Archiwa kategorii: Recenzje filmowe

Kingsman: Tajne służby – Kulturalny szpieg

Kingsmana – Tajne służby – brytyjski gentleman wskrzesił pamięć o kinie szpiegowskim, zawładnął kobiecymi sercami i rzucił rękawicę wszystkim męskim bohaterom. Nie ma się co dziwić, Wielka Brytania to dom dla tajnych agentów tych filmowych i literackich. Rozpoczynając od Iana Fleminga i Jamesa Bonda, a kończąc na dziełach filmowych czołowych reżyserów brytyjskich – Alfredzie Hitchcocku oraz Carolu Reedzie. Typ męski z klasą powraca do łask.

Fabuła filmu opowiada o perypetiach tajnych agentów. Gary „EggsyUnwin (Taron Egerton) zostaje zwerbowany do niezależnej organizacji wywiadowczej, ten inteligentny, aczkolwiek niepokorny młodzieniec jest szkolony przez Harrego Harta / Galahada (Colin Firth). W międzyczasie czarnoskóry właściciel koncernu nowych technologii Valentine (Samuel L Jackson) knuje plan zagłady ludzkości.

Reżyserem filmu jest Matthew Vaughn producent i reżyser znany ze współpracy z Guyem Ritche: Przekręt i Porachunki. Na szerokie wody wypłynął po realizacji KickAssa– historii o przeciętnych mieszkańcach, którzy oczyszczają miasto z oprychów. Warto wspomnieć jeszcze reżyserię Gwiezdnego pyłu – filmowa opowieść fantasy oraz X Manów. Jego twórczość chociaż eklektyczna, to traktuje element magiczny we wszystkich ekranizacjach. Pomysł na tradycyjną historię został zaczerpnięty z komiksu „Secret Service” autorstwa Marka Millara i Davea Gibbonsa. Publikacja stworzona nakładem amerykańskiego wydawnictwa Icon Comiks miała stanowić konkurencję dla obecnego modelu szpiega.

W Londynie mieści się podziemna organizacja, w jednej z tysiąca uliczek ma swój zakład męski krawiec, który zna się na szyciu garniturów i werbowaniu najlepszych brytyjskich szpiegów. Tutaj potomkowie okrągłego stołu bronią światowego bezpieczeństwa, tutaj jest miejsce dla kulturalnego tajnego agenta. Według twórców filmu, dobrego szpiega charakteryzują maniery „manners maketh man”, to one czynią z niego „człowieka”. Motto Winchester College według którego, kulturalne zachowanie wyraża szacunek do ludzi i podkreśla kwintesencje człowieczeństwa, sposób, w jaki traktujemy innych różni nas od zwierząt. Dla agenta te słowa to świętość. Kultura osobista nie jest zarezerwowana dla uprzywilejowanych, jak mówi główny bohater: nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach urodziłeś się, gentlemanem się staje. Maniery to broń, nie słabość. Jeśli prośba nie pomaga, złoczyńcy muszą liczyć się z konsekwencjami, ale argument siły wytaczany jest w ostateczności. Brytyjski agent to nie mięczak, czy arystokrata nawołujący do prymatu wyższych sfer. Pracownik jej królewskiej mości, to człowiek skromny i unikający sławy. Zawsze ubrany w dobrze skrojony garnitur, dystyngowany, z klasą. Jak na prawdziwe kino szpiegowskie przystało, nie zabrakło tu atrybutów tego sub gatunku. Twórcy pomyśleli i o tym, by gadżety pomimo epokowego sentymentu naszpikowane były najnowszą technologią. Parasolki, skórzane buty, długopisy i czarne kajety posiadają śmiercionośną siłę. Wszystko to, co prawdziwy gentleman powinien mieć przy sobie podczas ratowania świata.

Atutem tego filmu akcji są sceny walki. Otwierająca scena została zrealizowana z wytycznymi filmów akcji lat 90, sprzężenie muzyki spoza kadru z akcją podnosi skutecznie ciśnienie krwi. Nie można też ująć niczego bójkom. Męski taniec dopieszczony jest w szczegółach, często wykorzystuje slow motion dla podniesienia efektu. Długa choreografia przemocy w kościele mogłaby zostać umieszczona z powodzeniem w każdym filmie Quentina Tarantino. Nie obce jest reżyserowi posiłkowanie się kinem klasy B, a także inspirację stylem w/w Guya Ritchie. Parodia i pastisz to broń reżysera. Brytyjczyk skutecznie wykorzystuje dziedzictwo kraju, który zrodził „Monty Pythona” i chowa twórców, którzy nie wahają się być kontrowersyjni. Dialogi wartkie, dowcipne i wyjątkowo niepoprawne polityczne. Scenarzyści nie oszczędził nikogo, narażają się każdemu, kto przyczynił się w historii świata do nadużywania władzy. Film trwa ponad dwie godziny i wydaje się, że elementy składowe są dobrze zbalansowane. Postacie są zróżnicowane z odpowiednim charakterystycznym usposobieniem dający możliwość utożsamiania się różnym grupom wiekowym. Adept szpiegostwa to inteligentny arogant uwikłany we współczesne problemy społeczne, jak bezrobocie, brak męskiego wzorca, mentor – doświadczony człowiek, który emocje trzyma na wodzy, targany wyrzutami sumienia, złoczyńca to skierowany ku współczesności technologiczny fascynat. Różnorodność i bogactwo motywacji jest na poziomie hollywoodzkim. Gra przychodzi lekko, zabawnie i z odpowiednią dozą dystansu. Widać, że reżyser sięgnął do tego, co znane i lubiane przez widzów.

Z łatwością można powiedzieć, że Kingsman: Tajne służby to rzetelne kino rozrywkowe, czerpiące garściami z kinematografii i kultury Wielkiej Brytanii. Dopracowany warsztat oraz ekspansywność filmu gwarantują satysfakcję nie jednemu widzowi. Tutaj dowcipne dialogi mieszają się z akcją i podane są na plastikowej tacy. Film został zrealizowany z wytycznymi hollywoodzkiego współczesnego kina, ale przystrojony fikuśnym brytyjskim kapeluszem. Polecany tym, którzy nie biorą filmów na poważnie.

Yes Meni idą na rewolucję – Dzisiejsi superbohaterowie

W powszechnie panującej korupcji politycznej, nadmiernej konsumpcji, korporacyjnej gospodarce pojawiają się Yes Meni. Dwójka amerykańskich przyjaciół, którzy chcą naprawić świat. Tak, tak, naprawić świat jakby naiwnie to nie brzmiało, tych dwóch wkłada w zębatki metalowy pręt i na sekundę lub dwie zatrzymuje zwariowaną machinę. Andy Bilchbaum i Mike Bonanno od dwudziestu lat uprawiają culture jamming, czyli prowokacje kulturowe. Za cel obierają sobie wielkie korporacje, lobbystów, czy  skorumpowaną klasę polityczną. Nadużywają wiarygodności oraz status quo tych instytucji. Jak sami mówią, ich rodziny pochodzące z totalitarnej wtedy Europy, doświadczone życiem pod nadzorem i terrorem nauczyły synów kwestionować autorytety i patrzeć establishmentowi na ręce. Dlatego, Yes Mani na szeroką skalę podejmują się działań kontrowersyjnych, często balansując na granicy prawa, zmuszając uprzywilejowane grupy do działania. W swych działaniach poza prowokacją używają nowych mediów, tworzą fałszywe strony internetowe, nagrywają konferencje ze swoim udziałem i wypowiadają nieprawdziwe oświadczenia. Ich stanowisko w poruszanych sprawach często jest sprzeczne z polityką danej firmy.

Do tej pory pojawiły się dwa filmy: „Yes Mani” i Yes Mani naprawiają światnajbardziej znanym żartem jest podanie się za pracownika firmy The Dow Chemical Company i przyznanie się w rozmowie na antenie  BBC, do całkowitej odpowiedzialności za doprowadzeni do skażenie chemiczne w mieście Bhopal. Złożenie obietnicy wypłacenia poszkodowanym pracownikom  12 bilionów dolarów wprawiło w osłupienie dziennikarza przeprowadzającego wywiad. Firma The Dow Chemical Company szybko zareagowała sprostowaniem, ale za to sfingowane oświadczenie koncern zapłacił 3% spadkiem na giełdzie papierów wartościowych.

W trzecim filmie Yes Mani idą na rewolucję alterglobaliści przedstawiają swoje kolejne perypetie. Tym razem zwiększyli swój zasięg i cel. Na ofiarę swoich działań obrali Izbę Handlową – Chamber of Commerces”. Jak zawsze, jeden z nich podszył się pod reprezentanta tej instytucji i zwołał konferencję prasową, w której chciał przedstawić zmianę stanowiska w sprawie polityki węglowej i olejowej. Oświadczenie wiązało w sobie zerwanie z   źródłami energetycznymi bazującymi na paliwach kopalnych i rozpoczęcie korzystania z odnawialnych źródeł energii. Niestety, konferencja została przerwana przez prawdziwego przedstawiciela Izby Handlowej. Na sali, pomimo powszechnej konsternacji, nie uwierzono jego zarzutom. W akcie desperacji demaskator próbował wylegitymować impostora, co skończyło się absurdalnie. Poruszenie, jakie powstało, doprowadziło tę akcję do celu. Wprowadziło zamieszanie wśród zainteresowanych na sali i informacja została przechwycona przez stacje telewizyjne, zwracając tym samym uwagę na problemy ignorowane przez polityków.  Zanieczyszczenie środowiska w tym dokumencie zajmuje główny przedmiot zainteresowania. Rozpowszechniony przemysł potrzebujący do eksploatacji miejsca, jak i zasobów mineralnych wymyka się spod kontroli -koncern Shell i spowodowane przez niego skażenie naturalnego środowiska w Kanadzie. Poza akcjami antyglobalistycznymi w nowym filmie Yes Manów pojawia się wątek autobiograficzny i sentymentalny. Lekko różni się tym od poprzednich produkcji, ale nadal jest żartobliwy, odważny i inteligentny.

Działalność Yes Manów można analizować na wiele sposobów.  Ja jako ortodoksyjny kinoman, dopatruję się postaciach współczesnych superbohaterów. Tych dwoje tak samo, jak Batman, Hulk czy Iron Man posiadają odpowiednie atrybuty, by tę tezę podtrzymać. Oboje są ludźmi z tłumu, potomkami emigrantów, zajmujących się na co dzień własną pracą, rodziną, życiem. Do działań Yes Manów przebierają się w stosowny kostium, w tym przypadku garnitur. Często podają fałszywą tożsamość oraz mają własną superbroń dzięki, której mogą zniszczyć każdego przeciwnika. No właśnie, czarny charakter też jest obecny. Kto dziś nie boi się kapitalistycznej elity ;) We wszystkich działaniach towarzyszą im mass media, relacjonując, komentując ich wybryki. Najbardziej interesujące wydaje się jednak przeniesienie tych super postaci z rodzaju filmowego. Przemieszczenie się z fabuły do dokumentu przypieczętowuje współczesny charakter tej produkcji. Kiedy społeczeństwo przegnało Batmana i spółkę za ich złe uczynki, kiedy superbohaterowie muszą jednoczyć się w grupie, by mieć większe szansę pokonania oprawców, pojawiają się Yes Mani. Brakuje jeszcze tylko odpowiedniego hasła czy znaku, który przywoła w najtrudniejszej sytuacji  tych współczesnych wybawicieli.

7/10

My Brooklyn – Przejęcie dzielnicy przez deweloperów.

Brooklyn, dzielnica Nowego Yorku, tło dla akcji wielu filmów, które zna większość kinomanów. Niezapomniane ujęcie bawiących się dzieci w czasie upału w filmie Sergio Leone Dawno temu w Ameryce, sceny pościgu przez brooklyńskie ulice we Francuskim łączniku, dzielnica tętniąca życiem kultury afro amerykanów w filmach Spika Lee. Najbardziej bogata i kulturowo zróżnicowana część NY, tym razem pojawia się w filmie My Brooklyn – Mój Brooklyn”. Kolejny raz staje się bohaterem filmu, tym razem jako przedmiot gentryfikacji widziany oczyma mieszkańca. Film dokumentalny autorstwa Kelly Anderson opowiada o dynamicznych zmianach dzielnicy Brooklyn. Pod wpływem nacisku deweloperów oraz liberalnej polityki burmistrza miasta NY zostaje zatwierdzony nowy plan urbanistyczny. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie drastyczne tempo działań oraz dyskryminacja mniej zamożnych warstw społecznych. Historia filmowa dzielnicy koncentruje się wokół przemian centrum handlowego Fullton Mall”. Pasek ulicy skupiający w sobie kwintesencje gentryfikacji na tle ekonomicznym i społecznym. Ulice wokół tego samego centrum mieściły średnich i małych przedsiębiorców: swoje miejsce przez 20 lat mieli tam fryzjerzy, restauratorzy, księgarnie, a także uliczni sprzedawcy. Życie toczyło się własnym torem, napędzanym przez mieszkańców, którzy tworzyli własny, oryginalny krajobraz urbanistyczny. To centrum handlowe to również trzeci najbardziej dochodowy obszar NY przyciągający około 100 tysięcy ludzi dziennie. Można by zapytać: ale w sumie to o co chodzi mieszkańcom ? Nowe budynki, nowe czynsze, nowi klienci, kto by takich zmian nie chciał? Pewnie większość, gdyby nie negatywne skutki tych działań. Gentryfikacja to nagłe działania, niszczące ekonomiczną niezależność mieszkańców (mowa tutaj nie o najbiedniejszych, patologicznej warstwie społeczeństwa), ale o mieszkańcach prowadzących własny biznes, czy szerzej pojętej klasy pracującej”. Zmiany, jakim podlega ich życie, często skazuje ich na niepowodzenie i pogłębianie stopnia przepaści finansowej, spychając tych samym w obszar uzależnienia od społecznych świadczeń państwowych. Lokalna społeczność również zostaje zniszczona, więzy, które zbudowali mieszkańcy, pozwalają nie tylko na różnorodność, z której sami mieszkańcy czerpią, ale również gwarantuje samodzielność oraz przeciwdziałanie patologii i przemocy. Co dziwnego jest tym, że ludzie przenoszą się do nowych dzielnic, że budynki niszczeją, wykupują je zamożni deweloperzy i stawiają? Czy to nie biznesowa okazja, przejaw przedsiębiorczości? W przypadku Brooklynu gentryfikacja to nie okazja do zarobienia, to przyznanie zielonego światła dla inwestorów, nie mieszkańców. To także problem dyskryminacji rasowej i etnicznej oraz wykazanie braku porozumienia między mieszkańcami miasta NY. Miasto się zmienia, nowi mieszkańcy pojawiają się, przynoszą własną kulturę, ten proces odbywa się swobodnie. W przypadku gentryfikacji tej części miasta mieszkańcom i przedsiębiorcom nie została zaproponowana żadna alternatywa ani mieszkaniowa, ani finansowa. Przykład pani ze sklepem peruk, która dzięki biznesowi utrzymuje i opłaca proces kształcenia dwóch synów za granicą. Nie chodzi o uniemożliwianie rozwijania biznesów czy wzbogaceniu, ale raczej o zawłaszczanie atrakcyjnych miejsc przez elity kapitalistyczne, w tym przypadku: korporacje w połączeniu z administracją państwową. Takie społeczne odizolowanie, pozbawione poczucia samostanowienia w przypadku Brooklynu pokazuje jak efekt gentryfikacji może dotyczyć innych dzielnic, innych miast.

Film może nie jest atrakcyjny wizualnie, wyestetyzowany, utrzymany w tonie kreatywnego dokumentu, z szerokimi ujęciami, ale jest to film z interesującym tematem, który u nas w Polsce dopiero się pojawia.

 

*/ oryginalne zdjęcie Roman Königshofer Licencja CC
*/trailer po angielsku

„Now You See Me” – „Iluzja” – Gościnny tekst Aleksandry Olszewskiej

Tajemne stowarzyszenie Oko zbiera pod swe skrzydła najbardziej utalentowanych iluzjonistów w swym fachu i powierza im tajemniczą misję. O grupie staje się głośno po przedstawieniu, podczas którego dokonują napadu na bank znajdujący się na innym kontynencie, a miliony przelewają na konta ludzi obecnych na widowni. Tropem grupy zaczyna podążać agent FBI przekonany, że za ich działaniem kryje się coś więcej oraz telewizyjny demaskator sztuczek magicznych.

Motyw iluzji magicznej jest znany i wykorzystywany w kinematografii od dawna. Nic dziwnego, rzeczywistość nie jest różowa, życie nie zawsze kolorowe, a magiczne sztuczki pozwalają oderwać się od codziennego życia, stresu, problemów. Nie inaczej jest w filmie Now you see me, choć w tym przypadku iluzja nie tyle służy zabawie, ile uświadomieniu odbiorcy jak bardzo wpływa ona na nasze życie i jak dalece jesteśmy od niej uzależnieni. Ale od początku. Sukces tego filmu to niewątpliwie zasługa kilku czynników.

  • Gra aktorska. Zdarza się, że odpowiednio zagrana rola może uratować film od kompletnej katastrofy. Cóż jednak powiedzieć o sytuacji, gdy aktor odtwarza swoją postać, w taki sposób, jakby nią faktycznie był? W Iluzji mamy do czynienia z tym drugim rozwiązaniem. Aktorzy na potrzeby swoich ról wyuczyli się podstaw sztuki magicznej. Spora w tym zasługa Kwonga, który podczas kręcenia filmu nieustannie służył swoją radą i wiedzą. I tak Jesse Eisenberg, filmowy J. Daniel Atlas nauczył się sztuczek z kartami, Isla Fisher (Henley Reeves) dowiedziała się w jaki sposób utrzymywać długo oddech pod wodą, Woody Harrelson (filmowy Merritt McKinney) przyswoił sobie podstawy hipnozy, zaś Dave Franco (Jack Wilder) wyćwiczył rzucanie kartami do perfekcji, co okazało się bardzo przydatne w scenie walki z granym przez Marka Ruffalo agentem FBI Dylanem Rhodesem. Dzięki temu oglądając film nie mamy żadnego poczucia dysonansu pomiędzy aktorem a jego postacią. Sceny przedstawiające magiczne iluzje wyglądają naturalnie, prawdziwie i przede wszystkim wiarygodnie.
  • A skoro mowa o sztuce magicznej, warto przy tej okazji wspomnieć o samym motywie oszustwa. Retor starożytnej Grecji Gorgiasz mawiał, że dobra sztuka to taka, w której oszukujący jest uczciwszy od nie oszukującego, a oszukany mądrzejszy od nie oszukanego. Albowiem sztuka wprowadza odbiorcę w stan iluzji, a ten, kto dokonuje tego przeniesienia w stan ułudy, jest sprawiedliwszy i bardziej uczciwy od tego, kto tego nie czyni. Podobnie jak odbiorca, który pozwala porwać się słowom czy iluzji magicznej, innymi słowy mówiąc pozwala wprowadzić się w stan złudzenia, jest mądrzejszy od tego, który nie poddaje się temu działaniu. I choć definicja ta tyczyła się utworu literackiego jakim była tragedia, to mimo upływu lat znajduje ona swoje odzwierciedlenie również w filmie, zwłaszcza w postaci, którą gra Morgan Freeman (Thaddeus Bradley). Jego postać to były iluzjonista, który w swoim programie telewizyjnym obnaża mechanizm sztuczek magicznych. To człowiek rozumu i logiki. Demaskuje iluzję magiczną, pokazuje na jakich zasadach ona działa; pokazuje, że nie ma żadnego świata „ponad”, żadnej magii, że w gruncie rzeczy iluzja magiczna jest tworem całkowicie racjonalnym i logicznym od początku do końca. Po jednym z występów Czterech Jeźdźców rusza ich tropem, by pokazać, co właściwie było i jest prawdziwym celem ich działania. Wydawać by się mogło, że byłego iluzjonistę, który zawodowo zajmuje się demaskowaniem iluzji, trudno będzie oszukać, a tymczasem to właśnie Bradley pada ofiarą tricku zastawionego przez grupę. Tak więc zgodnie z definicją ten, który nie poddał się iluzji, padł ofiarą pułapki, zaś Ci, którzy poddali się działaniu iluzji, wyszli z tego starcia wygrani.
  • Mając motyw oszustwa możemy sięgnąć po kontekst. Dwie sztuczki magiczne przedstawione w filmie mają swój pierwowzór w rzeczywistości. Chodzi oczywiście o Davida Copperfielda i jego koncepcję znikania i pojawiania się w innym miejscu oraz oswobodzenie się z kajdan przy pełnym zanurzeniu Houdiniego. Obie te sztuczki należą dzisiaj do kanonu sztuki magicznej. Przekształcone i użyte w filmie zyskują większy rozmach i napięcie z jakim się je ogląda.
  • Oglądając sztuki magiczne na srebrnym ekranie warto pamiętać, że magiczne iluzje to nie tylko spryt czy pewnego rodzaju zręczność, ale w dużej mierze technika XX i XXI wieku. Nie można zapominać, że za większością sztuczek magicznych stoją nowinki technologiczne, które umożliwiają, a w pewnych przypadkach, pogłębiają działanie iluzji. Nawet film, który jako sztuka, sam w sobie jest przedstawieniem pewnej iluzji, wykorzystuje zdobycze technologiczne, by pokazać coś, czego nie ma. De facto w Iluzji mamy do czynienia z podwójna iluzją. Po pierwsze iluzją sztuki filmowej, która przedstawia świat, którego nie ma. A po drugie z iluzją magiczną, która nadbudowuje się nad tym światem dając nam iluzję iluzji. Puszczone w ten sposób oko do widza uświadamia, że wszystko, co rozgrywa się na naszych oczach, to tylko gra.

            Iluzja to dobre kino akcji. Co je wyróżnia spośród innych komercyjnych filmów to przede wszystkim zgodne połączenie fabuły, gry aktorskiej i zdjęć. W efekcie otrzymujemy film, który przez całe 115 minut trzyma w napięciu. Dobre kino akcji to nie wszystko w przypadku tego filmu. Iluzja pokazuje jak niewiele wiemy o rzeczywistości i jak niewiele chcemy o niej wiedzieć. Pokazuje, że ludzie oraz rzeczy nie są takie, jakie widzimy je na co dzień. Przesłanie jakie nasuwa się po obejrzeniu tego filmu potwierdza słynną już dewizę Fryderyka Nietzschego, że iluzja potrzebna jest człowiekowi do życia. Służy za środek do kształtowania rzeczywistości. Sztuka filmowa, która z zasady opiera się na tworzeniu iluzji, jest czymś co w jakimś stopniu taką ludzką potrzebę zaspokaja. „Iluzja” wykorzystuje ten motyw, ale idzie o krok dalej. Pokazuje, że magia, tudzież tytułowa iluzja pozwalają widzieć rzeczywistość nie taką jaka ona jest, ale taką, jaką chcielibyśmy, aby była.

 

Birdman – Filmowy autoportret

Opowieść tworzona na podstawie własnych doświadczeń jest jednym z podstawowych motywów w sztuce. W każdej dziedzinie artystycznej pojawił się odpowiedni gatunek: w literaturze autobiografia, w malarstwie autoportret, film autotmatyczny, selfie w fotografii. Historia filmu uczy, że ten chwyt jest tak stary, jak samo Hollywood. Filmy jak:„Bulwar zachodzącego słońca, Wszystko o Ewie czy bardziej współczesne propozycje jak Artysta weszły już do kanonu . Obecność i popularność tej tematyki jest łatwo wytłumaczalna, to najlepszy nośnik przemyśleń o ludzkiej kondycji.

***

Podstarzały aktor Riggan (Michael Keaton), który lata swojej popularności ma za sobą, próbuje odzyskać poklask widowni i środowiska filmowego. Chcąc osiągnąć swój cel podejmuje się wyreżyserowania teatru na Brodwayu. Przeszkadza mu jego alter ego –Birdman, superbohater, którego grał w latach swojej młodości. Ptaszysko chodzi za nim i namawia do powrotu na ekran, kpi z niego i motywuje.

***

Alejandro González Iñárritu do znanej wszystkim historii dorzuca coś własnego: element magiczny w bardzo realistycznym świecie. Chwyt literacki-realizm magiczny, który rozsławił literaturę iberoamerykańską, jest tu jedynie dodatkiem do wielopoziomowej historii. Dlatego chwała reżyserowi za jego pomysłowe wykorzystanie, nie czyniąc z niego głównego elementu, który dźwiga cały film. Od początku filmu magia trzyma się Keatona i konsekwentnie jest realizowana. Manifestuje się w postaci Birdmana — superbohatera, którego Riggan odgrywał w młodości, i który przyniósł mu popularność. Jego filmowe wcielenie ciągle prześladuje go, przypominając mu o sławie. Drażni jego ego i zmusza do działania. Wiele osób odnosi fabułę do historii samego Micheala Keatona, ale upadła gwiazda to los wielu osób w branży filmowej. Popularność, rozpoznawalność w tym świecie to efekt uboczny pracy, która lubi kreatywność i różnorodność. Branży, która jest wiecznie głodna i potrzebuje nowych, ciekawszych rozwiązań. Ten poziom życia wewnętrznego aktora to pierwszy poziom, jaki film porusza. Bezlitosna potrzeba odnoszenia się do swoich poprzednich ról, wątpliwość znalezienia kolejnych, dających poczucie spełnienia, a co najważniejsze paranoiczne rozdzielenie na świat rzeczywisty i filmowy. Birdman nie tylko jest ucieleśnieniem pragnień, ale także wyraża przymus ciągłego zadowalania publiki. Ze śmiałością można powiedzieć, że jest formą akceptowalnej schizofrenii- ja w rzeczywistości i ja filmowego. Role, które odgrywa zarówno jako aktor, jak i człowiek — rola ojca, męża, mężczyzny — często się przenikają.

Ten aspekt jedności dwóch światów filmowego i prywatnego wyrażony jest poprzez pracę kamery. Praktycznie cały film-z małymi wyjątkami- kręcony jest na jedyny ujęciu. Kamera nie spuszcza bohaterów z oka. Poboczni bohaterowie wchodzą i opuszczają kadr, kamera śledzi ich na zewnątrz i poprzez korytarze teatru, przechwytując kolejne wątki. Taki zabieg miał zmusić widza do utożsamiania się z postacią i poczuć przepływ emocji bohatera: jego desperację, marzenia oraz wewnętrzną walkę. Najwyraźniej widać to w senach gry teatralnej, kiedy Keaton i Norton odgrywają swoje podwójnie aktorskie role. Aktor w filmie i aktor w filmie, w teatrze. Tutaj, gra aktorska nie kończy się, przeskakuje tylko między dialogami w filmie a dialogami w teatrze — to drugi poziom możliwy do odczytania. Widać, że Keatonowi w pewnym momencie brakuje siły -scena pseudowalik w majtkach. Keaton musi wykrzesać z siebie ciągle motywację i chęci do dalszej pracy, pomimo że jego teatralne przedsięwzięcie powoli ponosi porażkę. Ten absurdalny w wydarzenia świat nie poddaje się kontroli. Przypadek, roztargnienie sprawia, że można biegać w samych majtkach po głównej ulicy NYC niczym szaleniec. Co trzeba dodać, to ograniczona przestrzeń, po której postacie się przemiszczają. Korytarze teatru i ciągłe ujęcie, dodają klaustrofobicznego charakteru pracy reżysera. Większość ujęć to plany amerykańskie i zbliżenia, tak jakby operator chciał przyjrzeć się bliżej swojej postaci. Emocje i punkt widzenia reżysera zajmują tutaj uwagę. Świat zewnętrzny w filmie praktycznie nie istnieje, widzimy go tylko kątem oka kamery. Zdecydowanie mniej w tym filmie jest czasu poświęconego widowni teatralnej, a także postaciom drugoplanowym. Trzeci poziom, na jaki zwraca uwagę ten film to, reżyserowanie własnego życia/pracy. – czyli jak artysta widzi swoją pracę. Rigan tak samo, jak Innaritu jest reżyserem swojego teatru, dosłownie i w przenośni. Reżyserem realizującym sztukę i reżyserem swojego życia. A czym jest ludzkie życie, jeśli nie jednoosobowym teatrem?

Keaton wydaje się perfekcyjnie skrojony do tej roli. Pomijając jego doświadczenia życiowe. Widać, że dojrzałość jego kreacji wynika z balansowania na tragicznych i komediowych chwytach. Postać zagrana z lekkością komediową i ciężarem tragicznej postaci, która to zamknięta jest w hermetycznym świecie. Pozbawiony punktu odniesienia ulega szaleństwu. Zdecydowanie aktorsko ten film utrzymuje wysoki poziom, role Emmy Stone, Edwarda Nortona, Keatona są ich najlepszymi rolami dotychczas. Skonstruowane z rozmysłem od początku do końca, każdy wers wypowiedziany z motywacją i budzący emocje. Wszystkie postacie borykają się ze swoimi wewnętrznymi wątpliwościami, problemami. Córka walczy z nałogiem wynikającym z rozwodu rodziców i emocjonalnej niestabilności, Norton próbuje pozostać żywy i ciągle poszukuje tych doznań, Riggan mierzy się z gorzkim doświadczeniem ex gwiazdy. Nie ma w tym filmie zmarnowanej minuty, czy niepotrzebnych ujęć, wszystko jest skrojone na miarę.

Perfekcyjnie zrealizowany film nie wystarczy, by zachwycić widownie, trzeba podkreślić, że w tym wypadku mamy do czynienia z filmem wybijającym się jedynie z ram rzemieślniczych. I kiedy twórca potrafi wykorzystać swój talent w połączeniu z doskonałym warsztatem, wtedy zaczyna być artystą. Powinnam powiedzieć, że Birdman to film dla wszystkich, ale ograniczę się do stwierdzenia, że to film dla kinomanów, lubiących różne formy filmowe i pewnie czujących się z wolnym tempem narracji. Film zdecydowanie dla bardziej zaawansowanego widza.

10/10

Którą rolę kobiecą odgrywałaś w 2014.

Było już o Panach w 2014 i ich męskich rolach, teraz czas na kobiety. Dużo w prasie zagranicznej mówi się o kobiecych rolach filmowych i jak jest ich więcej, jakie są różnorodne i wiarygodne. Możliwe, wszystkich filmów nie widziałam, ale filmy oscarowe pozostawiają na ten temat wiele do życzenia. Nie da się ukryć, że studia produkcyjne w 2014 nadal preferują stereotypowe role żeńskie i to pewnie szybko się nie zmieni. Mężczyźni w przeciwieństwie do płci pięknej redefiniują swoje dotychczasowe ja, pokazują więcej wrażliwości, kwestionują kulturowe wzorce. Kobiety niestety gdzieś zgubiły się w walce o władzę. Poniżej przedstawiam pięć filmów, pięć różnych spojrzeń na kobiece role, pięć/cztery stereotypów -nie piszę o Marion Cotillard, bo nie ma jeszcze filmu w Polsce.

NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Marion Cotillard w Two Days, One Night
Felicity Jones w The Theory of Everything
Julianne Moore w Still Alice
Rosamund Pike w Gone Girl
Reese Witherspoon w Wild

Moją cichą, prywatną faworytką jest Rosamund Pike i jej rola w „Zaginionej dziewczynie”. Nie dość, że postać jest dobrze skrojona, to jest też najbardziej dojrzała i świadoma swojej roli w życiu małżeńskim. Najwięcej balansuje na stereotypach i najchętniej chciałaby je przełamać, ale mocniej mają one ja we władaniu. Amy Dunne córka znanych pisarzy, uprzywilejowanych finansowo i społecznie, dziewczyna, która stała się pierwowzorem bohaterki opowieść dla dzieci „Cudowna Amy”. W dużym skrócie postać z bajek realizowała to, czego prawdziwa Amy nie mogła i nie potrafiła. Posągowa piękność z poczuciem humoru i dystansem oraz inteligencją znajduje sobie chłopaka z Minnesoty, niezamożny, mało wyrafinowany, wręcz prosty, ale iskrzy. Ich małżeństwo inne od stereotypowych, wielkomiejskie z luzem i skupione na sobie. Ona w pewnym momencie utrzymuje związek, bez pretensji czy żalu. W trudnych chwilach idzie na kompromis, godzi się na wszystkie wymogi sytuacji, szczególnie kiedy wracają do małego miasta rodzinnego. Poświęca się, znosi to, tkwi w małżeństwie, chce dziecka pomimo niesprzyjających warunków finansowych. Wydaje się, że jest aniołem dla swojego męża, nic co robi, nie ma granic. Dosłownie nic, gdzieś w tej małżeńskiej współczesnej sielance znika. Pewnego dnia jej mąż po powrocie zgłasza na policję zaginięcie. Nie dlatego, że nie chcę już trwać przy boku męża, tylko dlatego by się zemścić. Zaplanowana perfekcyjnie zbrodnia wymaga ofiary, w tym przypadku najgorszej, bo z jej życia. Amy, by wrobić swojego męża w morderstwo musi popełnić samobójstwo. To jest daleko posunięta decyzja, zabić siebie, żeby ukarać mężczyznę, którego „kocha”. Nie bez powodów krytycy pisali o postaci Pike, że jest dysfunkcyjna, psychopatyczna. Jej spojrzenie na związek i relacje miedzy ludzkie odbiegają „od normy”. Wychowanie gdzieś zgubiło jej tożsamość, Cudowna Amy robiła to za nią. Pike to także metaforyczna ofiara z kobiety, jak jej emocję pogrążają samą siebie. Kiedy jej plan nie znajduje realizacji, jest to tylko pogorszenie sytuacji, końcowe rozegranie może być gorsze dla niej niż śmierć. Zamiast dokończyć żywota, będzie tkwiła w dysfunkcyjnym małżeństwie pełnym żalu, resentymentu, każdego dnia utrudniając sobie i swojemu mężu życie, bo właśnie tak wygląda małżeństwo. Jej rola, to dla mnie przykład kobiety, która udaje kogoś innego, iż jest tylko po to, by zadowolić męża, rodziców itp. tracąc przy tym zmysły.

Wiele osób trzyma kciuki za Julian Moore i jej rolę w filmie „Nadal Alice”. Nauczycielka akademicka wykładająca lingwistykę na prestiżowym uniwersytecie, matka trójki dzieci, u szczytu kariery dowiaduje się, że rozwija się u niej choroba Alzheimera. Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się problemami językowymi, ta choroba jest ironią losu. Wszystko, na czym opierała swoją siłę, zniknie. Nie będzie mogła już powoływać się na wiedzę, umiejętności czy chociażby zdolność mózgu. Będzie uczyć się zapominać. Ta rola wydawałaby się skrojona na Oscara, ludzka tragedia, której towarzyszą emocje publiczności, „nośny temat” choroby Alzheimera niestety brakuje mi w tej postaci szczerości i emocji samej aktorki. Poza zwątpieniem i strachem Julian Moore niekoniecznie przekazuje więcej. Końcowa scena, kiedy czyta i wykreśla z kartki monolog, jest zbyt dosłowna i cały jej performance wydaje się właśnie zwykłym odczytywaniem scenariusza. Rola Moore wpada w stereotyp kobiety sukcesu, która traci wszystko, na co pracowała życie, nie ma tu poza faktem choroby żadnych innych informacji i emocji.

Mniej surowa jestem dla Reese Whiterspoon i jej roli w filmie „Wild”. Dziewczyna po śmierci matki nie może poradzić sobie z tragedią. Nadużywa alkoholu i środków psychogennych, by poradzić sobie ze smutkiem i żalem, wiedzie wątpliwe życie erotyczne z przypadkowymi partnerami. By wyciągnąć się z tej dołka, wyrusza samodzielnie w podróż szlakiem turystycznym wzdłuż Pacyfiku. Przez dni pozostaje sama związana z naturą i może liczyć tylko na siebie. Nie jest do tej wyprawy zbytnio przygotowana, nie ma odpowiedniego sprzętu, nie umie używać butli z gazem, pakuje nie ten prowiant, co trzeba, nie używa swojego instynktu zachowawczego. Podczas podróży próbuje rozliczyć się emocjami i wspomnieniami z dzieciństwa-by odnaleźć siebie. Jej silne relacje z matką i jej sposobem życia bulgoczą pod powierzchnią żalu i nieporadności. Reese Whiterspoon stara się z wszystkich sił urozmaicić swoją postać, ale nie da się uciec od wrażenia, że jest to kolejna opowieść o kobiecie upadłej, zagubionej, której emocje opanowują i paraliżują jej działania. Jej dysfunkcyjna i niepełna rodzina nadaje tragedii i negatywnego wydźwięku filmowi.

Felicity Jones odmienna rola od powyższych. Niewykorzystany potencjał roli kobiety, która trwa przy własnym mężu niezależnie od okoliczności, choroby i trudności z tym związanych. Kobieta, która tuż po poznaniu Hawkinga dowiaduje się jego chorobie, decyduje się na ślub. Ta młoda miłość i naiwności z niej wynikająca przez 40 lat trzyma to małżeństwo razem. Podstawowe czynności, jakie musi wykonywać, ubieranie męża, nakarmienie męża, a również opieka nad dziećmi znosi bez zająknięcia. W jej przypadku, słowa: za każdym mężczyzną stoi kobieta nabierają mocy. Felicity Jones, delikatna i wrażliwa studentka sztuk, stanowi przeciwwagę dla Hawkinga, jej empatyczne podejście nie jest ciężarem, ale jest jej siłą. Jones tylko nie wykorzystuje potencjału tej roli. W momencie, kiedy pojawia się okazja do pokazania szeregu skomplikowanych uczuć, ucieka, chowa za plecami męża. Nie ma ani razu jej wątpliwości, a przecież koniec ich związku wisi na włosku. W kilku ujęciach wyrywa się jej chęć poświęcenia swojej dziedzinie. Ta rola ma ogromny potencjał, ale nie jest on wykorzystany, możliwe, że przez samą aktorkę, a może raczej przez produkcję. Kolejny gwóźdź do trumny zwany, stereotypem mówiącym o poświęcaniu swojego życia dla osiągnięć mężczyzny.

Czy te wszystkie stereotypy zmieniają coś w kinie, szczególnie kobiecym i dla kobiet? Te wszystkie role, które w oscarowych filmach są przedstawione, mają swoje mocne strony? Cierpliwość, empatia i siłą z nich wypływająca są cechami, które powinny być pielęgnowane wśród kobiet. Kobiecy nie znaczy słaby czy nieodpowiedzialny, przy nadmiernej maskulinizacji, trzeba pamiętać o kobiecych cechach i trochę mi tego brakuje w tych filmach. Te stereotypy filmowe często przytłaczają swoim ciężarem i spłycają odczytanie filmu. W większości negatywne cechy kobiet są tutaj punktem wyjścia do dalszego poszukiwania własnego kobiecego ja-w przeciwieństwie do mężczyzn- kobiecość w 2014 roku to ciągle przeszłość zazwyczaj toksyczna i niepewna przyszłość. Oby 2015 przyniósł więcej różnorodności i rozwiązań dla kobiecych ról.

Sekretne życie Walter Mitty – Afirmacja życia

Chodzi za mną ta recenzja chyba gdzieś od roku :/ Film znany większości publiczności, był już w kinach, na płycie, telewizja też już odcina kupony od Waltera, ale jest coś w tym filmie, co sprawia, że wracam dość często do niego. Nie przepadam za ponownym oglądaniem filmu po jakimś czasie, chyba że muszę uważniej się przyjrzeć, ten, jednak zapadł mi w pamięć i dla czysto hedonistycznej potrzeby podejmuje się tej recenzji.

***

Walter Mitty, czterdziestoletni kierownik repozytorium pracuje w magazynie Life. Przez ostatnie szesnaście lat współpracował z fotografem Shanem O’Conellem (Sean Penn) poddając obróbce jego zdjęcia. Walter przesiaduje głównie w ciemnym pomieszaniu chowając się przed światem. W swojej kremowej marynarce, czarnych spodniach i białej koszuli jest praktycznie niewidoczny dla reszty świata. Swoje obowiązki wykonuje sumiennie, można powiedzieć, Walter jest odpowiedzialny i spokojny, ale ma jedną przydatną umiejętność potrafi śnić na jawie. Walter zanurza się w świat bohaterskich czynów, ciekawych podróży i odważnych decyzji, kiedy jest ku temu sposobność. Jego życie, gdyby nie przypadek, a raczej ciąg przypadków. Zagubione zdjęcie zmusi Waltera do wyruszenia w podróż jego życia. Kiedy wróci, nie będzie już tym samym człowiekiem.

***

Ben Stiller znany jest szerokiej publiczności raczej z komedii jak „Zoolander”, „Jaja w Tropikach”, „Telemaniak”- filmy, które zdobyły największe zainteresowanie wśród widzów. Jest też bardziej refleksyjna strona tego reżysera, co widać najlepiej po jego debiucie „Orbitowanie bez cukru”. Gorzka satyra na życie absolwentów uniwersytetu, którzy w ówczesnej rzeczywistości nie potrafili odnaleźć własnej ścieżki życia. Pokolenie dzieci powojennego, amerykańskiego boomu, dla których wartości rodziców nie były już aktualne. W tym debiucie można dopatrywać się narodzin postaci Waltera. Ciężar dźwigania szarej rzeczywistości na swoich barkach, pracy, zobowiązań finansowych i opieki rodzicami zbija się z chęciami odmiany własnego losu. Walter wydaje się być kontynuacją tych postaci, tylko że teraz ma już bagaż doświadczeń życiowych i dystans. Ben Stiller jak przystało na aktora komediowego potrafi również zagrać role bardziej dramatyczne i trzeba przyznać, że wychodzi mu to nieźle, szczególnie, kiedy pokazuje neurotyczną twarz Waltera. Nieśmiały, wycofany Walter znosi kolejne trudności z pokorą. Stiller nadaje mu charakteru trafnymi kwestiami i ich prostotą i lekko ironicznym wydźwiękiem np telefoniczna relacja z pracownikiem obsług klienta. Fabuła oparta została na opowiadaniu James’a Thurbera w NYTimesie pod tytułem „Cudowne życie Waltera Mitty”. W 1976 roku była pierwsza ekranizacja tej powieści i jest to film wierny pierwowzorowi literackiemu. Stiller zaczerpnął jedynie wątek „marzeń na jawie” i przerzucił swoją postać we współczesne czasy. Reżyser również wzbogacił scenariusz w nowe wydarzenia, czasem zaskakujące i absurdalne, ale zdecydowanie rozrywkowe. Silną stroną filmu jest również jego warstwa wizualna, operator Stuart Dryburgh znany z filmu „Fortepian”, czy „Malowany Welon” ujmuję Waltera w klamrę szerokich planów, pejzaży i tym samym nadaje filmowi lekkości oraz swobody. Nie da się ukryć, że aktorzy zaproszeni do współpracy nie mają może silnych ról, ale tworzą postacie wiarygodne, oryginalne i zabawne. U boku Stillera występują: Kristin Wiig, Kathryn Hahn, Patton Oswalt. Wszystkim aktorom udało się nadać charakter swoim postaciom. Oswald swoim głosem wyraża sympatię oraz koleżeństwo wobec nieznanego Waltera, Hahn dowcipem swoistą niezgrabność, a Wigg, to spokojna pani z kadr, która tak samo, jak główna postać jest nieporadna. Ciekawym wyborem wydaje się być ścieżka dźwiękowa. Pomimo dobrego dobór utworów z tzw sceny „indie”, to czasami wydaje mi się, że cały charakter muzyczny miał przypodobać się młodszej widowni i jest czasami dla mnie niespójny.

Nie da się ukryć, że Walter to nie arcydzieło, ale Stiller nie miał zamiaru takiego filmu robić. Jego styl konsekwentnie trzyma się postaci, która zderza się z rzeczywistością, czy to w zabawny, czy bardziej tragiczny sposób. Kino dobre, nie rewelacyjne, czasami zwyczajnie dobre, ale w swojej zabawnej lekkiej formule sprawia, że chętnie się to ogląda. Walter Mitty, to zdecydowanie inteligentna historia o współczesnym Kowalskim, który wstaje zza biurka i zmienia swoje życie. Film pełen ciepła, wyrozumiałości i pokory. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych szczególnie za fakt, że nie moralizuje, a jedynie zwraca i przypomina o możliwościach drzemiących w człowieku.

7/10

Boyhood – Dorastanie na ekranie

Wydaje się, że tak prozaiczne wydarzenie, jak dorastanie zostało już przedstawione na ekranie nie raz. W szczególności w filmach dla młodzieży temat ten króluje, odkąd marketingowcy znaleźli w młodości potencjał na sprzedaż produktów i usług. Wcześniej wielkie studia produkcyjne jak Disney uczyniły dzieci i nastolatków swoim odbiorcą dzięki polityce przedłużania dzieciństwa poprzez ograniczanie do utopijnej fabuł. Dzieciństwo, to czas beztroski, pozbawione wpływów przemocy, czas marzeń i zabawy. Nie znaczy to jednak , że na rynku filmowym nie było odmiennych prezentacji dorastania, ale wydaje mi się, że od niedawna gatunek ten przechodzi odrodzenie. Młodzież dorasta, rodzice patrzą z sentymentem na lata młodości. tworzy się nowa widownia zainteresowana tym tematem. Mimo to „Boyhood”, to nie jest zwykły film o życiu rodzinnym. Kręcony przez 11 lat, z czego 39 dni zdjęciowych pokazuje jak zmienia się życie rodziny. Aktorzy dorastają na ekranie, rodzice się starzeją, rodzina zdobywa kolejne doświadczenia życiowe. I nie byłoby niczego szczególnego w tym film, ot o rodzinie i upływie czasu, gdyby reżyser nie zastosował odpowiedniego chwytu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to rodzina jak każda inna ze swoimi problemami, starająca się przetrwać kolejne lata. Ale to, co widać na ekranie, to tylko fasada. Im bardziej zagłębiamy się w fabułę, tym bardziej widać co stoi za wydarzeniami. Ta perspektywa z poziomu dziecka, które mając 10 lat jeszcze nie bardzo wie, o co chodzi w życiu matki, udziela się widzowi. Powoli łączymy kropki, dowiadujemy się szczegółów z życia matki i ojca i powoli rozumiemy, o co chodzi w filmie/życiu. Dodatkowo emocje, w szczególności rodziców zwracają uwagę, końcowa scena, w której Patricia Arquette odsłania swoje myśli i emocje zasłużenie przyniosła jej nominacje do Oscara. Całe swoje życie poświęciła na opiekę nad dziećmi oraz zapewnianie, im bytu sprawia, że czuje pustkę i żal, kiedy one dorastają.

Boyhood, to z pewnością film, który po pierwszej projekcji wydaje się być nudny, przewidywalny. Dopiero po seansie, po kilku dniach dopada człowieka refleksja na temat własnego życia rodzinnego. Zdecydowanie godny polecenia, ale Boyhood, to będzie projekcja,która wymagać będzie od widza wysiłku.Trzeba pozbyć się nawyków widza,który nadmiernie opatrzył się kinem z wyśrubowaną akcją i schematycznymi postaciami.

Testosteron godny Oscara

22 lutego przekonamy się, który mężczyzna odegrał najlepiej swoją rolę,najlepiej wg Akademii Filmowej. Tegoroczny wyścig podzielił się między mężczyzn impotentów, chłopów rasowych – bohaterów narodowych, ofiary losu, chłopa niepełnosprawnego, no i wiek męski, wiek klęski. Lista nominowanych jest krótka i wszystkim znana. Dla niektórych osób nominacje niektórych postaci są przypadkowe i niezasłużone. Możliwe. Jak już się spięli w Stanach i móżdżyli na temat męskiego wzorca w 2014 roku, to i ja sobie pomóżdźę. Dla przypomnienia, kto i za co bije się o złotą patelnię: nominacje za najlepszą rolę męską przypadły w tym roku:

Steve Carell Foxcatcher
Bradley Cooper Sniper
Benedict Cumberbatch Gra tajemnic
Michael Keaton Birdman or (The Unexpected Virtue of Ignorance)
Eddie Redmayne Teoria wszystkiego.

Mężczyzna jako wzór do naśladowania, ostoja spokoju i mądrości w 2014 roku pokazał swoje słabości. To już nie ojciec narodu, farmer, czy kowboy, który niestrudzenie broni swoich wartości. W zeszłym roku mężczyzna, to postać z przeszłością, który walczy ze swoją męską energią, w okolicznościach, które mu nie sprzyjają.

Na pierwszy rzut idzie: kastrat, ten co chciałby być urzeczywistnieniem męskiej siły, a nie jest -Steve Carell, a raczej wcielenie Johna du Ponta. Aktor w filmie Foxchatcher rysuje portret bogacza, kory ma ambicje stworzenia na swoim ranczo warunków dla męskiej reprezentacji olimpijskiej. Sam John du Pont to mało ruchliwy i męski typ, brakuje mu charyzmy antycznego zapaśnika, więc sobie wynajmuje takich, co mają odpowiednio przerośnięta tkankę mięśniową i instynkt walki. Posiadanie ich na własność (w postaci wygód mieszkalnych i możliwości treningu) wyznacza mu rolę przewodnika, ojca nawet. Kreuje się na mentora. Po czasie dopiero widać, że nie bardzo mu, to wychodzi, bo czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Na co dzień z rezerwą i chłodnym umysłem próbuje kierować zapaśnikami. Szybko wychodzi, że o samej technice walki wie mniej niż David Schultz, starszy z braci. Bracia zapaśnicy trenują i żyją właśnie na jego koszt, trenują sami siebie, bo to rodzinna przypadłość przechodząca w genach z brata na młodszego brata. Bierność du Ponta i niezdolność do osiągnięcia sukcesu jest spowodowana relacjami z matką. Kobieta pogardza tym, co fizyczne, ujmuje swojemu synowi umiejętności i pewności siebie. Jego rozbicie między niemożnością zaakceptowania przez matkę powoduje spięcia w psychice i końcową tragedię. Carell wykonuje świetną robotę, niektórzy narzekają, że chowa się za maską charakteryzacji, ale dla mnie pomogła ona mu się zdystansować się do postaci i stworzyć psychopatyczną wersje arystokraty aspirującego do miana lidera. Pomimo wolnego tempa akcji aktor daje wyraz swojej postaci. Choć siły dodaje mu charakteryzacja, to udaje mu się manipulować głosem i wypowiadać kwestie w sposób, który nadaje charakter szaleńca. Postać tragiczna w swojej męskiej niezdolności do wykrzesania z siebie prawdziwej siły mięśni.

Druga postać to zupełne przeciwieństwo Carella, Bradley Cooper wciela się w kwintesencje amerykańskiej męskiej energii, jaką jest mieszkaniec Texasu- Sniper„. Chłop wychowany w prostych zasadach, używający prostych środków i posługujących się prostym kodeksem moralnym. Z braku poczucia życiowej misji zaciąga się do armii amerykańskiej, by służyć swojemu krajowi. Dzięki bystremu oku szybko staje się legendą w wojskowych szeregach. Jego prostolinijność nie pozwala zmącić mu swojego umysłu. Strzelając do muzułmanów jak do kaczek, nie ma wyrzutów sumienia, nie zadaje pytań, robi to, co powinien. To nie na terytorium wroga odnajduje zagrożenie, to raczej w swoim kraju musi oglądać się przez ramię. Ciężar bohatera narodowego i tych, którzy nie potrafią podołać archetypowi, zbiera żniwa. Mam wątpliwości, czy Bradley tworzy postać godną Oscara. Nie widać po jego grze głębi przeżytych doświadczeń. Gdyby nie dwie sceny, jedna w barze, druga u psychologa, gdzie pojawiają się przesłanki o traumie wojennej, to nie miałabym wątpliwości. Mój filmoznawczy instynkt podpowiada mi, że ten film w swoim wydźwięku jest prosty zbyt prosty i  postać Coopera nie zaprzecza temu.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Benedict Cumberbatch, przedstawia kolejny męski wzorzec, który tym razem pada ofiarą systemu. W Grze tajemnic genialny matematyk, którego moce przerobowe są większe niż całego nazistowskiego narodu, próbuje złamać szyfr niemieckiej Enigmy. Alan Turing to osoba nie do końca odnajdująca się w relacjach międzyludzkich ze względu na swoją oschłość, pompatyczność i niezależność. Każdego dnia próbuje ukryć własną tajemnicę, swój homoseksualizm. Cumberbatch bez wątpienia zasługuje na nominację do Oscara, ale nie za ten film. Turing jest zwyczajnie, już schematycznie arogancki, niepotrzebnie stylizowany na bohatera amerykańskich filmów akcji. Jego gesty, sposób wypowiadania się, kwestie, spłaszczają głębię tajemnicy, jaką skrywa, nie przekonują. Nie jest społecznie dziwny (co pewnie wypływało z jego homoseksualizmu i braku powszechnej akceptacji jego preferencji), jest, po prostu nudny. Prywatna historia Turinga jest sprowadzona do parteru. Nie ma w nim życia, jest tylko matematyka i maszyna. I może aktor chciał schować swoje emocja za zasłoną ciągów liczb i mechanizacji, ale mnie ta rola nie przekonuje.

Kiedy Turing atakuje siebie i swoje życie, drugi naukowiec stara się przetrwać za wszelką cenę. Steven Hawking, czyli genialny mózg w Teorii wszystkiego”. Umysł, który działa niezależnie od fizyczności, umysł, który nie pozostaje w zależności z ciałem. Mężczyzna, dla którego najwyższą wartością jest jego mózg i potencjał w nim drzemiący, staje się metaforą chęci życia. Trudna do zagrania rola osoby niepełnosprawnej, która wyraża swoje emocje tylko poprzez drobne gesty, ruch brwi, czy ust. Dzięki tym niewielkim skurczom mięśni przesyła bardzo dużo informacji, spojrzenie wraz z symulatorem mowy wiele mówi o charakterze filmowego Hawkinga. Nie wiemy, co sobie postać myśli w tej tragicznej sytuacji, widzimy tylko walkę ciała z przeciwnościami. Kolejne przeszkody codziennego życia zostają pokonywane, schody, jedzenie, podstawowe czynności dla niego są wyzwaniem. Eddie Redmayne ograniczył grę aktorską do szczegółów, podobnie jak Carell, za to ma u mnie ogromny plus. Nie można zapominać, że aktor gra również ciałem. Buduje postać ze zwykłych ruchów ciała, odgarnianie włosów, tiki nerwowe, miny. Takie wygrywanie szczegółów jest o tyle trudne, że trzeba zmienić własny naturalny sposób bycia i w przypadku Hawkinga unieruchomić się, czyli powstrzymać swoje ciało od naturalnego sposobu bycia. I ten młody aktor to potrafi, udało mu się stworzyć wiarygodną postać, w tym przypadku rzeczywistą, równą prawdziwemu Hawkingowi, ale nie odzierając z własnej interpretacji postaci.

Najbardziej dojrzały wydaje się Keaton w Birdmanie„. Mężczyzna doświadczony zarówno w życiu, jak i w grze aktorskiej wraca do łask. Podstarzały aktor, który próbuje odzyskać własną godność i choć na chwilę stać się osobą z przeszłości. Chęć tworzenia, wydaje się silniejsza niż męska odpowiedzialność za własne życie i córki. Finansowe zabezpieczenia na przyszłość zostają spożytkowane na jego marzenia o ulotnej sławie i poklasku. Chłop, który desperacko próbuje walczyć z własnym ja i ego. Często w filmie widać ciężar, jaki niesie za sobą bycie reżyserem, aktorem w teatrze życia. Komediowe zdolności Keatona mieszają się tutaj z osobistą tragedią. Szaleństwo z chęcią kreowania siebie. Zdecydowanie mój kandydat do Oscara za najlepsza rolę męską 2014roku.

Drogie panie w 2014 roku mężczyznom nie było łatwo. W szaleńczym pędzie do większej feminizacji kina (uzasadnionej, żeby nie było), warto nie zapominać o drugiej połówce, bo pomimo dominacji na ekranie, to nadal jest to bogate źródło inspiracji.

 

Whiplash – Porażka matką sukcesu.

Muzyka jak wszelkie dziedziny zawodowe wymaga ciężkiej pracy. Chcąc wzbogacić swój warsztat, znaczną część czasu trzeba przeznaczyć na ćwiczenie gam, szlifowanie tempa gry. Poświęcenie, jakie trzeba złożyć w hołdzie sztuce, często pochłania całe życie. Jednak sama determinacja i praca nie wystarczają, czasami trzeba czuć, że muzyka to całe życie, znaleźć odpowiedniego nauczyciela i nie dać się zmiażdżyć przez jego wielkie ego. Dla Andrew Neimana spotkanie z Terencem Fletcherem to nie tylko lekcja muzyki, ale i życia. Krew, pot i łzy to tylko początek jego drogi jako perkusisty, pod okiem szanowanego maestro będzie musiał udowodnić, że ma talent i charakter.

***

Andrew Neiman (Miles Telller) rozpoczyna naukę gry na perkusji w prestiżowym konserwatorium in Shaffera w Nowym Yorku. Marzenia o zostaniu znanym perkusistą na miarę Budiego Richa dodają konsekwencji jego działań. Pewnego dnia w sali prób spotyka wymagającego nauczyciela i promotora młodych talentów Terence‚a Fletchera (J.K.Simons). Współpraca z nim daje możliwości zaistnienia w świecie muzycznym. Perkusista otrzymuje zaproszenie do jego grupy muzycznej, która składa się z najwybitniejszych uczniów. Ku zaskoczeniu adepta to dopiero początek ciężkiej pracy. Maestro okazuje się tyranem, który nie stroni od przemocy i sieje terror na sali prób. Dwie skrajne męskie siły sprawdzają swoją wytrzymałość psychiczna. Walka między nimi będzie rozgrywała się o ego i spełnianie marzeń. Kto okaże się lepszy? Andrew musi przestać marzyć o byciu jak Buddy Rich i powoli pisać własną historię.

***

Rok temu, dokładnie 16.01.2014 roku „Whiplash” miał swoją premierę na Festiwalu w Sundance w USA. Film startował w kategorii „dramat amerykański”, gdzie wygrał w konkursie głównym i wypełnił salę po brzegi. Krótko po premierze, Sony Pictures Entertainment przejęło prawa do dystrybucji i tak oto film, który rozpoczynał drogę na festiwalu filmów niezależnych, trafił do szerszego obiegu. Whiplash zarobił całościowo 7,572,092 dolarów, podwajając tym samym swój budżet. Na portalu metacritic otrzymał 88 procent na sto, można powiedzieć, że odniósł sukces artystyczny. Większość krytyków z opiniotwórczych codzienników wysoko oceniła poziom filmu, The New Yorker oraz The Guardian skrytykowali w szeregu tekstów, ale nie przeszkodziło to filmowi, bo uzyskał przed oscarowy buzz i zaistniał w kulturze filmowej. Dokładnie w dzień ogłoszenia nominacji do Oscarów Whiplash zatoczył koło od niezależnego festiwalu do mainstreamowej imprezy filmowej. Pięć nominacji do Oscara i to we wszystkich najbardziej poważanych i pożądanych kategoriach. Warto przypomnieć, że film ma na koncie nominacje do Golden Globes , statuetkę dla J.K.Simmonsa oraz Baftę. Takie rzeczy tylko w Stanach. A, że Sudance już się zaczęło stwierdziłam, że najlepszy czas na recenzje. Film właśnie pojawił się w kinach więc można więc zaserwować sobie spontaniczny wypad na seans.

Chazelle zaczerpnął pomysł z własnych doświadczeń. Reżyser w liceum był członkiem bardzo wymagającej grupy jazzowej. Nauczyciel muzyki może nie odpowiada wizerunkowi w filmie, ale jego osobowość stanowiła podstawę do roli J.K.Simmonsa. Ta historia wydaje się nie tylko sprawnie i rozrywkowo zrealizowanym filmem, ale także zadaje pytanie o sztukę i poświęcenie. Jak daleko można się posunąć, by oszlifować talent? Czy rygor i poniżanie nie zabijają talentu, nie każdy jest tak samo odporny i nie każdy potrzebuje motywacji w postaci przemocy.  I jak wpływa walka na nas, kiedy nie można osiągnąć poziomu wyznaczonego przez nauczyciela.

Cały ten jazz, a raczej jego brak.

W filmie muzycznym nie da się uciec od ścieżki dźwiękowej, film od początku trzyma muzyczny poziom. Dwa muzyczne giganty Whiplash, Caravan poprowadzonej pod superwizją dwóch doświadczonych muzycznych kompozytorów nadają charakter. Whiplash, tytułowy utwór nawiązuje do dźwięku bata i utwór nigdy nie jest zagrany w filmie do początku do końca. Za każdym razem ucinany po kilku taktach. Wydaje się, że reżyser chciał pozostawić widza głodnym, by na końcu dać upust muzycznemu napięciu. To udało się, końcowa scena jest imponująca. Chazell nie miał zamiaru zrobić filmu o jazzie, warstwa muzyczna w tym filmie jest tłem dla bohaterów. Tłem, które świetnie ilustruje dynamikę między postaciami. Napięcie budowane przez aktorów podrasowuje synkopowy rytm utworów. Montaż obrazu sprawnie przeskakuje między kolejnymi obrazami Nowego Yorku i sali ćwiczeń. Kamera wraz z montażem świetnie podąża za ich nastrojami, kameralna przestrzeń, dynamiczna muzyka, dwoje postaci w centrum i do tego męskie rozbuchane ego. Atmosfera na scenie zagęszcza się wraz z pędzącą muzyką, nieoczekiwane zachowania bohaterów i ich determinacja dodają filmowi thrillerowej aury. Sam reżyser mówi, że starał się podkręcić efekt napięcia, stosując filmowe tricki znane z różnych gatunków filmowych. W końcowej scenie kamera płynie razem z dźwiękami perkusji.

Nuczyciel-uczeń

Młodość i pewność siebie, otaczająca naiwność sprawiają, że chcę się sięgać po najwyższe laury. Sukces, uznanie to jest to, o czym marzy Andrew. Hołdujący znanym i wpływowym personom, chcę stanąć w jednym szeregu z nimi. Niedoświadczony, nie wie, ile pracy go czeka i że droga na szczyt nie jest usłana różami. Adrew wydaje się zwykłym uczniem sztuki, który na razie marzy o wiecznej sławie. Wszystkie największe sukcesy są jeszcze przed nimi. To podejście wypracowane przez lata ćwiczeń ma pod swój cel. Najlepsza szkoła w kraju, czas na ćwiczenia, zero znajomych, zero życia poza perkusją. Andrew idealizuje swoich mistrzów, mężczyzn z ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Chłopak nie jest lubiany, nie ma znajomych. Dziewczyna, z którą spotyka się, jest jego przeciwieństwem, jej cele są rozmyte, nie skupia się na przyszłości za dużo, trwa w chwili. Ta dziewczyna jest jedynym kobiecym elementem w filmie. Większość kadrów ukazuje relacje męskie ojciec, nauczyciel, koledzy z grupy. Można powiedzieć, że film zdominowany jest przez nie. Niepełna rodzina, matka odeszła, pozostał tylko wzorzec ojca, z którym ma jedynie poprawne relacje. Nic dziwnego, że młodzieniec poszukuje alternatywy. Przez wiele lat był nim Buddy Rich, ale był utopią. Flecher jest namacalnym dowodem na potencjał młodzieńca. Rygorystyczny, obsesyjnie dokładny, swoją postawą i podejściem do muzyki uderza w marzenia Andrew. Chęć zostania wybitnym perkusistom sprawia, że chłopak akceptuje zasadę po trupach do celu. Nie widząc dla siebie zagrożenia. Przekonany, że nauczyciel jest surowy z jakiegoś powodu. Uważa, że tak ogromny rygor pomoże mu spełnić marzenia. Czy to prawda, czy ciężka praca i warsztat musi towarzyszyć poniżenie? Chazelle na koniec filmu stawia pytanie, czy Fletcher to osoba zła?

30 letni reżyser pokazał, że umie kręcić filmy. Zdecydowanie jest to film wart czasu i 23 złotych. Nie dość, że reżyser sprawnie posługuje się warsztatem, to także potrafi opowiedzieć inspirującą historię, która jest artystyczna i rozrywkowa jednocześnie.

To cudowne życie – Opowieść wigilijna dla dorosłych

Kiedy branża filmowa eksploatuje „Opowieść Wigilijną” Dickensa na kolejny film animowany dla dzieci, dorośli poszukują coś co odpowiadałoby ich świątecznym gustom. Niestety, nie maja zbyt dużego  wyboru, co roku te same stacje telewizyjne serwują im te same filmy. Kevin sam w domu, Święta Grizwoldów, To właśnie miłość, wszystko już było. W kinach też nie lepiej, formuła świątecznych filmów opatrzyła się już wszystkim. Warto w takiej chwili sięgnąć po „To cudowne życie”, Franka Capry z 1946, który wydaje się w Polsce mało popularny. Może wynika to z politycznych inklinacji tego filmu oraz lekko propagandowego charakteru a może kulturowo zbyt odstaje. Tak czy siak pomijając tę warstwę jest to sprawnie zrealizowany film, a to przy filmach zeszłej dekady bywa trudne. Tempo filmu oraz poziom akcji często jest mniejszy niż współcześnie, co to może powodować nudę u widza. Akurat Frank Capra potrafił skonstruować film tak by widz wytrwał w skupieniu do końca seansu. Udało mu się osiągnąć taki efekt, po części dzięki dobrej grze aktora; James Stewart zaskakuje swoimi umiejętnościami kreowania postaci, sprawnie przeskakuje pomiędzy emocjami, nadając raz tragicznego charakteru swojej postaci, raz komicznego. Taka polaryzacja skrajnych uczuć daje wrażenie niepewności w jakiej znajduje się główny bohater i walki jego marzeń z rzeczywistością. Śmierć ojca zmusiła Georga do przejęcia rodzinnej firmy wbrew jego woli. Jego  marzenia o budowie wielkich miast spaliły na panewce, niczym ład społeczny i ekonomiczny społeczeństwa amerykańskiego po 1939 roku-Wielkiego Kryzysu. Surowość doświadczeń i ich ciężar sprawia, że widz z łatwością budzi emocje współczucia i sympatii dla głównego bohatera. Twórczość Franka Capry zawsze podejmowała losy zwykłego szarego Kowalskiego, poczciwy stawiający czoła przeciwnościom losu. Ten lekko populistycznym styl połączony z tłem amerykańskiego snu zagwarantował cudownemu życiu status kina kultowego. Dla mnie, ten film jest ciekawostką filmoznawczą i uzupełnia świetnie wiedzę z historii filmu. Dla wszystkich o otwartych umysłach i krytycznym nastawieniu do rzeczywistości to obowiązkowy film.

Daje: 4 gwiazdki na 5

Bożonarodzeniowa, filmowa lista przetrwania

Niezależnie, czy obchodzisz, czy nie, święta Bożego Narodzenia i tak Cię dopadną. Na ulicy, w pracy, w szkole, wszędzie, gdzie tylko możesz się pojawić. I czy chciałbyś, czy nie, lepiej poddać się tej gorączce i dać się porwać świątecznym zakupom :D. Choinki, zapasy, a w szczególności prezenty mogą natchnąć zapyziałego agnostyka czy ateistę. Nie ucieknie się o tego szału na pewno nie przed ekran telewizora. Każdy kanał telewizyjny już dawno zarezerwował listę filmów, które będzie wyświetlał od 24 do 26 grudnia. Najlepiej już teraz zdecydować, co będzie się oglądać, by później nie zaskoczyła Cię sztampa. Ja już mam swoją listę, którą skutecznie realizuje i z wyprzedzeniem szykuję się na święta.

A, więc, zaczynając od najbardziej klasycznej świątecznej produkcji:

Opowieść Wigilijna. Ekranizacja jest w stanie stopić najzimniejsze serce każdego sknery i bogatego starca. Najlepiej rozgrzać się nią w zimowy poranek z kubkiem kawy w ręku, zanim wszyscy się obudzą. Od początku istnienia kinematografii pojawiały się adaptacje ekranowe tej noweli. Łącznie do wyboru mamy około pięćdziesięciu filmów od animacji po dokument. Niezależnie jaka wersja wpadnie wam w ręce, z pewnością nie zawiedziecie się na niej. Warto czasem też sięgnąć po te starsze realizacje, które z łatwością można znaleźć w internecie w domenie publicznej.

Drugim filmem jest: „To cudowne życie” Franka Capry z 1946 roku. Film, który na miano kultowego musiał zapracować, co też stało się dzięki powtórkom telewizyjnym. Opowiada historię Georga Bailly, który w wyniku życiowych niepowodzeń i braku możliwości realizowania swoich marzeń próbuje popełnić samobójstwo. Dowcipny i sympatyczny nastoletni George musi przejąć firmę ojca, potem w wyniku wojny i recesji walczy z kolejnymi przeciwnościami losu. Doprowadzony na skraj wytrzymałości, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia próbuje popełnić samobójstwo. Na szczęście anioł ratuje go w ostatniej chwili i uświadamia mu jak jego życie jest cenne.

Długo wahałam się czy obejrzeć ten film, nie jestem zwolenniczką kina Franka Capry, ale James Stuart skusił mnie swoimi zdolnościami aktorskimi. Zaskakująca jest jego rola w szczególności jej komediowy charakter i to jak balansuje na granicy tragikomiczniejszej. Surowość realizmu postaci na pewno zyskuje wielu widzów, ale dla mnie za dużo jest w tym filmie propagandowego charakteru, ale i tak stanowi ciekawe urozmaicenie filmowej listy. Mimo wszystko film warto obejrzeć. Zwłaszcza dla wzbogacenia swojej historii filmu.

Żeby świątecznej tradycji stało się za dość na pewno zapiszę w notesie godzinę i datę wyświetlania kolejnego tym razem zabawnego filmu: „W krzywym zwierciadle. Witaj, Święty Mikołaju” 1989 roku, z Chevy Chasem. Coroczne oglądanie tego filmu zawsze poprawia nastrój i sprawia, że doceniam swoją rodzinę ze wszystkimi jej przywarami. Tym razem rodzina Grizwoldów urządza świąteczną kolację w domu i zaprasza całą rodzinę. Ta, która nie jest zaproszona sama wprasza się :), by spędzić w tym zgiełku rodzinne chwile.

Trochę nastroju w święta też nie zaszkodzi:”To właśnie miłość” z 2003 roku. Przedstawia sześć opowieści z miłością w tle, cały proces związany z poszukiwaniem miłości, traceniem jej oraz rutyną. Każda z tych opowieści potrafi przekazać coś ważnego dla każdego, dla mnie: miłość jest jedną z tych wartości w życiu, bez, której ciężko się obyć.

I na sam koniec, by odreagować cały ten świąteczny szał: Bad Santa 2003 roku, Bill Bob Thorton wciela się w rolę Świętego Mikołaja, który dorabia na życie wynajmując się jako świąteczna atrakcja w centrum handlowym. Codziennie dzielnie stawia czoła długim kolejkom dzieci i rodziców, skutecznie pomaga mu w tym Johnnie Walker. Nie ukrywa się ze swoim negatywnym podejściem i lekceważeniem swojej pracy. Jego dyletanctwo przekracza zdolności widza do tolerancji. Dalej byłby zapity, gdyby nie przypadkowy chłopiec. Pozostawiony sam sobie nie potrafi zadbać nawet o higienę, jest tak bezradny, że nawet zły Mikołaj nie może odmówić mu pomocy. Jeśli lubisz poziom absurdu sięgający zenitu i bezpośredniego dowcipu z alkoholikiem w tle, to ten film jest dla Ciebie.

Ta lista zawsze pomaga mi przetrwać wariackie świąteczne chwile i spuścić trochę pary ze spotkaniem z rodziną:)
Miłego oglądania i Wesołych Świąt.

Wolny strzelec – Nocne życie ulic LA zapisane na taśmie filmowej

Ameryka to kraj możliwości, wystarczy wziąć los w swoje ręce. Ameryka to także kraj, gdzie bezrobocie frustruje, szczególnie, kiedy uważa się, że ma się coś do zaoferowania, jest się wykształconym i ma się pełno chęci do działania. Brak odzewu i wiary we własne siły może popchnąć do desperackich czynów.

Młody mężczyzna desperacko poszukuje pracy, ale w warunkach recesji ekonomicznej nie jest to łatwe zadanie. Potrzeba zarabiania pieniędzy na własne utrzymanie koliduje z jego możliwościami. Ze względu na trudne warunki Lou Bloom para się wszystkim, co może znaleźć, nie obca jest mu nawet kradzież. Nie można mu odmówić przedsiębiorczości i zaradności; pełen optymizmu znajduje rozwiązanie w każdej sytuacji. O posadę zabiega żarliwie i bez skrupułów wykorzystuje okazje jakie stają na jego drodze. Lou Bloom nie ma złudzeń co do aktualnego stanu ekonomicznego, nie chce darmowej pracy. Nim kieruje amerykański sen o potędze własnej pracy, samoedukacji oraz mocy telewizji. Przypadkiem odnajduje swoje powołanie na ulicach Los Angeles. Uzbrojony w kamerę telewizyjną poszukuje ciekawego materiału do sfilmowania. Szybko uczy się i dostosowuje do nowej, wymagającej sytuacji a dzięki przebojowym materiałom pnie po szczeblach telewizyjnej kariery. Jak daleko posunie się, by ukazać rzeczywistość nocnego życia?

Nightcrawler, to fabularny debiut Dana Gelroya, do tej pory głównie znanego jako scenarzysta filmów „Dziedzictwo Borna”, „Podwójna gra” oraz „The Fall”. Sukces filmowy Nightrcrawler zawdzięcza scenariuszowi; opowieść, dialogi, budowa postaci, a także akcja są tutaj skrojone na miarę bardzo dobrego filmu hollywoodzkiego. Ciekawie wymyślona historia daje mu możliwości reżyserskie, z których nota bene wywiązuje się rewelacyjne. Widać, że późny debiut reżyserski -bo w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, zaowocował doskonałym warsztatem filmowym. Akcja filmu odpowiednio wyskalowana, powoli wciąga widza, rozpędza się i zaskakuje w odpowiednich momentach. Gileroy wymyka się schematowi dzięki małym zmianom kierunków działania i nietypowymi rozwiązaniami akcji. Film nakręcony jest poprawnie, ale niewielkie zmiany czynią go fascynującym. Niby sama historia nie jest wyszukana, ale sposób jej przestawianie plus wyborna obsada czyni go atrakcyjnym.

Kreacja Jaka Gyllenhaala zasługuje na uwagę, tym razem aktor wzniósł się na wyżyny swojego warsztatu i przypomniał widzom jak potrafi grać. Cała postać stoi przed nami jakby z krwi i kości. Wieczny entuzjazm, sposób wypowiadanych kwestii, mowa ciała, a także mimika twarzy są przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Wiele scen ukazujących skrajne zachowania Lou emocjonowała pół kinowej widowni. Wychudzona twarz staje się plastyczna i łatwa w wyrazaniu skrajnych emocji, jego wielkie oczy, przetłuszczone włosy sztuczny uśmiech zadaje pytanie, czy on jest zdrowy na umyśle? Samo wykształcony i opierający swoją wiedzę na informacjach znalezionych w Internecie, ucieleśnia typ selfmademana silnie związanego z etosem amerykańskiego snu. Człowiek z nizin społecznych, dzięki konsekwencji oraz etyce pracy osiąga sukces zawodowy i awansuje w statusie społecznym.

Nocne ulice LA wydają się być wymarzonym miejscem dla Lou Blooma, przemoc; pościgi samochodowe, krwawe wypadki samochodowe cieszą oko jego kamery. Często wydarzenia mające miejsce nocą są brutalne, większość osób zastanowiłaby się dwa razy co nakręcić i jak blisko podejść, ale nie Lou, on ma dryg do tego zajęcia. Wie, co widz chce obejrzeć i jak powinno to wyglądać na ekranie telewizora. Nocne życie w L.A pochłania go całkowicie, chęć uczestniczenia jest tak silna, że Lou powoli zaczyna dostosowywać wydarzenia do odpowiedniej wizji. Wszystko, by zrobić odpowiednie ujęcie. Jego zaradność gwarantuje mu zawsze dobry materiał, naruszając etykę oraz przekraczając granice ludzkiej przyzwoitości. Takie materiały lubi lokalna telewizja., w szczególności Nina Romina( Rene Russo) szefowa produkcji wiadomości. Bezwzględna kobietą, dla której najważniejsze są słupki oglądalności. Przekonana, że najlepiej zaprezentować widzom reportaż przepełniony agresją, szybko odnajduje w Lou swojego zbawcę. Telewizja miejsce, jak mówi Lou wszytsko wygląda prawdziwiej, szczególnie materiał reporterski. W tv nie ma miejsca na prawdę, czy informację relacjonująca wydarzenia, ważne jest efekt końcowy i jak mocny jest materiał.

Zdecydowanie Nightcrawler to zaskoczenie roku 2014, ta niepozorna produkcja, której budżet wyniósł jedynie 8,5 miliona dolarów, zyskała sobie grono widzów, chętnych zapłacić za bilet kinowy. Niewielkim kosztem udało się stworzyć historię, która komentuje wyraźnie współczesny status telewizji i patologicznego charakteru społeczeństwa. W swoim temacie można porównać go do Drive, ale różni go poziom głębia poruszanego tematu. Drive wydaje się przy tym dobrze opakowaną historią posikujące się estetyką lat 80 tych, a Nightcrawler przeraża swoją siłą opowiadania.

Interstellar – Przyszłość zapisana w gwiazdach

Kiedy ojciec musi dokonać wyboru między swoją rodziną a pokusą spełniania własnych ambicji pojawia się konflikt. Co zrobić?  Zostać z rodziną, spełnić swój obowiązek, czy może się podjąć wyzwanie i dokonać pionierskich czynów.

Cooper, były pilot NASA, obecnie farmer wraz z ojcem opiekuje się dwójką dzieci. Katastrofa ekologiczna sprawiają, że przetrwanie na Ziemi staje się powoli niemożliwe. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest poszukiwanie alternatywnego domu dla ludzkości. Cooper przez przypadek zostaje wciągnięty do poszukiwania drugiej Ziemi. Biorąc na siebie odpowiedzialność pozostawia rodzinę i wyrusza na podbój nowych światów. Powrót do domu będzie trudniejszy niż myśli.

Ku zaskoczeniu precyzja konstrukcji filmu ujawniła miałkość warsztatu reżysera, w filmie brakuje najbardziej emocji. Wiele osób zarówno ze świata filmu, jak i widzów, zarzuca Nolanowi brak serca w opowiadanej historii. Sam pomysł, wizualne sztuczki, odpowiednie tempo filmu nie pomogą nieodpracowanej opowieści. Najbardziej banalny jest główny bohater, Cooper niezrealizowany pilot NASA, który życiowy pęd musiał porzucić dla opieki nad dziećmi, sprawia wrażenie osoby zagubionej w rzeczywistości. Zamiast skomplikowanej tragicznej postaci, która musi dokonać trudnych życiowych wyborów, pojawiła się banalna i niedojrzała osoba. Jego relacje z dziecmi demaskują wady i obnażają nieodpowiedzialnosć. Nadmierna fascynacją córką, a całkowita oziębłość w stosunku do syna- bez wytłumaczenia, poddają pod wątpliwość szczerość jego uczuć. Rodzicielska oschłośc zestawiona z przerysowaną dziecięcą fascynacją nauką, zniechęcając widza do utożsamiania się z bohaterem. Cooper jako ojciec jest niedoskonały, również jako pilot popełnia błędy: powierzone zadanie przysłania mu sentymentalizm i sprawia, że jego pragnienie staje się teraz ciężarem, dla niego samego i innych. Niekosnekwencja w jego działaniu, niedojrzałe zachowanie i nieodpowiedzialność dają negatywne wrażenie. Im dalej w fabułę, tym Cooper jest bardziej zagubiony. Nie tyko główny bohater mierzi charakterem, reszta bohaterów filmu wtóruje mu w zachowaniu. Amelia (Anne Hataway), wybitny naukowiec, w obliczu zagrożenia życia podejmuje emocjonalne decyzje. Miłość do narzeczonego i jej transcendentalny charakter jest rozwiązaniem na egzystencjalne problemy załogi i świata. Nolan kobiece postacie zawsze traktował po macoszemu: zazwyczaj oscylowały między famme fatale, a racjonalną przewodniczką –Ariadne, dzięki, której bohater może wydostać się z labiryntu problemów. I tym razem reżyser przedstawił je powierzchownie :Amelia, jak i Murph pomimo swoich stereotypowych kobiecych cech: troska, łagodność i delikatność są w stanie rzucić dorobek życia tylko, by zaspokoić swoje uczucia wobec mężczyzn. Ta jednowymiarowa charakterystyka postaci poddaje pod wątpliwość zdolność reżysera do budowania postaci.

Tych niedociągnięć jest więcej. Na dwa tygodnie przed premierą Interstellara, magazyn Empire zaprezentował listę filmów do obejrzenia. Wśród zaproponowanych pozycji były m.in.: Obcy, Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia, Odyseja Kosmiczna oraz Pierwszy krok w Kosmos. Elementy wszystkich wymienionych filmów pojawiają się w Interstellarze i nie jest to obca praktyka, intertekstualny charakter ma większość współczesnych filmów. Jednakże przy wysokiej innowacyjności reżysera ujęcia rodem z Kosmicznej Odysei, emocjonalny związek rodziców z dziećmi w Kontakcie zwyczajnie rozczarowuje i pozostawia widza z poczuciem niedosytu. Wcześniej naczelny konstruktor Hollywoodu tworzy widzom, ledwie sklejoną opowieść z cudzej kreatywności.

Pojawiają się także zarzuty na temat śmieszności naukowej. Oczywiście, można zarzucić Nolanowi, że jego film często zaprzecza prawom astrofizyki; co też uczynił Tyson na Twitterze. Jednak naukowe wytłumaczenie pewnych zjawisk ma dla filmu sci-fi mniejsze znaczenie. Fantastyka naukowa służy jako forma interpretacji, w której zgodnie z definicją prawa i reguły naukowe stanowią dla tego gatunku filmowego jedynie trampolinę do rozmyślań na temat naszej obecności w Kosmosie. Co więcej Interestellar zawiera wiele błędów na poziomie filmowym. Zderzenie poważnych rozważań astrofizycznych z newagowym spirytualizmem jest nieprzekonujące i wykluczające się nawzajem. Poważny temat okraszony patosem przepleciony z naiwnymi wierzeniami i wypowiedziami bohaterów sprawia, że film ociera się o banał i parodiuje sam siebie.

Wiele z tych niedociągnięć ma  zaskakujące jest spektrum: konstrukcyjne, fabularne, scenariuszowe. Szczególnie u reżysera, który nie raz pokazał swój kunszt. Niestety  jest to film dla ortodoksyjnych zwolenników twórczości Nolana.  Niewiele wnoszący do nurtu science fiction, jest zlepkiem już widzianych  filmów i okraszonych dobrym marketingowym buzzem. Nadmierny patos oraz śmieszność płynąca z ekranu kinowego zwyczajnie nudzi i nie pomogą temu wizualna wirtuozeria.

Zaginiona dziewczyna – Miłość, małżeństwo i morderstwo

Każde małżeństwo ma wzloty i upadki; kompromisy, problemy finansowe mogą odsuwać od siebie małżonków. Nie każdy związek przetrwa próbę czasu, czasami rany zadane podczas kłótni nie chcą się zaleczyć. W takiej sytuacji, każda ze stron ucieka z tonącego statku. Często traci przy tym twarz i sięga po drastyczne rozwiązania.  Nick Dunne i Amy Elliott-Dunne znają ten problem z autopsji.

***

W wyniku recesji ekonomicznej małżeństwo Nicka i Amy musi stawić czoła przeciwnościom losu. Bezrobotny Nick doświadcza powolnej depresji, bez zajęcia nie czuje się już, jak prawdziwy mężczyzna a Amy przestaje widzieć w nim tego, w kim się zakochała. Powoli zaczynają się oddalać od siebie. By ratować małżeństwo, decydują się wyprowadzić na przedmieścia miasta, z którego pochodzi Nick. Tam, mąż zajmuje się rodzinnym biznesem-barem a żona zajmuje się domem. W dzień rocznicy ślubu Amy znika, zostawia tylko wskazówki, które mają pomóc w ustaleniu sprawcy. Nick zostaje pierwszym podejrzanym i dochodzenie się rozpoczyna. Czy leniwy, niezaradny Nick zamordował żonę, by dostać odszkodowanie, czy może padł ofiarą perfidnej intrygi?

***

 

Nowy film Davida Finchera wkradł się cichaczem do kin, bez marketingowego szumu podwoił swój budżet, ciesząc tym samym widzów i producentów. Nie da się ukryć, że Zaginiona dziewczyna to bardzo dobrze zrealizowany hollywoodzki film, skrojony na miarę porządnego thrillera. Zasługa może leżeć w scenariuszy, który został napisany przez: i oparty na książce tej samej autorki, która na liście New York Times’e. Historia małżeństwa, które przezywa kryzys.

Ich początkowa, pozorna kompatybilność szybko obróci się w nienawiść i żal. Ale miłość jest skomplikowana, wymaga kompromisów i czasami okazuje się relacją toksyczną. Jedna strona nie chce opuścić drugiej ze względu na własne, wcześniejsze, negatywne doświadczenia z innymi partnerami. W takiej sytuacji ciężko odnaleźć pozytywne emocje i wytrwać w uczuciu. Nie ułatwiają tego trudne warunki finansowe, które najczęściej przyczyniają się do rozpadu małżeństwa. Problemy te wytłuszczone w książce w filmie nikną, na pierwszy rzut oka film stawia sobie za zadanie stworzenie dobrego thrillera. Czyli to, w czym Fincher jest najlepszy, mroczny klimat i morderstwo. I jest to bardzo dobrze zrealizowany film, głównie rozrywkowy, estetyzowany przez operatora: Jeff Cronenwetha, stałego współpracownika Finchera. Ciemna paleta barw nadała jego ujęciom charakteru odpowiedniej tajemnicy i lekkości. Gra aktorska też zasługuje na uwagę, szczególnie Rosamund Pike, jej uroda i efemeryczna gra ciała połączona z jej posągową osobowością sprawia wrażenie zimnej i zdystansowanej osoby. Wyrachowanie w działaniu i racjonalne i przemyślane planowanie nadają upiorności. Ta mniej popularna aktorka zapewni sobie swoją grą nominację do Oscara. W przeciwieństwie do Bena Aflecka, który wydaje się w tym filmie być po prostu sobą. Co dziwne, jego kreacja nie jest nietrafiona, ten aktor ma coś w sobie, co akceptuje widownia. Trochę zagubiony, trochę nieudolny, ale zawsze sympatyczny i prostolinijny. Pozytywnym zaskoczeniem jest obecność Neila Patrcka Harrisa, znanego głównie z roli Barneya Stinsona w serialu How I met your mother, gdzie grał lowelasa i dandysa zawsze ubranego w garnitur. Serial zyskał wiele na jego kreacji, dobrze, że producenci zdecydowali się, nawiązać z nim współpracę. Tym razem, NPH miał za zadanie stworzyć, postać zakochanego kolegi, którego powierzchowność i maniery odwzorowują poziom kontroli i szaleństwa.

Zaginiona dziewczyna to film fincherowski, jeśli można tak opisać. Stylistyka jego filmów , niezależnie od scenariusza jest zawsze estetycznie zimna, obojętna. Reżyser z dystansu opowiada historię, darzy uwagą jedynie postać detektywa. On, czy ona zawsze jest przedstawiany w pozytywnym świetle. Mądry, zawsze o jeden krok za przestępcą, ale koniec końców górujący nad nim. Powściągliwość u detektywa równa się powściągliwość u reżysera. Często Fincher umieszcza w swoich filmach pary i ukazuje ich dysonans lub nawet rozpad poprzez dynamiczne relacje. Nic u Finchera nie jest oczywiste, za zimną zawoalowana rzeczywistością ukrywa się zawsze świat przemocy i patologii społecznej. Pomaga w tym wieloletnia współpraca z operatorem: i tym razem ten tandem stworzył ciekawe dzieło. Zarówno rozrywkowe, jak i artystyczne. Dla mnie miłe zaskoczenie 2014 roku.

 

4/5

 

Labirynt – W labiryncie emocji

Ta chwila, w której trzeba oprzeć wiarę i nadzieję w innym człowieku, może być wyzwaniem, nawet dla najtwardszego mężczyzny i zagorzałego chrześcijanina.

Keller (Hugh Jackman) i jego rodzina wraz z przyjaciółmi uczestniczą w obchodach Święta Dziękczynienia, w trakcie którego znikają ich córki. Obie rodziny zaczynają nerwowo poszukiwać zaginionych dzieci. Tymczasem detektyw Loki (Jake Gyllenhaal) zostaje wyznaczony do prowadzenia dochodzenia w tej sprawie. Przypadkiem aresztuje młodego mężczyznę (Paul Dano), właściciela RV, lecz jego stan psychiczny uniemożliwia rozwój śledztwa. Bezsilny Keller próbuje na własną rękę odnaleźć córkę, jest zdeterminowany do tego stopnia, że nie lęka się posunąć do napastliwych czynów. Przemoc i agresja nie są mu obce. Jak daleko posunie się, by odnaleźć córkę?

Główny bohater, Keller jest hobbystycznie myśliwym, poluje na zwierzynę z synem w pobliskim lesie, ucząc go tym samym sztuki przetrwania. Tego właśnie nauczył go ojciec i, to chce przekazać przyszłym, rodzinnym pokoleniom. Zdolność do przeżycia sprawia, że jego rodzina ma obiad na stole i poczucie bezpieczeństwa. Keller jest przygotowany na wszystkie warunki; katastrofa ekologiczna, powódź, nic go nie zaskoczy. Jego piwnica wypełniona jest po sam sufit; maski przeciwgazowe, woda, liny , znajduje się tam wszystko, co może przydać się w czasie zagrożenia życia. Nasz bohater to również chrześcijanin, w wierze odnajduje odpowiedzi na trudy codziennego życia. Chrześcijańskie wartości pomagają mu przetrwać i odnaleźć spokój. Rodzina dla niego jest najważniejsza, kiedy, więc córka znika, Keller wpada w szał. Posuwa się do czynów, które są niezgodne z moralnym kodeksem chrześcijanina. Jego własne poszukiwania są również niezgodne z prawem, a poczucie bezsilności popycha na skraj wytrzymałości psychicznej. W przeciwieństwie do ojca, Loki wydaje się zrównoważonym, logicznym detektywem. Jego powolne działanie przynosi skutek, każdy krok jest przemyślany, z daleka obserwuje kolejne wydarzenia i łączy w logiczną całość poszlaki. Tych dwóch bohaterów, w filmie ma największe pole do aktorskiego popisu. Dwie skrajne siły ścierające się w poszczególnych scenach; spokój i agresja, kontrola i emocje. Hugh Jackman daje upust swoim aktorskim umiejętnościom, te wybuchy gniewu, złości przeplatane ze scenami bezsilności i oczekiwania nadają napięcie całej historii. Natomiast Jake Gyllenhal stworzył kreację odmienną, małomówny, konkretny wydawałoby się, że jest tłem dla Jackmana jednak potęga jego kreacji leży w minimalizmie. Na uwagę zasługuje również rola drugoplanowa, męska. Paul Dano właściciel przyczepy kempingowej, choć pojawia się w niewielu scenach, to przykuwa wzrok swoją grą. Ten dwudziestolatek umie wykorzystać swój czas, portret upośledzonego, wycofanego nastolatka przeraża swoją mocą.

Denis Villenueve, reżyser, brawurowo prowadzi opowieść, wszystkie elementy filmu nadają odpowiedni kształt, zapewniając aurę tajemniczości i tragedii. Tempo filmu można opisać jako swobodne, nie ma tu przeładowań akcji. Zaskakujące jest, że film trwa sto pięćdziesiąt minut i utrzymuje widza w niecierpliwości do samego końca. Rzadko zdarza się, że słabość danego filmu okazuje się jego siłą, kiedy mówimy o filmie kryminalnym i thrillerze cały ciężar spoczywa na procesie rozwiązywania zagadki. Odpowiednie tempo i powolne obnażanie tajemnicy gwarantuje widzowi rozrywkę i nie pozwala nudzić się. Labirynt wydaje się, że opanował tę sztukę do perfekcji. Widz wierci się do samego końca, dzięki eskalacji emocji Kellera. Historia i wydarzenia zawarte są na pierwszy rzut oka proste i niewyszukane: zaginięcie dwóch dziewczynek, poszukują ich rodzice. Jak można przedstawić taka historię w ciekawy sposób? Jednak zdolność reżysera oraz jego pomysłowość w prowadzeniu fabuły sprawiły, że film jest doskonale skonstruowany. Swoją siłę zawdzięcza również znanemu operatorowi Rogerowi Deakinsowi. Utrzymanie w palecie zimnych kolorów: niebieski, szarości przeplatane ciepłym, żółtym światłem, wzbogacone o ujęcia w deszcz daje zasadność tajemnicy. Większość scen kręcona była w ograniczonych przestrzeniach, co dało efekt poruszania się po labiryncie. Tytułowy labirynt pojawia się na wielu płaszczyznach: fabularnym- wyjaśnianie zawiłej sprawy można przyrównać do poruszania się po labiryncie: nie wiadomo za którą wskazówką podążyć tak, by dotrzeć do samego środka. Postacie poruszają się po pomieszczeniach: dom Kellera, komisariat; a także rudera rodzinna i w końcu labirynt, to miejsce, z którego muszą wydostać się porwane dzieci; zarówno mentalnie, jak i fizycznie.

Labirynt to film, który jest genialny w swojej prostocie, rozpoczynając od pomysłu, poprzez grę aktorską aż do reżyserii. Rozrywka oraz tragedia stanowi mieszankę wybuchową, przy której widz wierci się z ciekawości.

Godzilla – Antyczny potwór powraca.

Postęp technologiczny oraz ludzka ciekawość sprawiły, że zapomnieliśmy, jaką władzę ma środowisko naturalne. Kiedy zostają złamane prawa ekologii, Matka Natura przywraca ją na swój własny sposób.

***

W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, na atolu Bikini, Amerykanie i Rosjanie przeprowadzają serię wybuchów nuklearnych. Pięćdziesiąt lat później, na Filipinach zostaje odnaleziona wielka skamielina szkieletu z dwoma podejrzanymi kokonami. W międzyczasie w Osace, pracownicy elektrowni nuklearnej odnotowują wstrząsy sejsmiczne z niekreślonego źródła. Antyczny potwór wyrusza na żer.  Ojciec i syn dotknięci tragedią przez kilka lat będą próbowali odnaleźć prawdę. A to,czego dowiedzą się, sprawi, że Świat stanie na skraju katastrofy. Czy uda im się obronić ludzkość?

***

Reżyserem filmu jest Gareth Edgar, który w 2010 roku zaskoczył świat filmu “Strefą X”. Ten niskobudżetowy debiut fabularny zdobył Brytyjczykowi szeroką widownię, zachwycił krytyków i przedstawił reżysera producentom z Hollywood. W Strefie X  poza funkcją reżysera, Edwards był odpowiedzialny za efekty specjalne, które sfinansował z własnej kieszeni. Zdolność wykreowania niezależnego filmu z wizualnym rozmachem, stała się kartą przetargową do Hollywoodu. Zaleta ta jest widoczna w Godzili 2014, sam reżyser w wywiadzie dla Hollywood Reporter powiedział.:

„ludzie byli kreatywni z grafiką komputerową we wczesnych latach 90 tych, ale teraz osiągnęliśmy fazę plateau, gdzie wszystko już zostało zrobione. Więc teraz, mam nadzieję, zobaczymy filmy, które opowiadają dobrą historię, mocne postaci jak również i spektakl filmowy. Miesiąc miodowy już się skończył i teraz liczy się opowiadanie historii, i myślę, że będziemy tworzyć lepsze filmy.”

Godzilla jest prawie idealnym odwzorowaniem ciekawej historii opatrzonej estetycznym obrazem i to właśnie na tych filarach opiera się film. Reżyserowi udało się połączyć dziedzictwo Ishiro Hondy i nadać potworowi współczesny rys. Monstrum posiada słuszne rozmiary: 100 metrów wysokości oraz 55 ton dodają mu siły, oraz zwracają uwagę na jego majestat. Adekwatne gabaryty, kształt ciała tyranozaura, grzebień stegozaura, całe ciało pokryte łuską i obowiązkowo zionie ogniem. Godzilla Anno domini 2014 to nie jest facet w gumowym kostiumie, czy też lalka w ekspozycji poklatkowej. Techniki CGI sprawiły, że potwór porusza się płynnie oraz ma odpowiednią teksturę, co więcej sam ryk potwora przyprawia o dreszcze. Inżynierowie przez sześć miesięcy poddawali eksperymentom dźwięki nagrane za pomocą specjalnego mikrofonu. Poza wyglądem twórcy nie zapomnieli nadać monstrum odpowiedniego charakteru. W Strefie-X reżyser sportretował potwory, zwracając uwagę na ich łagodne usposobienie i zachwycił się ich pięknem. Podobnie potraktował Godzillę, jaszczur kieruje się własnymi przesłankami, poza przerażającą mocą posiada też empatię. To nie jest już agresywny gad, którego rozdrażniliśmy, Godzilla 2014 to potwór, który ewoluował. Teraz znajduje się w wyższym stadium rozwoju, brak koncentracji na atawistycznych potrzebach i jego humanitarny charakter sprawia, że rysuje się znak równości między ludźmi a potworem. Ciężko określić, kto jest kim. Ludzie, ich zbyt pewne poczynania z nauką i ingerencja w środowisko naturalne czy antyczny stwór walczący o swoje terytorium? W filmie zostały umieszczone wątki związane z naruszeniem praw rządzących ekologią. Szczególnie przywoływany jest wątek zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę, a także rozwój technologii jądrowych i związane z tym negatywne konsekwencje dla środowiska naturalnego. Godzila uzyskała odporność na radioaktywne działanie, ponieważ, ludzkość chciała ją unicestwić za wszelką cenę. Niestety pomimo naszych uporczywych działań zaszkodziliśmy sami sobie. I to niepotrzebnie, bo nie dość, że wyhodowaliśmy monstrum, którego sami nie możemy pokonać, to teraz jesteśmy na jego łasce. Na szczęście ten potwór po piętnastu latach jest bardziej rozumny niż my. Katastrofa, która nas czeka, sprawi, że będziemy musieli zmienić zdanie o naszym współtowarzyszu. Aktorzy zostali odpowiednio wybrani i nie przytłaczają swoimi umiejętnościami aktorskimi. Ich popis nie jest wybitny, ale nie zapominajmy, że Godzilla jest głównym bohaterem i to blask reflektorów skierowany jest właśnie na nią. Historia opowiadana jest z kilku punktów widzenia, co pozwala na oddanie ogólnoświatowego zagrożenia. Ten chwyt wydaje się działać na niekorzyść filmu, fabuła bywa momentami rozwleczona i niepotrzebnie wydłużona. Pomimo mielizn akcja jest dobrze prowadzona. Odpowiednia ilość scen przeładowanych akcją przeplatana jest ze scenami o mniejszym dynamizmie, skupiających się na oddaniu katastroficznych skutków i pejzażu apokaliptycznego. Ilość scen walki oraz destrukcji też należy do poprawnych, utrzymuje uwagę widza w ryzach przez cały czas.

Zdecydowanie Godzilla 2014 to film, w którym fani tego potwora znajdą coś dla siebie tak samo, jak osoby niezainteresowane szczególnie tym tematem. Widać, że twórcy podeszli do filmu z chęcią urozmaicenia schematu filmów katastroficznych. Jeżeli oczekujecie powtórki z Godzilli z 1998 roku, to możecie poczuć się rozczarowani. Pomimo niewielkich wad, film wart jest wydania dwudziestu złotych, jest to jeden z filmów w 2014, na który warto wybrać się. Odpowiednia dawka emocji i inteligentnej opowieści gwarantuje satysfakcje.

Oryginalne zdjęcie: galactic.supermarket.

 

Licencja CC Wpis pojawił się również na Omnis Blog:

http://www.omnisblog.pl/antyczny-potwor-powraca

Koneser – Miłość jest jak dzieło sztuki

Miłość jest jak dzieło sztuki: nie posiada granic; nie ogranicza się do płci, zasobności portfela, czy wieku. Miłość jest ponadczasowa, tak jak sztuka, ich wartość pozostaje niezmienna przez lata. Ideał człowieka, jego uroda oraz osobowość łaskoczą. Emocje wyzwalane przez sztukę są zawsze obecne i rzadko można je ignorować. Zachwyt, nienawiść, ale nigdy obojętność. Nie oznacza to, że sztuka, czy miłość mają pozytywny wpływ na nas. Czasami potrafią obudzić demony, dobrze wie o tym Virgil Oldman, bohater nowego filmu Giuseppe Tornatore.

Główny bohater, pięćdziesięcioletni właściciel domu aukcyjnego, Virgil Oldman (Geofrey Rush) otacza swoje życie antykami. Francuskie kredensy z XVI wieku, biurka dębowe w stylu flamandzkim, renesansowe popiersia oraz portrety kobiet wypełniają mu szarą codzienność. Bezdzietny samotnik skupia się jedynie na poszukiwaniu coraz, to nowych dzieł sztuki, by je zdobyć, decyduje się na oszustwa (do wykupienia obrazów werbuje swojego przyjaciela, który w jego imieniu nabywa owe skarby). Vergil przebywa w otoczeniu estetycznych przedmiotów, wyrafinowanych, ale także zimnych i pustych. Jego życie pozbawione jest uczuć, wyrachowanie bierze górę nad emocjami. Jedyny moment, w którym pozwala sobie folgować emocjom, ma miejsce podczas przesiadywania w swoim sekretnym pokoju, wypełnionym portretami kobiet. Ten stan utrzymywałby się nieprzerwanie, gdyby nie telefon od młodej kobiety. Claire Ibetson, dziedziczka dzieł sztuki, pewnego dnia postanawia sprzedać schedę swoich rodziców i zleca staremu Oldmanowi ich ewaluację. Od tej pory życie Virgila zmieni się nie do poznania. Niezrównoważona emocjonalnie, kobieta — zagadka, zanim ujawni swoje intencje, bawi się zainteresowaniem Vergila, rozbudza jego wyobraźnię oraz serce.

Guseppe Tornatore w swoim najnowszym filmie podejmuje temat miłości. Wątek miłości, nadmiernie eksploatowany w amerykańskim kinie gatunków, u Włocha wydaje się wysublimowaną oraz ekscytującą kompozycją emocji. Jego posągowa, zimna postawa wobec innych ludzi powoli zmienia się, kiedy spotyka kobietę. Zafascynowany nią traktuje jak dzieło sztuki. Z należytą uwagą u zabiega, podgląda, a także wpływa na jej charakter. Wydawałoby się, że oboje mają się ku sobie i ich uczucie rozkwitnie. Jednak ich zafascynowanie okazuje się zwykłym oszustwem. Fałszerstwo w filmie pojawia się na wielu poziomach i staje się motywem przewodnim filmu. Fałszywa jest przyjaźń niepełnionego artysty i najemnego kupca Virgila, Billego Whistlera (w tej roli Donald Sutherland), sklep, w którym pracuje inżynier pomagający Virgilowi oraz historia Claire jej imię, oraz majątek. Virgil zafascynowany kobietą, zdaje się nie widzieć gry, w jaką zaczyna grać. Przekonany, że w każdym fałszerstwie zawsze ukryta jest jakaś prawdadaje się zwodzić intrygantom do samego końca.

Reżyser wraz z operatorem serwuje nam wizualna ucztę. Wolne tempo narracji i estetyczne obrazy nadają subtelności i lekkości opowiadanej historii. Autorzy powoli kuszą nas, stopniowo odkrywając fabułę. Konstrukcja tego dramatu wydaje się być poprawna, wszystkie elementy składowe filmu pasują do siebie jak puzzle misternej układanki. Gra aktorska, prowadzenie opowiadania zasługują na najwyższą uwagę. Mimo tych zabiegów, „Koneser” nie jest dziełem wybitnym. Jest to bardzo sprawnie zrealizowana produkcja, w której każda minuta jest wykorzystana. Giuseppe Torrnatore po raz kolejny opiera fabułę filmu na własnej fascynacji kinem. „Cinema Paradiso” oraz „Sprzedawca marzeń” oscylowały również wokół tego tematu, ale w przeciwieństwie do Konesera były one mocno zainscenizowane. Koneser wydaje się być lekkim, wysmakowanym niczym dzieło sztuki filmem, który opowiada o fascynacji starszego mężczyzny tym, co ulotne. Dopiero na samym końcu dowiadujemy się jak fałszywe były wydarzenia – niczym „udawana rzeczywistość” na ekranie kinowym.