Archiwa tagu: adaptacja

Sleepy Hollow -Sezon 2- Horror współczesności

Była już książka, był pełnometrażowy film, naturalną konsekwencją filmowej rzeczywistości jest pojawienie się serialu telewizyjnego. Jak wiadomo, amerykańska telewizja lubi pomysły, które już kiedyś zostały zrealizowane, nie ważne jak wiele razy, ważne żeby było ciekawie. I to się udało. Tym razem Fox zaskoczył widzów. Serial „Sleepy Hollow” okazał się propozycją obok, której nie da przejść się obojętnie. Można go uwielbiać lub nienawidzić, wypośrodkowanych emocji nie wzbudza. Pierwszy sezon pomimo braku pozytywnych recenzji znalazł wierną publiczność i dał zielone światło dla kontynuacji.  Jak to możliwe, że pomimo niewielkiego zainteresowania serial nadal jest utrzymywany sztucznie przy życiu? Zasługa leży w temacie i sposobie realizacji. Bazą dla serialu była nowela Washingtona Irvinga „Legenda o sennej kotlinie”, szerzej znana pod nazwą „Sleepy Hollow”, ale nie jest to  wierna  ekranizacja. Twórcy balansują na granicy humory i złego smaku.

Ta mroczna opowieść zyskała na popularności dzięki obchodom Halloween i wpisała się świetnie w legendę amerykańskiej kultury. Dla mnie stanowi przykład amerykańskiego „folkloru”. W książce fabuła koncentruje się na trójkącie miłosnym Ichaboda Crane’a nauczyciela miejskiego, Abraham „Wielkoluda” Van Brunt oraz Katriny van Tassel, 18 letniej córki bogatego farmera. Akcja rozgrywa się w 1790 roku w miasteczku Senna Kotlina – Sleepy Hollow. Mężczyźni konkurują o względy dziewczyny, w których zwycięzcą okazuje się osiłek Abraham. Ichabod w drodze powrotnej spotyka jeźdźca bez głowy i znika z powierzchni ziemi. Tak w skrócie wygląda fabuła. Sama nowela jest utrzymna w romantycznym klimacie, który nie ucieka od inspiracji brytyjskim gotykiem. Innymi słowy, mrok w tym utworze jest przefiltrowany przez tajemnice oraz  uczucie.

Autorzy serialu historię Sleepy Hollow widzieli inaczej. Wykorzystując elementy horroru zmienili wydarzenia całkowicie. Twórcy nie znają granic, czerpią garściami z Biblii, historii i kultury USA. Bogactwo zapożyczeń i inspiracji wpasowane jest tutaj w akcję. Nie wahają się  zmieszać lub ulepszyć wydarzenia, nadając im oryginalny rys. To nie wszystko: serial jest mieszanką elementów horroru, współczesnej komedii i serialu kostiumowego. Romantyczny klimat filmu pełnometrażowego tutaj nie istnieje. Atmosfera burzy i naporu przegnana została przez zombi. Skutecznie twórcy okrasili go dowcipem,  można powiedzieć, że blisko mu do  mrocznego stylu kina Tima Burtona, ale pozbawiony został „baśniowego charakteru”. Serial posiada  dozę autoparodii,  dystansu do tematu i formy jaką podejmuje. To chyba jest największą siłą serialu. Postacie pomimo często drewnianej postawy i dialogów, mają poczucie humoru. Jest strasznie, ale i śmiesznie.

Elementów wspólnych z pierwowzorem próżno szukać na ekranie. W odróżnieniu od książki w serialu Ichabod, żołnierz korony brytyjskiej poznaje i zakochuje się w Katarinie van Tassel, córce, która jest czarownicą.  Ich miłość nawiedza przyjaciel Crana – który przechodzi na ciemną stronę mocy – okazuje się być jeźdźcem bez głowy.  I teraz zaczyna się cała zabawa: Ichabod Crane poplecznik Abrahama Lincolna walczy z  Wielkoludem sługusem Moloka,  obydwoje giną na polu wali, ich krew łączy się. Po 250 latach bezgłowy jeździec zostaje wskrzeszony, a z nim brat z jego krwi-Crane.   Bohaterowie przenoszą się w czasy współczesne. Crane spotyka policjantkę- Afroamerykankę , która staje się jego towarzyszem broni. Razem próbują rozwikłać dziwne wydarzenia w miasteczku. Niewyjaśnione morderstwa, satanistyczne znaki oraz siły nadprzyrodzone sieją zamęt . Tutaj Beniamin Franklin- mason- tworzy własnego Frankensteina, żołnierza mogącego poskromić bezgłowego jeźdźca. W szpitalu psychiatrycznym grasuje oszalała matka, która zna odpowiedź na najtrudniejsze pytania. Czarownica to podwójny agent, który dybie na swojego ukochanego.

Atrakcyjności dodaje tempo opowiadanej historii, jest tajemnica, jest, akcja jak i stosowne napięcie. Fani legend miejskich będą uradowani. W filmie roi się od intertekstualnych nawiązań, przemieszania gatunków oraz parodii i pastiszu. Poziom połączenia wszystkich elementów serialu zaskakuje. Pozytywnie zaskakuje, brakuje tutaj tylko gadającego węża, karła no i  bo elementy wschodu są.

Zdecydowanie serial dla tych wszystkich widzów, którzy lubią rozwiązywanie zagadek, horrory i czary. Dystans do filmu i poczucie humoru wymagane, inaczej może znudzić i oburzyć!

 

6/10

Sekretne życie Walter Mitty – Afirmacja życia

Chodzi za mną ta recenzja chyba gdzieś od roku :/ Film znany większości publiczności, był już w kinach, na płycie, telewizja też już odcina kupony od Waltera, ale jest coś w tym filmie, co sprawia, że wracam dość często do niego. Nie przepadam za ponownym oglądaniem filmu po jakimś czasie, chyba że muszę uważniej się przyjrzeć, ten, jednak zapadł mi w pamięć i dla czysto hedonistycznej potrzeby podejmuje się tej recenzji.

***

Walter Mitty, czterdziestoletni kierownik repozytorium pracuje w magazynie Life. Przez ostatnie szesnaście lat współpracował z fotografem Shanem O’Conellem (Sean Penn) poddając obróbce jego zdjęcia. Walter przesiaduje głównie w ciemnym pomieszaniu chowając się przed światem. W swojej kremowej marynarce, czarnych spodniach i białej koszuli jest praktycznie niewidoczny dla reszty świata. Swoje obowiązki wykonuje sumiennie, można powiedzieć, Walter jest odpowiedzialny i spokojny, ale ma jedną przydatną umiejętność potrafi śnić na jawie. Walter zanurza się w świat bohaterskich czynów, ciekawych podróży i odważnych decyzji, kiedy jest ku temu sposobność. Jego życie, gdyby nie przypadek, a raczej ciąg przypadków. Zagubione zdjęcie zmusi Waltera do wyruszenia w podróż jego życia. Kiedy wróci, nie będzie już tym samym człowiekiem.

***

Ben Stiller znany jest szerokiej publiczności raczej z komedii jak „Zoolander”, „Jaja w Tropikach”, „Telemaniak”- filmy, które zdobyły największe zainteresowanie wśród widzów. Jest też bardziej refleksyjna strona tego reżysera, co widać najlepiej po jego debiucie „Orbitowanie bez cukru”. Gorzka satyra na życie absolwentów uniwersytetu, którzy w ówczesnej rzeczywistości nie potrafili odnaleźć własnej ścieżki życia. Pokolenie dzieci powojennego, amerykańskiego boomu, dla których wartości rodziców nie były już aktualne. W tym debiucie można dopatrywać się narodzin postaci Waltera. Ciężar dźwigania szarej rzeczywistości na swoich barkach, pracy, zobowiązań finansowych i opieki rodzicami zbija się z chęciami odmiany własnego losu. Walter wydaje się być kontynuacją tych postaci, tylko że teraz ma już bagaż doświadczeń życiowych i dystans. Ben Stiller jak przystało na aktora komediowego potrafi również zagrać role bardziej dramatyczne i trzeba przyznać, że wychodzi mu to nieźle, szczególnie, kiedy pokazuje neurotyczną twarz Waltera. Nieśmiały, wycofany Walter znosi kolejne trudności z pokorą. Stiller nadaje mu charakteru trafnymi kwestiami i ich prostotą i lekko ironicznym wydźwiękiem np telefoniczna relacja z pracownikiem obsług klienta. Fabuła oparta została na opowiadaniu James’a Thurbera w NYTimesie pod tytułem „Cudowne życie Waltera Mitty”. W 1976 roku była pierwsza ekranizacja tej powieści i jest to film wierny pierwowzorowi literackiemu. Stiller zaczerpnął jedynie wątek „marzeń na jawie” i przerzucił swoją postać we współczesne czasy. Reżyser również wzbogacił scenariusz w nowe wydarzenia, czasem zaskakujące i absurdalne, ale zdecydowanie rozrywkowe. Silną stroną filmu jest również jego warstwa wizualna, operator Stuart Dryburgh znany z filmu „Fortepian”, czy „Malowany Welon” ujmuję Waltera w klamrę szerokich planów, pejzaży i tym samym nadaje filmowi lekkości oraz swobody. Nie da się ukryć, że aktorzy zaproszeni do współpracy nie mają może silnych ról, ale tworzą postacie wiarygodne, oryginalne i zabawne. U boku Stillera występują: Kristin Wiig, Kathryn Hahn, Patton Oswalt. Wszystkim aktorom udało się nadać charakter swoim postaciom. Oswald swoim głosem wyraża sympatię oraz koleżeństwo wobec nieznanego Waltera, Hahn dowcipem swoistą niezgrabność, a Wigg, to spokojna pani z kadr, która tak samo, jak główna postać jest nieporadna. Ciekawym wyborem wydaje się być ścieżka dźwiękowa. Pomimo dobrego dobór utworów z tzw sceny „indie”, to czasami wydaje mi się, że cały charakter muzyczny miał przypodobać się młodszej widowni i jest czasami dla mnie niespójny.

Nie da się ukryć, że Walter to nie arcydzieło, ale Stiller nie miał zamiaru takiego filmu robić. Jego styl konsekwentnie trzyma się postaci, która zderza się z rzeczywistością, czy to w zabawny, czy bardziej tragiczny sposób. Kino dobre, nie rewelacyjne, czasami zwyczajnie dobre, ale w swojej zabawnej lekkiej formule sprawia, że chętnie się to ogląda. Walter Mitty, to zdecydowanie inteligentna historia o współczesnym Kowalskim, który wstaje zza biurka i zmienia swoje życie. Film pełen ciepła, wyrozumiałości i pokory. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych szczególnie za fakt, że nie moralizuje, a jedynie zwraca i przypomina o możliwościach drzemiących w człowieku.

7/10