Archiwa kategorii: Serial telewizyjny

The Fall – Sezon 2 – Mordercza psychika kobiet

Kryminał dziś to chętnie produkowany format kinowy i telewizyjny. Obecnie rozbudowanie ramówki o ten gatunek zbiera widzów przed telewizorem. Tajemnice, przemoc, pościg za sprawcą dostarczają fikcyjną sensację. I tak, możemy wybierać między klasyką w postaci reemisji ekranizacji Agaty Christie, gdzie tajemnica głównym bohaterem, aż po nowoczesny nordic noir uwikłany w społeczny wątek. Mnogość propozycji w kanałach powala. I choć ten gatunek eksploatowany jest na potęgę, to nadal zaskakującym wydaje się fakt nowatorskiego podejścia do tematu przemocy. Przykładem świeżego spojrzenia na ten problem jest serial „The Fall – „Upadek”

W pierwszym sezonie karty zostały wyłożone na stół. Wiemy od początku, kto jest mordercą. Nie jest to pomyłka, a przemyślany zabieg. Takie obnażenie tajemnicy spowodowane jest chęcią skierowania uwagi widza na sposób dedukcji oraz relacjach między dwoma głównymi postaciami. Drugi sezon skutecznie realizuje tę technikę. Pani inspektor Gibson (Gillian Anderson) kontynuuje poszukiwania mordercy Paula Spectora (Jamie Dornan). Depcze mu po piętach, drąży sprawę. Mężczyzna próbuje zatrzeć za sobą ślady, ucieka z Belfastu i zdobywa nowego sprzymierzeńca w zbrodni. Wszakże nie chcę zostać złapany. Czyżby?

Gillian Anderson i Jamie Dornan to antagoniści. Rozpoczynając od prostego podziału na kobietę i mężczyznę, ściganego i ścigającego, ofiarę i kata. W drugim sezonie widzimy, jak spotykają się, nie fizycznie a mentalnie. Dynamika relacji ich postaci stanowi oś serialu. Psychika ich poddawana jest analizie, a efekt — zakończenie filmu podważa ten powierzchowny dualizm postaci. Mężczyzna — morderca poluje na kobiety w kwiecie wieku. Niezamężne, szukające zabawy, dla których uczucia są zwiewne. Początkowo wchodzi z nimi w relacje, oczarowuje i morduje. Paul Spector to nie współczesny barbarzyńca, to współczesny fascynat kobiet. O zwłoki dba, maluje paznokcie, podziwia kobiecą bieliznę, bawi się zwłokami jak lalkami. Dopiero kiedy pozbawione są siły witanej, wchodzi z nimi w interakcję. Ich bierność możliwa posłuszeństwo. Morderca musi szukać ofiar, koleje kobiety były niezbędne do realizacji obsesji. Spector to psycholog obcujący z człowiekiem, to morderca z rodziną. W drugim sezonie ucieka od niej. Próbuje na własną rękę żyć i mierzyć się ze swoją obsesją. Nadaremnie, pętla na jego szyi zaciska się. Pani inspektor jest cierpliwa i konsekwentna, krok po kroku zbliża się do celu. Narzędzie, jakim posługuje się codziennie w pracy- proces dedukcji gwarantuje jej złapanie mordercy. Proces myślowy pozbawia ją emocjonalnych relacji względem ofiar, sprawców, czyni niezależną. Umysł wiedzie prym nad emocjami nawet w osobistej sferze. Mężczyźni są traktowani przez nią powierzchownie. Nie oczekuje od nich wsparcia czy siły, zazwyczaj oczekuje od nich jedynie fizyczności. Najwięcej czasu poświęca mordercy, jej oręż powoli staje się pułapką. By odnaleźć mordercę, trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze jego osobowość, wiedzieć ramy, w jakich porusza się i przyczynowo-skutkowość jego działania. Skutkiem ubocznym rysu psychologicznego jest poznanie mordercy. Intymność, jaka wynika z przebywania z katem, daje potencjalne zainteresowanie. Mówiąc dosłownie policjantka przebywa sam na sam z myślami o drugiej osobie. I to dzieje się z panią inspektor. Im dalej w las, tym ciemniej. Powoli zaczyna poznawać i rozumieć kata, początkowa pewność zmienia się w ambiwalencję, która w cichym finale obnaża jej emocje-pojawia się pęknięcie na tej porcelanowej fasadzie. Paul Spector chce być odnaleziony, w drugim sezonie nie jest tak skuteczny, jak w pierwszym. Nie jest w stanie sfinalizować morderstw, jego moc słabnie, aż w końcu poddaje się. W bezbronnej sytuacji obnaża się i przyjmuje karę za swoje czyny. Potrzeba uwolnienia od zniewalającej obsesji i odkupienie za winy jest możliwe w obecności pani inspektor. Potrzebuje jej by akt spowiedzi dokonał się.

The Fall – Upadek to serial o współczesnych relacjach damsko męskich. Tutaj mężczyzna zarówno ofiarą i katem. Tutaj relacje damsko męskie oddarte są z egzaltowanych uczuć. Tutaj przemoc miesza się ze zrozumieniem. Dwie przeciwstawiające się siły wchodzą w interakcje. Kobiety mają determinację, konsekwentne obdarte są z bufiastych rękawów i poetyckich światów, stereotypowy pogląd na temat kobiecości tutaj nie ma prawa bytu. Przebywają na co dzień w mrocznym świecie, szukając mężczyzn złamanych przez system i brak rodzicielskich uczuć. Nie oznacza to, że odebrały mężczyznom władze. Ich empatyczny trzon jest „zbawieniem” dla nich. Jeśli przywołamy oczyszczającą funkcję sztuki, a ten film potraktujemy jako projekcje współczesnych relacji damsko męskich, to ukazuje nam się obraz patologiczny. W świecie, gdzie mężczyzna nie umie wchodzić bez przemocy w interakcje z kobietami, to kobiety stają się księciem na białym koniu. Mroczna to wizja, ale wydaje się dobrze komentować wycinek rzeczywistości

Upadek to kino mocne, ale nie zbrodnią, efektami, czy zaskakującymi zwrotami akcji. Upadek to kino ludzkie, obdarte z nadmiernej gestykulacji aktorów, kostiumów czy ripost. Tutaj człowiek i jego demony przeszłości zostają sam na sam przed kamerą.

Reklamy

Sleepy Hollow -Sezon 2- Horror współczesności

Była już książka, był pełnometrażowy film, naturalną konsekwencją filmowej rzeczywistości jest pojawienie się serialu telewizyjnego. Jak wiadomo, amerykańska telewizja lubi pomysły, które już kiedyś zostały zrealizowane, nie ważne jak wiele razy, ważne żeby było ciekawie. I to się udało. Tym razem Fox zaskoczył widzów. Serial „Sleepy Hollow” okazał się propozycją obok, której nie da przejść się obojętnie. Można go uwielbiać lub nienawidzić, wypośrodkowanych emocji nie wzbudza. Pierwszy sezon pomimo braku pozytywnych recenzji znalazł wierną publiczność i dał zielone światło dla kontynuacji.  Jak to możliwe, że pomimo niewielkiego zainteresowania serial nadal jest utrzymywany sztucznie przy życiu? Zasługa leży w temacie i sposobie realizacji. Bazą dla serialu była nowela Washingtona Irvinga „Legenda o sennej kotlinie”, szerzej znana pod nazwą „Sleepy Hollow”, ale nie jest to  wierna  ekranizacja. Twórcy balansują na granicy humory i złego smaku.

Ta mroczna opowieść zyskała na popularności dzięki obchodom Halloween i wpisała się świetnie w legendę amerykańskiej kultury. Dla mnie stanowi przykład amerykańskiego „folkloru”. W książce fabuła koncentruje się na trójkącie miłosnym Ichaboda Crane’a nauczyciela miejskiego, Abraham „Wielkoluda” Van Brunt oraz Katriny van Tassel, 18 letniej córki bogatego farmera. Akcja rozgrywa się w 1790 roku w miasteczku Senna Kotlina – Sleepy Hollow. Mężczyźni konkurują o względy dziewczyny, w których zwycięzcą okazuje się osiłek Abraham. Ichabod w drodze powrotnej spotyka jeźdźca bez głowy i znika z powierzchni ziemi. Tak w skrócie wygląda fabuła. Sama nowela jest utrzymna w romantycznym klimacie, który nie ucieka od inspiracji brytyjskim gotykiem. Innymi słowy, mrok w tym utworze jest przefiltrowany przez tajemnice oraz  uczucie.

Autorzy serialu historię Sleepy Hollow widzieli inaczej. Wykorzystując elementy horroru zmienili wydarzenia całkowicie. Twórcy nie znają granic, czerpią garściami z Biblii, historii i kultury USA. Bogactwo zapożyczeń i inspiracji wpasowane jest tutaj w akcję. Nie wahają się  zmieszać lub ulepszyć wydarzenia, nadając im oryginalny rys. To nie wszystko: serial jest mieszanką elementów horroru, współczesnej komedii i serialu kostiumowego. Romantyczny klimat filmu pełnometrażowego tutaj nie istnieje. Atmosfera burzy i naporu przegnana została przez zombi. Skutecznie twórcy okrasili go dowcipem,  można powiedzieć, że blisko mu do  mrocznego stylu kina Tima Burtona, ale pozbawiony został „baśniowego charakteru”. Serial posiada  dozę autoparodii,  dystansu do tematu i formy jaką podejmuje. To chyba jest największą siłą serialu. Postacie pomimo często drewnianej postawy i dialogów, mają poczucie humoru. Jest strasznie, ale i śmiesznie.

Elementów wspólnych z pierwowzorem próżno szukać na ekranie. W odróżnieniu od książki w serialu Ichabod, żołnierz korony brytyjskiej poznaje i zakochuje się w Katarinie van Tassel, córce, która jest czarownicą.  Ich miłość nawiedza przyjaciel Crana – który przechodzi na ciemną stronę mocy – okazuje się być jeźdźcem bez głowy.  I teraz zaczyna się cała zabawa: Ichabod Crane poplecznik Abrahama Lincolna walczy z  Wielkoludem sługusem Moloka,  obydwoje giną na polu wali, ich krew łączy się. Po 250 latach bezgłowy jeździec zostaje wskrzeszony, a z nim brat z jego krwi-Crane.   Bohaterowie przenoszą się w czasy współczesne. Crane spotyka policjantkę- Afroamerykankę , która staje się jego towarzyszem broni. Razem próbują rozwikłać dziwne wydarzenia w miasteczku. Niewyjaśnione morderstwa, satanistyczne znaki oraz siły nadprzyrodzone sieją zamęt . Tutaj Beniamin Franklin- mason- tworzy własnego Frankensteina, żołnierza mogącego poskromić bezgłowego jeźdźca. W szpitalu psychiatrycznym grasuje oszalała matka, która zna odpowiedź na najtrudniejsze pytania. Czarownica to podwójny agent, który dybie na swojego ukochanego.

Atrakcyjności dodaje tempo opowiadanej historii, jest tajemnica, jest, akcja jak i stosowne napięcie. Fani legend miejskich będą uradowani. W filmie roi się od intertekstualnych nawiązań, przemieszania gatunków oraz parodii i pastiszu. Poziom połączenia wszystkich elementów serialu zaskakuje. Pozytywnie zaskakuje, brakuje tutaj tylko gadającego węża, karła no i  bo elementy wschodu są.

Zdecydowanie serial dla tych wszystkich widzów, którzy lubią rozwiązywanie zagadek, horrory i czary. Dystans do filmu i poczucie humoru wymagane, inaczej może znudzić i oburzyć!

 

6/10

Prawdziwa historia rodu Borgiów – Czyli rzecz o byciu Cezarem- Gościnny tekst Aleksandry Olszewskiej

Ostatnimi czasy mogliśmy oglądać w telewizji serial o rodzinie Borgiów. Cieszy fakt, że kinematografia europejska sięga po tematy i rodziny związane bezpośrednio z jej własną historią i tradycją. Jednak nie był to jedyny serial opowiadający dzieje tej katalońskiej rodziny. Mniej więcej w podobnym czasie szła wersja amerykańska z Jeremy’m Irons’em jako Aleksandrem VI. Niestety, nie dorównuje ona jakości produkcji europejskiej. I nie jest to kwestia optyki historycznej, przedstawienia faktów, ale podejścia do tematu. Nie ujmując nic aktorom zza oceanu, jednak znacząca większość z nich nie sprawdza się w produkcjach o tematyce stricte związanych z historią Europy. I nie chodzi tu o brak talentu czy brak umiejętności aktorskich, ale bardziej prozaiczną cechę jaką jest fizjonomia twarzy. W amerykańskich filmach zwłaszcza w tych o tematyce królewskiej wszyscy aktorzy są do siebie podobni. Są identycznie piękni, wysocy, smukli, mają taki sam odcień karnacji skóry, mają te same śnieżnobiałe zęby, te same długie i lśniące włosy, te same pociągłe twarze W efekcie aktorzy niczym się od siebie nie różnią. I często zdarza się, że mimo ciekawej treści, film, pod względem obrazu, jest po prostu monotonny.

W europejskich produkcjach panuje o wiele większa różnorodność, zwłaszcza w przypadku Prawdziwej historii rodu Borgiów. Albowiem znacząca większość aktorów grających w tym serialu pochodzi z różnych państw Europy (oprócz roli Aleksandra VI, którego gra Amerykanin John Doman). W efekcie powstał niezwykły serial o równie niezwykłej rodzinie. Za wersję europejską wyprodukowaną w koprodukcji przez Canal + odpowiedzialny był Tom Fontana. To on tchnął w historię rodziny Borgiów ducha epoki i to coś, co zapada głęboko w pamięć. Resztę zrobili aktorzy, kostiumy, zdjęcia, muzyka. W jego opowieści wszystko jest głębsze, bardziej intensywne, ciemniejsze, mroczne i przerażająco okrutne: odczucia, pożądanie, pasja życia i śmierci, sceny tortur. To nie jest renesans jaki znamy ze szkół, ale samo życie z nieubłaganą Koniecznością, które wynosi do góry tych, którzy są na to gotowi i miażdży tych, których na to nie stać. Tutaj każda scena wbija w fotel. Sceny tortur przerażają swoim naturalizmem i okrucieństwem, zaś kolejne ujęcia odbywającego się w 1492 roku konklawe rozbijają w pył wyobrażenia na temat tego, jak w istocie przebiega wybór nowego papieża. Szokująca jest prawda, która kryje się za stwierdzeniem: habemus papam!

            Prawdziwa historia rodu Borgiów (ang. Borgia) to coś więcej niż kolejna historia rodziny królewskiej i coś więcej niż kolejny serial kostiumowy. To historia rodziny papieża Aleksandra VI i jego najbliższych. Intrygi, bezkompromisowa walka o władzę, miłość, zazdrość, religia, wojna – to zaledwie skąpy wycinek krajobrazu w jakim przyszło im żyć. Historia tej rodziny rozpoczyna się w 1492 roku wraz ze śmiercią papieża Innocentego VIII i przypada na czas renesansu włoskiego. Mówiąc renesans włoski w naturalny sposób przychodzą na myśl takie pojęcia i nazwiska jak: Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Machiavelli, rozkwit sztuk, malarstwo, rzeźba, klasycyzm, humanizm. Wszystkie te pojęcia, o których uczyliśmy się w szkole, na studiach. I wszystko się zgadza, poza tym, że się nic nie zgadza. Albowiem Borgia przedstawia renesans włoski z zupełnie innej strony. Oczywiście, kolejne odcinki wprowadzają na scenę znane nam pojęcia i nazwiska, ale równocześnie obok nich wprowadzają zupełnie inne, przeciwstawne im. Pojawiają się gwałty, morze krwi, wojny, masakry ludności, grabież, poćwiartowane ciała, walka o władzę. Te dwie strony: jasna i ciemna stanowią stały motyw tego serialu. Żadna postać, żadne wydarzenie, które zaistniało w czasie panowania rodziny Borgiów nie jest wolne od tej ambiwalencji kolorystycznej. Dzięki temu trudno o jednoznaczną ocenę, a wszyscy bohaterowie pojawiający się w serialu są równie daleko od dobra, jak i od zła. Taką dwuznaczną postacią jest również Cesare Borgia.

Historia powszechna niechętnie o nim mówi, a jeśli już wspomina jego osobę, to głównie w kontekście negatywnym. Przedstawia się go jako tyrana, wyrachowanego władcę i mordercę. Nieliczni wiedzą kim był, co chciał osiągnąć, do jakiego celu dążył. Za życia krążyły o nim legendy. Mówiło się o nim, że miał oblicze Chrystusa i oczy szatana. Portrety Cesare, które przetrwały do naszych czasów niewiele mówią o jego charakterze. Na szczęście serial wypełnia tę lukę i przedstawia Cesare w pełnym świetle jego charakteru. W rolę tej arcyciekawej postaci wcielił się Mark Ryder. To pierwsza jego tak znacząca rola i śmiem twierdzić, że nie ostatnia. Młody wiek tego aktora idealnie współgra z postacią, którą gra. Dzięki niemu Cesare zyskał wymiar cielesny i duchowy.

A jaki był Cesare? W pierwszym sezonie to zaledwie syn i brat. Stłamszony przez dominującego ojca i faworyzowanego przezeń brata Juana (Stanley Weber). Nie jest nawet cieniem własnej postaci, aczkolwiek pojawiają się pewne zalążki jego przyszłej wielkości. Z trudem znosi sprzeciw, bywa porywczy, gniewny i mściwy. Nie zapomina krzywd i upokorzeń. Kocha swoją rodzinę i zrobi wszystko, aby zasłużyć na miłość i szacunek Ojca. Jest jeszcze wierzący, gotów poświęcić własnego synka dla wyższych celów. Na początku pontyfikatu swego ojca jest posłuszny jego woli. Zmuszony do bycia kardynałem dusi się, próbując nagiąć swoją prawdziwą naturę. Niepewny co do swej przyszłości, szuka swego miejsca w świecie.

Drugi sezon to kolejne wcielenia. Po śmierci Juana Cesare Borgia rozwija skrzydła. Za zgodą Ojca zrzuca kardynalski kapelusz i zaczyna oddychać. Zostaje żołnierzem. Rozgrywa bitwy, odnosi pierwsze zwycięstwa. Staje na czele armii papieskiej, ma posłuch u żołnierzy. We Francji szkoli armię króla Ludwika Orleańskiego (Joseph Beattie). Objawia się jego talent wojskowy i polityczny. Jest świetnym strategiem i politykiem. We Francji poznaje także swoją przyszłą żonę. Poznajemy go w roli kochanka, męża. W Rzymie dalej jest synem, kochającym i wspierającym bratem, szwagrem, ale także oddanym przyjacielem. Jednak coraz bardziej uwydatnia się jego żądza panowania i żelazna wola. Powoli, acz nieubłaganie wyzwala się z więzów, które do tej pory go krępowały. W tym wszystkim jest także admiratorem sztuki, chce zbudować miasto, które byłoby oazą dla sztuki i nauki. Jednocześnie zaś odrzuca religię i przestaje wierzyć w Boga. Celem jego wiary powoli staje się on sam. Dojrzewa do swojej życiowej roli jaką jest „bycie Cezarem”.

Trzeci sezon to Cesare w pełnym blasku. Odrzuciwszy wszystkie krępujące go więzy przyjmuje na siebie swoją życiową rolę. Jego postać w wojskowej zbroi lśni i onieśmiela. Dąży do zjednoczenia Włoch i temu celowi podporządkowuje wszystkie działania. Wraz z Leonardo da Vinci (Paul Rhys) opracowuje strategie podboju kolejnych włoskich księstw. W przypadku oporu nie cofa się przed masakrą. Nie przebiera w środkach, by osiągnąć swój cel. Swoich wrogów eliminuje z artystyczną wręcz fantazją i dezynwolturą. Ze skór zabitych przez siebie wrogów tworzy spodnie. Aktorom, którzy wyśmiewają się z jego działań, wyrywa serca. Dla przeciwników i zdrajców nie ma litości. Jako władca jest hojny i dobroduszny. Z przenikliwością godną geniusza prowadzi pertraktacje polityczne. Jego umysł pracuje jasno i niezawodnie. Sława jego imienia jest tak wielka, że dociera do miast na długo przed jego przybyciem. Niestety, ta jaśniejąca gwiazda gaśnie bardzo szybko. Schwytany podstępem, nawet w niewoli nie traci hartu ducha. Będąc więźniem w hiszpańskiej twierdzy w La Manchy nie traci poczucia humoru, snuje plany uwolnienia i powrotu do Rzymu. Nie zrealizowawszy marzenia o zjednoczeniu Włoch, Cesare Borgia umiera samotnie na polu walki w wieku 32 lat.

Na tym jednak nie kończy się historia Borgiów. Po obejrzeniu serialu trudno odróżnić osobę Marka Rydera od osoby Cesare Borgii. Ta postać stapia się i ewoluuje wraz z nim. Mark Ryder mężnieje z sezonu na sezon uwydatniając najlepsze i najgorsze cechy swojego Borgii. Irlandzki aktor dał Cesare Borgii swoje ciało, swoje emocje i swoją krew. Jego twarz jest niezwykle plastyczna. Dzięki niej wydobywa całą paletę emocji, uczuć, namiętności, pasji jakimi żył Cesare. Jego niebieskie oczy patrzące z ekranu przeszywają niczym strzała. Cesare Borgia w jego wykonaniu to prawdziwy majstersztyk. Oglądając go na ekranie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie wyglądał i postępował prawdziwy Cesare Borgia. Ryder dzięki swej grze stworzył charakter człowieka z krwi i kości, o którym trudno zapomnieć i jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić. Potępić czy chwalić? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno jest to łatwiejsze w przypadku aktora, który odtwarzał jego postać, gdyż wywiązał się ze swojego zadania znakomicie.

Czy da się odpowiedzieć na pytanie: jaki był Cesare Borgia? Niech za odpowiedź służą słowa wypowiedziane przez innego geniusza tamtej epoki Leonardo da Vinci, które padły w rozmowie z Niccolo Machiavellim (Thibaut Evrard):

„Cesare jest niezwykle bystry. Wykazuje rzadko spotykaną inteligencję. A przy tym jest hojny. Finansuje moje doświadczenia. Kupuje wszystkie księgi, narzędzia, których potrzebuję. Przebywać z nim to wielka przyjemność. Nie ma żadnych uprzedzeń w sprawie apetytów cielesnych. Fascynują go ludzie wyjątkowi. Mamy podobne poglądy na życie, sztukę, politykę, miernotę i ponurych kanclerzy. Uczyni wszystko, by zniszczyć wroga i wesprzeć przyjaciela.”

Nawet jeśli te słowa nie padły w rzeczywistości i są tworem twórcy serialu, warto pamiętać, że Cesare Borgia to nie tylko postać, ale przede wszystkim Człowiek. Człowiek wpisany w nieśmiertelny cykl życia, a Prawdziwa Historia rodu Borgiów to nie opowieść o zwykłej rodzinie, ale opowieść o rodzinie, która zmieniła bieg Historii. 363 lata po śmierci Cesare ziściło się marzenie Borgiów. Italia została zjednoczona.

Nieopowiedziana historia Stanów Zjednoczonych Ameryki – Prawda ekranu

Nazwisko Olivera Stone kojarzy się głównie z filmami, które podejmują krytykę polityki Stanów Zjednoczonych. Już po samych tytułach widać krąg zainteresowań reżysera: wojna w Wietnamie, „Pluton”, „Urodzony Czwartego Lipca”, późniejszego politycznego profilu prezydenckiego „JFK”, „Nixon”, a także społeczeństwa amerykańskiego i fascynacji przemocą: „Urodzeni mordercy”, finansowym zapleczem i władzą : „Wall Street” , „Wall Street i forsa nie śpi”. Dotychczasowe spojrzenie na te wydarzenia historyczno-socjologiczno-polityczne zaskarbiły mu wierną publiczność i status wnikliwego krytyka. „Nieopowiedziana historia Stanów Zjednoczonych Ameryki” autorstwa Olivera Stone’a wydawałaby się gratka nie tylko dla miłośników historii, ale wszystkich widzów w najmniejszym stopniu zainteresowanych historią. Chwytliwy tytuł może sprawiać wrażenie, że wnosi do interpretacji historii i edukacji dużo nowych i do tej pory nieznanych faktów. Niestety, oznaczony jako dokument powinien zostać wzięty w nawias, ponieważ jest wiele elementów czysto filmowych, które wpływają na jego odbiór.

Ostatnie dwadzieścia lat historii Stanów Zjednoczonych poddawane są ciągłej krytyce w mediach, wojna w Iraku, kryzys gospodarczy, dalszy rozwój tego państwa itp. Nie da się zignorować faktu, że USA staje przed poważnymi wyzwaniami redefiniującymi kierunek działania i rozwoju. Krytyka uzasadniona, aczkolwiek, nowe spojrzenie na wydarzenia i przypomnienie faktów może podnieść ciśnienie krwi niejednemu skrajnie liberalnemu widzowi. Na samym początku pierwszego odcinka autor przypomina słowa Napoleona: „historia to sterta kłamstw, na którą zgodziliśmy się” i choć sam nie zgadza się z tym powiedzeniem, to jego serial mógłby być odebrany jako chęć naprostowania faktów i pokazania ich w nowym świetle. Celem serialu miał być bardziej świadomy, krytyczny wgląd w historię świata, co, moim zdaniem udało się twórcom, szkoda, że z efektem lekkiego historycznego (socjalistycznego) zniesmaczenia.

Serial został wyprodukowany przez stację Showtime składa się z 10 odcinków i stworzony został przez w/w reżysera oraz profesora historii Petera Kuznicka. Autorzy podejmują temat historii Stanów Zjednoczonych Ameryki po latach 1939 roku oraz jej wpływu na status quo powojennych lat i relacje z innymi państwami. Pierwszy odcinek rozpoczyna się od rządów Roosevelta i czasów II Wojny Światowej. Sam program „New Deal” nie jest szczegółowo przedstawiony, twórcy skupili się raczej na przeciwstawieniu działań Henriego. A Wallece’a.- początkowo Sekretarza Stanu w administracji Roosevelta, a potem Minister Rolnictwa- innym politykom. Wallece przedstawiony  jako człowiek progresywny, działający w duchu amerykańskiej przedsiębiorczości mógłby wydawać się dobrym kandydatem, który zastąpić ma Roosevelta. Niestety, jego kandydatura została pogrążona. Widząc zagrożenie ze strony Wallece’a, członkowie partii demokratycznej zostali przekupieni i w czasie prawyborów opuścili salę, tym samym blokując jego kandydaturę. Wallace został zastąpiony Henry S. Trumanem. Takich ciekawostek i kuluarowych rozgrywek politycznych jest więcej. Poddanie się Japonii bez użycia bomby atomowej, czy zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow jako wynik ignorancji próśb finansowych Rosji w latach 30-stych. Dla polskiego widza fakty i szczegóły amerykańskiej polityki często pozostają nieznane.

W serialu dużo miejsca poświęcone jest krytycznemu tonowi poczynań amerykańskiej władzy, szczególnie jej wpływ najpierw na państwa umieszczone za żelazną kurtyną, a także  współpracy z krajami azjatyckimi i Irakiem. Duża cześć serialu traktuje o relacjach radziecko/rosyjsko- amerykańskich. Działania USA oraz dyplomacja przeciwstawiane są Związkowi Radzieckiemu i państwom socjalistycznym. Nie da się ukryć ze serial krytykuje zachowanie amerykańskiej polityki zagranicznej i brak dyplomacji, tym samym uzależniając zachowanie stalinowskiej ZSRR od USA.

Nie znajdziemy tutaj gadających głów, większość zdjęć jest archiwalnych, posiłkujących się fragmentami z filmów fabularnych. Jestem przeciwniczką mieszania rodzajów filmowych -fabuła-dokument, szczególnie jeśli film przedstawia wydarzenia historyczne. Bohaterowie serialu, to  mniej popularne postacie z histori, superbohaterowie historii są pomijani.

Serial jest ciekawy, aczkolwiek wątek radziecki często wydaje się być utrzymany w tonie wyjaśniającym. Zdecydowanie polecam, ale tym osobom, które chcą spojrzeć na historię USA i powojennej rzeczywistości z innej strony. Dla tych wszystkich, którzy interesują się historią i potrafią krytycznie spojrzeć na dotychczasowe fakty. Dla mnie, serial jest ciekawy, ale zdecydowanie zachowuje dystans  do tego, co jest w nim zawarte.

House Of Cards – Fetysz politycznej gry

W polskiej telewizji rzadko  zdarza się, by serial wywoływał zachwyt. Zazwyczaj widzowie znużeni są licencjonowanymi produkcjami, brakiem oryginalności oraz jakości. Jak już uda nam się  wyprodukować  dobry serial , to zazwyczaj  nie ma on kontynuacji. Nic dziwnego, że zagraniczne seriale są masowo pożerane.  Lata dynamicznych realizacji, nastawienie na jakość oraz szacunek do widza zachęca wszystkich. 27 lutego rankiem ciśnienie w internecie spadło po tym, jak pojawiły się wszystkie odcinki trzeciego sezonu House of Cards . Rok temu  Variety wypuściło informację, która wykazała, że Polacy są na drugim miejscu w piraceniu HOC. Brak rodzimych produkcji, brak dobrego dostawcy VOD w zderzeniu z coraz większą  audiowizualną świadomością widzów zmusza rodaków do korzystania z nielegalnych źródeł. Poza łatwą dostępnością serialu, za jego popularnością  stoją także inne argumenty. Wydaje mi się, że największa fascynacja tym serialem wypływa z chęci oglądania dobrych historii. Dla mnie jednoznacznym jest, by powstał dobry film, musi mieć dobrą bazę- czyli scenariusz- pomysł, który stoi za całym serialem. I tak jest właśnie w przypadku HOC. Tytuł i kanwa zaczerpnięta z angielskiej noweli telewizyjne urosła już do miana kultu. Serial podejmuje tematykę polityki w jej najgorszym wydaniu.  Kongresmen Frank Underwood wraz z żoną próbują zdobyć za wszelką cenę fotel prezydenta. By osiągnąć cel nie wahają się  sięgnąć po machiawelistyczne środki.  Morderstwa, okłamywanie wyborców, manipulowanie prasą. Jednym określeniem polityka, w ich wydaniu jest „brudna”. Chęć rządzenia i związane z nią  temat stary jak Świat i co gorsza, nadal aktualny. Scenarzysta zna ten świat dość dobrze, sam brał udział w kampanii prezydenckiej stąd pewnie jego przemyślenia na temat działań. Serial starszy koszmarem wyborców, którzy nie mają szans poznać kulis rządzenia. W serialu polityka oderwana jest od swojej pierwotnej roli. Jeden z bardziej znanych cytatów to: „demokracja jest przeceniana”.  Nie ma żadnych świętości.  Obecnie nasępiła zmiana reguł: Rząd zamknął się na obywateli, służy już nie ogółowi, a własnym interesom, często godzi w prawa obywateli i ich swobodę.  Publika w tym filmie nie istnieje, media dokarmiane przez polityków, nie ma już niezależności i swobody komentowania. Media, które stanowią czwartą władze i powinny patrzeć i krytykować establishment zaczynają być pionkiem w grze, który jest wykorzystywany do osiągnięcia celów.  Zależność jest jednostronna, władza ma koneksje wszędzie i nie boi się ich wykorzystywać.  Takie działania są raczej przypisane instynktowi przetrwania niż świadomemu rządzeniu w demokracji. W serialu zaskakujące są zwroty akcji i ciągła niepewność postaw bohaterów, widz choćby starał się domyśleć, przewidzieć kolejne kroki Underwoodów zawsze pozostanie tuż za nim. Tak dobrze poprowadzona zawiła fabuła  rzadko  zdarza się w filmie.  Zaskakujące wydarzenia i dosadność widoczna na ekranie odziera bohaterów z ludzkiej twarzy. Są wyrachowani, zimni, bez skrupułów, tak przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka. Po dokładnym przyjrzeniu się widać jak bardzo ich relacje są toksyczne wręcz psychopatyczne. Postacie zachowują zimną krew niezależnie od okoliczności, całą siłę wkładają w planowanie, powolne realizowanie i knucie przeciwko innym. Każdy ma haka na swojego oponenta, każdy szuka brudów lub tworzy je, by górować nad przeciwnikiem i wyciągnąć asa z rękawa w odpowiedniej sytuacji. Tak wyśrubowana akcja i ciekawy temat  pobudza emocje widzów. Główni bohaterzy zachwycają inteligencją, wyrachowaniem i doświadczeniem. Takie nagromadzenie umiejętności sprawia podziw wśród publiki.  Doniesienia z gazet potwierdzają tylko współczesny rys serialu. Afery polityczne, ekonomiczne tu i tam to, już codzienność. Serial nie tylko jest dobrze zrealizowany, ma również swój społeczny charakter, wypowiedzi polityków na temat serialu mieszają świat przedstawiony  z rzeczywistością. Rzadko zmuszam znajomych do oglądania filmów, ale to jest wyjątek od reguły. Serial jest audiowizualną lekturą obowiązkową.!

10/10