązań, przemieszania gatunków oraz parodii i pastiszu. Poziom połączenia wszystkich elementów serialu zaskakuje. Pozytywnie zaskakuje, brakuje tutaj tylko gadającego węża, karła no i  bo elementy wschodu są.

Zdecydowanie serial dla tych wszystkich widzów, którzy lubią rozwiązywanie zagadek, horrory i czary. Dystans do filmu i poczucie humoru wymagane, inaczej może znudzić i oburzyć!

 

6/10

Prawdziwa historia rodu Borgiów – Czyli rzecz o byciu Cezarem- Gościnny tekst Aleksandry Olszewskiej

Ostatnimi czasy mogliśmy oglądać w telewizji serial o rodzinie Borgiów. Cieszy fakt, że kinematografia europejska sięga po tematy i rodziny związane bezpośrednio z jej własną historią i tradycją. Jednak nie był to jedyny serial opowiadający dzieje tej katalońskiej rodziny. Mniej więcej w podobnym czasie szła wersja amerykańska z Jeremy’m Irons’em jako Aleksandrem VI. Niestety, nie dorównuje ona jakości produkcji europejskiej. I nie jest to kwestia optyki historycznej, przedstawienia faktów, ale podejścia do tematu. Nie ujmując nic aktorom zza oceanu, jednak znacząca większość z nich nie sprawdza się w produkcjach o tematyce stricte związanych z historią Europy. I nie chodzi tu o brak talentu czy brak umiejętności aktorskich, ale bardziej prozaiczną cechę jaką jest fizjonomia twarzy. W amerykańskich filmach zwłaszcza w tych o tematyce królewskiej wszyscy aktorzy są do siebie podobni. Są identycznie piękni, wysocy, smukli, mają taki sam odcień karnacji skóry, mają te same śnieżnobiałe zęby, te same długie i lśniące włosy, te same pociągłe twarze W efekcie aktorzy niczym się od siebie nie różnią. I często zdarza się, że mimo ciekawej treści, film, pod względem obrazu, jest po prostu monotonny.

W europejskich produkcjach panuje o wiele większa różnorodność, zwłaszcza w przypadku Prawdziwej historii rodu Borgiów. Albowiem znacząca większość aktorów grających w tym serialu pochodzi z różnych państw Europy (oprócz roli Aleksandra VI, którego gra Amerykanin John Doman). W efekcie powstał niezwykły serial o równie niezwykłej rodzinie. Za wersję europejską wyprodukowaną w koprodukcji przez Canal + odpowiedzialny był Tom Fontana. To on tchnął w historię rodziny Borgiów ducha epoki i to coś, co zapada głęboko w pamięć. Resztę zrobili aktorzy, kostiumy, zdjęcia, muzyka. W jego opowieści wszystko jest głębsze, bardziej intensywne, ciemniejsze, mroczne i przerażająco okrutne: odczucia, pożądanie, pasja życia i śmierci, sceny tortur. To nie jest renesans jaki znamy ze szkół, ale samo życie z nieubłaganą Koniecznością, które wynosi do góry tych, którzy są na to gotowi i miażdży tych, których na to nie stać. Tutaj każda scena wbija w fotel. Sceny tortur przerażają swoim naturalizmem i okrucieństwem, zaś kolejne ujęcia odbywającego się w 1492 roku konklawe rozbijają w pył wyobrażenia na temat tego, jak w istocie przebiega wybór nowego papieża. Szokująca jest prawda, która kryje się za stwierdzeniem: habemus papam!

            Prawdziwa historia rodu Borgiów (ang. Borgia) to coś więcej niż kolejna historia rodziny królewskiej i coś więcej niż kolejny serial kostiumowy. To historia rodziny papieża Aleksandra VI i jego najbliższych. Intrygi, bezkompromisowa walka o władzę, miłość, zazdrość, religia, wojna – to zaledwie skąpy wycinek krajobrazu w jakim przyszło im żyć. Historia tej rodziny rozpoczyna się w 1492 roku wraz ze śmiercią papieża Innocentego VIII i przypada na czas renesansu włoskiego. Mówiąc renesans włoski w naturalny sposób przychodzą na myśl takie pojęcia i nazwiska jak: Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Machiavelli, rozkwit sztuk, malarstwo, rzeźba, klasycyzm, humanizm. Wszystkie te pojęcia, o których uczyliśmy się w szkole, na studiach. I wszystko się zgadza, poza tym, że się nic nie zgadza. Albowiem Borgia przedstawia renesans włoski z zupełnie innej strony. Oczywiście, kolejne odcinki wprowadzają na scenę znane nam pojęcia i nazwiska, ale równocześnie obok nich wprowadzają zupełnie inne, przeciwstawne im. Pojawiają się gwałty, morze krwi, wojny, masakry ludności, grabież, poćwiartowane ciała, walka o władzę. Te dwie strony: jasna i ciemna stanowią stały motyw tego serialu. Żadna postać, żadne wydarzenie, które zaistniało w czasie panowania rodziny Borgiów nie jest wolne od tej ambiwalencji kolorystycznej. Dzięki temu trudno o jednoznaczną ocenę, a wszyscy bohaterowie pojawiający się w serialu są równie daleko od dobra, jak i od zła. Taką dwuznaczną postacią jest również Cesare Borgia.

Historia powszechna niechętnie o nim mówi, a jeśli już wspomina jego osobę, to głównie w kontekście negatywnym. Przedstawia się go jako tyrana, wyrachowanego władcę i mordercę. Nieliczni wiedzą kim był, co chciał osiągnąć, do jakiego celu dążył. Za życia krążyły o nim legendy. Mówiło się o nim, że miał oblicze Chrystusa i oczy szatana. Portrety Cesare, które przetrwały do naszych czasów niewiele mówią o jego charakterze. Na szczęście serial wypełnia tę lukę i przedstawia Cesare w pełnym świetle jego charakteru. W rolę tej arcyciekawej postaci wcielił się Mark Ryder. To pierwsza jego tak znacząca rola i śmiem twierdzić, że nie ostatnia. Młody wiek tego aktora idealnie współgra z postacią, którą gra. Dzięki niemu Cesare zyskał wymiar cielesny i duchowy.

A jaki był Cesare? W pierwszym sezonie to zaledwie syn i brat. Stłamszony przez dominującego ojca i faworyzowanego przezeń brata Juana (Stanley Weber). Nie jest nawet cieniem własnej postaci, aczkolwiek pojawiają się pewne zalążki jego przyszłej wielkości. Z trudem znosi sprzeciw, bywa porywczy, gniewny i mściwy. Nie zapomina krzywd i upokorzeń. Kocha swoją rodzinę i zrobi wszystko, aby zasłużyć na miłość i szacunek Ojca. Jest jeszcze wierzący, gotów poświęcić własnego synka dla wyższych celów. Na początku pontyfikatu swego ojca jest posłuszny jego woli. Zmuszony do bycia kardynałem dusi się, próbując nagiąć swoją prawdziwą naturę. Niepewny co do swej przyszłości, szuka swego miejsca w świecie.

Drugi sezon to kolejne wcielenia. Po śmierci Juana Cesare Borgia rozwija skrzydła. Za zgodą Ojca zrzuca kardynalski kapelusz i zaczyna oddychać. Zostaje żołnierzem. Rozgrywa bitwy, odnosi pierwsze zwycięstwa. Staje na czele armii papieskiej, ma posłuch u żołnierzy. We Francji szkoli armię króla Ludwika Orleańskiego (Joseph Beattie). Objawia się jego talent wojskowy i polityczny. Jest świetnym strategiem i politykiem. We Francji poznaje także swoją przyszłą żonę. Poznajemy go w roli kochanka, męża. W Rzymie dalej jest synem, kochającym i wspierającym bratem, szwagrem, ale także oddanym przyjacielem. Jednak coraz bardziej uwydatnia się jego żądza panowania i żelazna wola. Powoli, acz nieubłaganie wyzwala się z więzów, które do tej pory go krępowały. W tym wszystkim jest także admiratorem sztuki, chce zbudować miasto, które byłoby oazą dla sztuki i nauki. Jednocześnie zaś odrzuca religię i przestaje wierzyć w Boga. Celem jego wiary powoli staje się on sam. Dojrzewa do swojej życiowej roli jaką jest „bycie Cezarem”.

Trzeci sezon to Cesare w pełnym blasku. Odrzuciwszy wszystkie krępujące go więzy przyjmuje na siebie swoją życiową rolę. Jego postać w wojskowej zbroi lśni i onieśmiela. Dąży do zjednoczenia Włoch i temu celowi podporządkowuje wszystkie działania. Wraz z Leonardo da Vinci (Paul Rhys) opracowuje strategie podboju kolejnych włoskich księstw. W przypadku oporu nie cofa się przed masakrą. Nie przebiera w środkach, by osiągnąć swój cel. Swoich wrogów eliminuje z artystyczną wręcz fantazją i dezynwolturą. Ze skór zabitych przez siebie wrogów tworzy spodnie. Aktorom, którzy wyśmiewają się z jego działań, wyrywa serca. Dla przeciwników i zdrajców nie ma litości. Jako władca jest hojny i dobroduszny. Z przenikliwością godną geniusza prowadzi pertraktacje polityczne. Jego umysł pracuje jasno i niezawodnie. Sława jego imienia jest tak wielka, że dociera do miast na długo przed jego przybyciem. Niestety, ta jaśniejąca gwiazda gaśnie bardzo szybko. Schwytany podstępem, nawet w niewoli nie traci hartu ducha. Będąc więźniem w hiszpańskiej twierdzy w La Manchy nie traci poczucia humoru, snuje plany uwolnienia i powrotu do Rzymu. Nie zrealizowawszy marzenia o zjednoczeniu Włoch, Cesare Borgia umiera samotnie na polu walki w wieku 32 lat.

Na tym jednak nie kończy się historia Borgiów. Po obejrzeniu serialu trudno odróżnić osobę Marka Rydera od osoby Cesare Borgii. Ta postać stapia się i ewoluuje wraz z nim. Mark Ryder mężnieje z sezonu na sezon uwydatniając najlepsze i najgorsze cechy swojego Borgii. Irlandzki aktor dał Cesare Borgii swoje ciało, swoje emocje i swoją krew. Jego twarz jest niezwykle plastyczna. Dzięki niej wydobywa całą paletę emocji, uczuć, namiętności, pasji jakimi żył Cesare. Jego niebieskie oczy patrzące z ekranu przeszywają niczym strzała. Cesare Borgia w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk. Oglądając go na ekranie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie wyglądał i postępował prawdziwy Cesare Borgia. Ryder dzięki swej grze stworzył charakter człowieka z krwi i kości, o którym trudno zapomnieć i jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić. Potępić czy chwalić? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno jest to łatwiejsze w przypadku aktora, który odtwarzał jego postać, gdyż wywiązał się ze swojego zadania znakomicie.

Czy da się odpowiedzieć na pytanie: jaki był Cesare Borgia? Niech za odpowiedź służą słowa wypowiedziane przez innego geniusza tamtej epoki Leonardo da Vinci, które padły w rozmowie z Niccolo Machiavellim (Thibaut Evrard):

„Cesare jest niezwykle bystry. Wykazuje rzadko spotykaną inteligencję. A przy tym jest hojny. Finansuje moje doświadczenia. Kupuje wszystkie księgi, narzędzia, których potrzebuję. Przebywać z nim to wielka przyjemność. Nie ma żadnych uprzedzeń w sprawie apetytów cielesnych. Fascynują go ludzie wyjątkowi. Mamy podobne poglądy na życie, sztukę, politykę, miernotę i ponurych kanclerzy. Uczyni wszystko, by zniszczyć wroga i wesprzeć przyjaciela.”

Nawet jeśli te słowa nie padły w rzeczywistości i są tworem twórcy serialu, warto pamiętać, że Cesare Borgia to nie tylko postać, ale przede wszystkim Człowiek. Człowiek wpisany w nieśmiertelny cykl życia, a Prawdziwa Historia rodu Borgiów to nie opowieść o zwykłej rodzinie, ale opowieść o rodzinie, która zmieniła bieg Historii. 363 lata po śmierci Cesare ziściło się marzenie Borgiów. Italia została zjednoczona.

Yes Meni idą na rewolucję – Dzisiejsi superbohaterowie

W powszechnie panującej korupcji politycznej, nadmiernej konsumpcji, korporacyjnej gospodarce pojawiają się Yes Meni. Dwójka amerykańskich przyjaciół, którzy chcą naprawić świat. Tak, tak, naprawić świat jakby naiwnie to nie brzmiało, tych dwóch wkłada w zębatki metalowy pręt i na sekundę lub dwie zatrzymuje zwariowaną machinę. Andy Bilchbaum i Mike Bonanno od dwudziestu lat uprawiają culture jamming, czyli prowokacje kulturowe. Za cel obierają sobie wielkie korporacje, lobbystów, czy  skorumpowaną klasę polityczną. Nadużywają wiarygodności oraz status quo tych instytucji. Jak sami mówią, ich rodziny pochodzące z totalitarnej wtedy Europy, doświadczone życiem pod nadzorem i terrorem nauczyły synów kwestionować autorytety i patrzeć establishmentowi na ręce. Dlatego, Yes Mani na szeroką skalę podejmują się działań kontrowersyjnych, często balansując na granicy prawa, zmuszając uprzywilejowane grupy do działania. W swych działaniach poza prowokacją używają nowych mediów, tworzą fałszywe strony internetowe, nagrywają konferencje ze swoim udziałem i wypowiadają nieprawdziwe oświadczenia. Ich stanowisko w poruszanych sprawach często jest sprzeczne z polityką danej firmy.

Do tej pory pojawiły się dwa filmy: „Yes Mani” i Yes Mani naprawiają światnajbardziej znanym żartem jest podanie się za pracownika firmy The Dow Chemical Company i przyznanie się w rozmowie na antenie  BBC, do całkowitej odpowiedzialności za doprowadzeni do skażenie chemiczne w mieście Bhopal. Złożenie obietnicy wypłacenia poszkodowanym pracownikom  12 bilionów dolarów wprawiło w osłupienie dziennikarza przeprowadzającego wywiad. Firma The Dow Chemical Company szybko zareagowała sprostowaniem, ale za to sfingowane oświadczenie koncern zapłacił 3% spadkiem na giełdzie papierów wartościowych.

W trzecim filmie Yes Mani idą na rewolucję alterglobaliści przedstawiają swoje kolejne perypetie. Tym razem zwiększyli swój zasięg i cel. Na ofiarę swoich działań obrali Izbę Handlową – Chamber of Commerces”. Jak zawsze, jeden z nich podszył się pod reprezentanta tej instytucji i zwołał konferencję prasową, w której chciał przedstawić zmianę stanowiska w sprawie polityki węglowej i olejowej. Oświadczenie wiązało w sobie zerwanie z   źródłami energetycznymi bazującymi na paliwach kopalnych i rozpoczęcie korzystania z odnawialnych źródeł energii. Niestety, konferencja została przerwana przez prawdziwego przedstawiciela Izby Handlowej. Na sali, pomimo powszechnej konsternacji, nie uwierzono jego zarzutom. W akcie desperacji demaskator próbował wylegitymować impostora, co skończyło się absurdalnie. Poruszenie, jakie powstało, doprowadziło tę akcję do celu. Wprowadziło zamieszanie wśród zainteresowanych na sali i informacja została przechwycona przez stacje telewizyjne, zwracając tym samym uwagę na problemy ignorowane przez polityków.  Zanieczyszczenie środowiska w tym dokumencie zajmuje główny przedmiot zainteresowania. Rozpowszechniony przemysł potrzebujący do eksploatacji miejsca, jak i zasobów mineralnych wymyka się spod kontroli -koncern Shell i spowodowane przez niego skażenie naturalnego środowiska w Kanadzie. Poza akcjami antyglobalistycznymi w nowym filmie Yes Manów pojawia się wątek autobiograficzny i sentymentalny. Lekko różni się tym od poprzednich produkcji, ale nadal jest żartobliwy, odważny i inteligentny.

Działalność Yes Manów można analizować na wiele sposobów.  Ja jako ortodoksyjny kinoman, dopatruję się postaciach współczesnych superbohaterów. Tych dwoje tak samo, jak Batman, Hulk czy Iron Man posiadają odpowiednie atrybuty, by tę tezę podtrzymać. Oboje są ludźmi z tłumu, potomkami emigrantów, zajmujących się na co dzień własną pracą, rodziną, życiem. Do działań Yes Manów przebierają się w stosowny kostium, w tym przypadku garnitur. Często podają fałszywą tożsamość oraz mają własną superbroń dzięki, której mogą zniszczyć każdego przeciwnika. No właśnie, czarny charakter też jest obecny. Kto dziś nie boi się kapitalistycznej elity ;) We wszystkich działaniach towarzyszą im mass media, relacjonując, komentując ich wybryki. Najbardziej interesujące wydaje się jednak przeniesienie tych super postaci z rodzaju filmowego. Przemieszczenie się z fabuły do dokumentu przypieczętowuje współczesny charakter tej produkcji. Kiedy społeczeństwo przegnało Batmana i spółkę za ich złe uczynki, kiedy superbohaterowie muszą jednoczyć się w grupie, by mieć większe szansę pokonania oprawców, pojawiają się Yes Mani. Brakuje jeszcze tylko odpowiedniego hasła czy znaku, który przywoła w najtrudniejszej sytuacji  tych współczesnych wybawicieli.

7/10

3 virale sci-fi, których warto wypatrywać na ekranie.

Sci-fi ma swoje 15 minut. Odkąd w latach siedemdziesiątych Gwiezdne Wojny zarobiły okrągłą sumkę 307 mln, nowe światło zostało rzucone na ten gatunek. Opera kosmiczna wychowuje po dziś dzień kolejne pokolenia fanów. Obecnie jest to jeden z bardziej popularnych gatunków filmowych, nie tylko ze względu na wizualną atrakcyjność, ale dlatego, że nadal potrafi zadawać pytania na temat ludzkiej kondycji.  Blade Runner, Planeta Małp, Obcy, to  współcześnie najbardziej znane filmy fantastyczno naukowe. Połączenie nauki oraz wyobraźni dało ogromne możliwościowi  interpretacji zjawisk, a  także przyszłości. Tam, gdzie nauka kończy się,  wizje światów rozświetlają nowe możliwości. Wyżej wymienione oryginały, które dzięki ciekawym i bogatym wątkom fabularnym są skarbnicą pomysłów dla kolejnych pokoleń. Obrośnięte w kulturową fascynację stają się świetnym zbiorem pomysłów dla wypalonych studiów filmowych. Dlatego nie ma co dziwić się, że sięgają oni po te utwory filmowe. Problem w tym, że nie można wiecznie wykorzystywać tych samych rozwiązań. Niestety, pomimo boomu sci fi, ciężko znaleźć produkcję posiadającą potencjał filmu kultowego. A szkoda, bo współcześnie są warunki do tworzenia filmów z tego gatunku. Powszechna możliwość wykorzystania efektów specjalnych to przewaga w produkcji i realizacji, która pozwala stworzyć najdziwniejsze, najbardziej oryginalne pejzaże współczesności. Pracownicy amerykańskich filmowych korporacji wiedzą (oby wiedzieli) o tym i szukają świeżych, współczesnych pomysłów na filmy. Dlatego, kiedy producenci zajrzeli na vimeo, wyciągnęli pomysł z elektronicznego kapelusza. W jednym miesiącu, aż trzy filmy zostały zaadaptowane do pełnego metrażu mowa tutaj o Lewiatanie, Controller i Sundays I choć każda z tych propozycji filmowych pewnie nie dorówna oryginalnością ” Dystryktowi 9″ i nadal czerpie z kanonu  sci fi, to warto mieć je na uwadze. Na pierwszy ogień idzie moloch 20 th Century Fox i Lewiatan”. Spot został wyprodukowany z dofinansowaniem Irlandzkiego Instytutu Filmowego, a później umieszczony na vimeo. Zwrócił uwagę najpierw zespołu tej platformy, a później studia filmowego. Fabuła będzie opierać się na wizji świata, w którym nie ma już co odkrywać. Na tyle, o ile rozwój technologiczny mógł odkryć wszechświat, na tyle jest on ludziom znajomy. Podróżowanie z prędkością światła jest powszechne. Paliwo potrzebne do przemierzania przestrzeni jest pozyskiwane ze stworów à la wieloryb- w filmie zwany Lewiatanem. Do wytwarzania jej potrzebna jest oczywiście siła robocza, która jest nadmiernie wykorzystywana i powoli zaczyna się buntować . Producentem wykonawczym będzie Simon Kinberg (X-Men: Days of Future Past, Star Wars Rebels) i Neil Bloomkamp, a za kamerą stanie autor teasera Ruairi Robinson.

„Sundays”  i  Warner Bros. Viral kosztował $51,000 i został zrealizowany przy pomocy crowdsurfingu. Dość enigmatyczna fabuła w spocie (w której pobrzmiewa echo matrixa) może zostać rozwinięta w innym kierunku, niż sugerują twórcy.

Ostatni viral autorstwa irańsko-amerykańskiego twórcy skupia się na świecie pod kontrolą.  Miłość jest jedyną wartością, którą nie podlega wpływom. Dla miłości jesteśmy w stanie czynić dobro jak i największe zło.

Jest więc na co czekać, o ile nie są to słomiane propozycję. Dobrze, że producenci zwracają uwagę na promocyjne filmy i biorą pod uwagę możliwość ich zrealizowania. Stanowczo za dużo w kinie hollywoodzkim oklepanych rozwiązań i zastoju. Pomysły są, teraz można wyczekiwać na urzeczywistnienie ich. Oby wykonawczym producentom i kierownikom z filmowych korpo nie przyszło do głowy, by więcej kasy wydać na promocję niż na same filmy. Nie ma nic gorszego niż rozczarowanie filmem, na który czekało się.

*/ Oryginalne zdjęcie Donnie Nunley  Licencja CC.

My Brooklyn – Przejęcie dzielnicy przez deweloperów.

Brooklyn, dzielnica Nowego Yorku, tło dla akcji wielu filmów, które zna większość kinomanów. Niezapomniane ujęcie bawiących się dzieci w czasie upału w filmie Sergio Leone Dawno temu w Ameryce, sceny pościgu przez brooklyńskie ulice we Francuskim łączniku, dzielnica tętniąca życiem kultury afro amerykanów w filmach Spika Lee. Najbardziej bogata i kulturowo zróżnicowana część NY, tym razem pojawia się w filmie My Brooklyn – Mój Brooklyn”. Kolejny raz staje się bohaterem filmu, tym razem jako przedmiot gentryfikacji widziany oczyma mieszkańca. Film dokumentalny autorstwa Kelly Anderson opowiada o dynamicznych zmianach dzielnicy Brooklyn. Pod wpływem nacisku deweloperów oraz liberalnej polityki burmistrza miasta NY zostaje zatwierdzony nowy plan urbanistyczny. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie drastyczne tempo działań oraz dyskryminacja mniej zamożnych warstw społecznych. Historia filmowa dzielnicy koncentruje się wokół przemian centrum handlowego Fullton Mall”. Pasek ulicy skupiający w sobie kwintesencje gentryfikacji na tle ekonomicznym i społecznym. Ulice wokół tego samego centrum mieściły średnich i małych przedsiębiorców: swoje miejsce przez 20 lat mieli tam fryzjerzy, restauratorzy, księgarnie, a także uliczni sprzedawcy. Życie toczyło się własnym torem, napędzanym przez mieszkańców, którzy tworzyli własny, oryginalny krajobraz urbanistyczny. To centrum handlowe to również trzeci najbardziej dochodowy obszar NY przyciągający około 100 tysięcy ludzi dziennie. Można by zapytać: ale w sumie to o co chodzi mieszkańcom ? Nowe budynki, nowe czynsze, nowi klienci, kto by takich zmian nie chciał? Pewnie większość, gdyby nie negatywne skutki tych działań. Gentryfikacja to nagłe działania, niszczące ekonomiczną niezależność mieszkańców (mowa tutaj nie o najbiedniejszych, patologicznej warstwie społeczeństwa), ale o mieszkańcach prowadzących własny biznes, czy szerzej pojętej klasy pracującej”. Zmiany, jakim podlega ich życie, często skazuje ich na niepowodzenie i pogłębianie stopnia przepaści finansowej, spychając tych samym w obszar uzależnienia od społecznych świadczeń państwowych. Lokalna społeczność również zostaje zniszczona, więzy, które zbudowali mieszkańcy, pozwalają nie tylko na różnorodność, z której sami mieszkańcy czerpią, ale również gwarantuje samodzielność oraz przeciwdziałanie patologii i przemocy. Co dziwnego jest tym, że ludzie przenoszą się do nowych dzielnic, że budynki niszczeją, wykupują je zamożni deweloperzy i stawiają? Czy to nie biznesowa okazja, przejaw przedsiębiorczości? W przypadku Brooklynu gentryfikacja to nie okazja do zarobienia, to przyznanie zielonego światła dla inwestorów, nie mieszkańców. To także problem dyskryminacji rasowej i etnicznej oraz wykazanie braku porozumienia między mieszkańcami miasta NY. Miasto się zmienia, nowi mieszkańcy pojawiają się, przynoszą własną kulturę, ten proces odbywa się swobodnie. W przypadku gentryfikacji tej części miasta mieszkańcom i przedsiębiorcom nie została zaproponowana żadna alternatywa ani mieszkaniowa, ani finansowa. Przykład pani ze sklepem peruk, która dzięki biznesowi utrzymuje i opłaca proces kształcenia dwóch synów za granicą. Nie chodzi o uniemożliwianie rozwijania biznesów czy wzbogaceniu, ale raczej o zawłaszczanie atrakcyjnych miejsc przez elity kapitalistyczne, w tym przypadku: korporacje w połączeniu z administracją państwową. Takie społeczne odizolowanie, pozbawione poczucia samostanowienia w przypadku Brooklynu pokazuje jak efekt gentryfikacji może dotyczyć innych dzielnic, innych miast.

Film może nie jest atrakcyjny wizualnie, wyestetyzowany, utrzymany w tonie kreatywnego dokumentu, z szerokimi ujęciami, ale jest to film z interesującym tematem, który u nas w Polsce dopiero się pojawia.

 

*/ oryginalne zdjęcie Roman Königshofer Licencja CC
*/trailer po angielsku