Archiwa tagu: Kobiece role filmowe w 2014 roku

Którą rolę kobiecą odgrywałaś w 2014.

Było już o Panach w 2014 i ich męskich rolach, teraz czas na kobiety. Dużo w prasie zagranicznej mówi się o kobiecych rolach filmowych i jak jest ich więcej, jakie są różnorodne i wiarygodne. Możliwe, wszystkich filmów nie widziałam, ale filmy oscarowe pozostawiają na ten temat wiele do życzenia. Nie da się ukryć, że studia produkcyjne w 2014 nadal preferują stereotypowe role żeńskie i to pewnie szybko się nie zmieni. Mężczyźni w przeciwieństwie do płci pięknej redefiniują swoje dotychczasowe ja, pokazują więcej wrażliwości, kwestionują kulturowe wzorce. Kobiety niestety gdzieś zgubiły się w walce o władzę. Poniżej przedstawiam pięć filmów, pięć różnych spojrzeń na kobiece role, pięć/cztery stereotypów -nie piszę o Marion Cotillard, bo nie ma jeszcze filmu w Polsce.

NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Marion Cotillard w Two Days, One Night
Felicity Jones w The Theory of Everything
Julianne Moore w Still Alice
Rosamund Pike w Gone Girl
Reese Witherspoon w Wild

Moją cichą, prywatną faworytką jest Rosamund Pike i jej rola w „Zaginionej dziewczynie”. Nie dość, że postać jest dobrze skrojona, to jest też najbardziej dojrzała i świadoma swojej roli w życiu małżeńskim. Najwięcej balansuje na stereotypach i najchętniej chciałaby je przełamać, ale mocniej mają one ja we władaniu. Amy Dunne córka znanych pisarzy, uprzywilejowanych finansowo i społecznie, dziewczyna, która stała się pierwowzorem bohaterki opowieść dla dzieci „Cudowna Amy”. W dużym skrócie postać z bajek realizowała to, czego prawdziwa Amy nie mogła i nie potrafiła. Posągowa piękność z poczuciem humoru i dystansem oraz inteligencją znajduje sobie chłopaka z Minnesoty, niezamożny, mało wyrafinowany, wręcz prosty, ale iskrzy. Ich małżeństwo inne od stereotypowych, wielkomiejskie z luzem i skupione na sobie. Ona w pewnym momencie utrzymuje związek, bez pretensji czy żalu. W trudnych chwilach idzie na kompromis, godzi się na wszystkie wymogi sytuacji, szczególnie kiedy wracają do małego miasta rodzinnego. Poświęca się, znosi to, tkwi w małżeństwie, chce dziecka pomimo niesprzyjających warunków finansowych. Wydaje się, że jest aniołem dla swojego męża, nic co robi, nie ma granic. Dosłownie nic, gdzieś w tej małżeńskiej współczesnej sielance znika. Pewnego dnia jej mąż po powrocie zgłasza na policję zaginięcie. Nie dlatego, że nie chcę już trwać przy boku męża, tylko dlatego by się zemścić. Zaplanowana perfekcyjnie zbrodnia wymaga ofiary, w tym przypadku najgorszej, bo z jej życia. Amy, by wrobić swojego męża w morderstwo musi popełnić samobójstwo. To jest daleko posunięta decyzja, zabić siebie, żeby ukarać mężczyznę, którego „kocha”. Nie bez powodów krytycy pisali o postaci Pike, że jest dysfunkcyjna, psychopatyczna. Jej spojrzenie na związek i relacje miedzy ludzkie odbiegają „od normy”. Wychowanie gdzieś zgubiło jej tożsamość, Cudowna Amy robiła to za nią. Pike to także metaforyczna ofiara z kobiety, jak jej emocję pogrążają samą siebie. Kiedy jej plan nie znajduje realizacji, jest to tylko pogorszenie sytuacji, końcowe rozegranie może być gorsze dla niej niż śmierć. Zamiast dokończyć żywota, będzie tkwiła w dysfunkcyjnym małżeństwie pełnym żalu, resentymentu, każdego dnia utrudniając sobie i swojemu mężu życie, bo właśnie tak wygląda małżeństwo. Jej rola, to dla mnie przykład kobiety, która udaje kogoś innego, iż jest tylko po to, by zadowolić męża, rodziców itp. tracąc przy tym zmysły.

Wiele osób trzyma kciuki za Julian Moore i jej rolę w filmie „Nadal Alice”. Nauczycielka akademicka wykładająca lingwistykę na prestiżowym uniwersytecie, matka trójki dzieci, u szczytu kariery dowiaduje się, że rozwija się u niej choroba Alzheimera. Dla kogoś, kto na co dzień zajmuje się problemami językowymi, ta choroba jest ironią losu. Wszystko, na czym opierała swoją siłę, zniknie. Nie będzie mogła już powoływać się na wiedzę, umiejętności czy chociażby zdolność mózgu. Będzie uczyć się zapominać. Ta rola wydawałaby się skrojona na Oscara, ludzka tragedia, której towarzyszą emocje publiczności, „nośny temat” choroby Alzheimera niestety brakuje mi w tej postaci szczerości i emocji samej aktorki. Poza zwątpieniem i strachem Julian Moore niekoniecznie przekazuje więcej. Końcowa scena, kiedy czyta i wykreśla z kartki monolog, jest zbyt dosłowna i cały jej performance wydaje się właśnie zwykłym odczytywaniem scenariusza. Rola Moore wpada w stereotyp kobiety sukcesu, która traci wszystko, na co pracowała życie, nie ma tu poza faktem choroby żadnych innych informacji i emocji.

Mniej surowa jestem dla Reese Whiterspoon i jej roli w filmie „Wild”. Dziewczyna po śmierci matki nie może poradzić sobie z tragedią. Nadużywa alkoholu i środków psychogennych, by poradzić sobie ze smutkiem i żalem, wiedzie wątpliwe życie erotyczne z przypadkowymi partnerami. By wyciągnąć się z tej dołka, wyrusza samodzielnie w podróż szlakiem turystycznym wzdłuż Pacyfiku. Przez dni pozostaje sama związana z naturą i może liczyć tylko na siebie. Nie jest do tej wyprawy zbytnio przygotowana, nie ma odpowiedniego sprzętu, nie umie używać butli z gazem, pakuje nie ten prowiant, co trzeba, nie używa swojego instynktu zachowawczego. Podczas podróży próbuje rozliczyć się emocjami i wspomnieniami z dzieciństwa-by odnaleźć siebie. Jej silne relacje z matką i jej sposobem życia bulgoczą pod powierzchnią żalu i nieporadności. Reese Whiterspoon stara się z wszystkich sił urozmaicić swoją postać, ale nie da się uciec od wrażenia, że jest to kolejna opowieść o kobiecie upadłej, zagubionej, której emocje opanowują i paraliżują jej działania. Jej dysfunkcyjna i niepełna rodzina nadaje tragedii i negatywnego wydźwięku filmowi.

Felicity Jones odmienna rola od powyższych. Niewykorzystany potencjał roli kobiety, która trwa przy własnym mężu niezależnie od okoliczności, choroby i trudności z tym związanych. Kobieta, która tuż po poznaniu Hawkinga dowiaduje się jego chorobie, decyduje się na ślub. Ta młoda miłość i naiwności z niej wynikająca przez 40 lat trzyma to małżeństwo razem. Podstawowe czynności, jakie musi wykonywać, ubieranie męża, nakarmienie męża, a również opieka nad dziećmi znosi bez zająknięcia. W jej przypadku, słowa: za każdym mężczyzną stoi kobieta nabierają mocy. Felicity Jones, delikatna i wrażliwa studentka sztuk, stanowi przeciwwagę dla Hawkinga, jej empatyczne podejście nie jest ciężarem, ale jest jej siłą. Jones tylko nie wykorzystuje potencjału tej roli. W momencie, kiedy pojawia się okazja do pokazania szeregu skomplikowanych uczuć, ucieka, chowa za plecami męża. Nie ma ani razu jej wątpliwości, a przecież koniec ich związku wisi na włosku. W kilku ujęciach wyrywa się jej chęć poświęcenia swojej dziedzinie. Ta rola ma ogromny potencjał, ale nie jest on wykorzystany, możliwe, że przez samą aktorkę, a może raczej przez produkcję. Kolejny gwóźdź do trumny zwany, stereotypem mówiącym o poświęcaniu swojego życia dla osiągnięć mężczyzny.

Czy te wszystkie stereotypy zmieniają coś w kinie, szczególnie kobiecym i dla kobiet? Te wszystkie role, które w oscarowych filmach są przedstawione, mają swoje mocne strony? Cierpliwość, empatia i siłą z nich wypływająca są cechami, które powinny być pielęgnowane wśród kobiet. Kobiecy nie znaczy słaby czy nieodpowiedzialny, przy nadmiernej maskulinizacji, trzeba pamiętać o kobiecych cechach i trochę mi tego brakuje w tych filmach. Te stereotypy filmowe często przytłaczają swoim ciężarem i spłycają odczytanie filmu. W większości negatywne cechy kobiet są tutaj punktem wyjścia do dalszego poszukiwania własnego kobiecego ja-w przeciwieństwie do mężczyzn- kobiecość w 2014 roku to ciągle przeszłość zazwyczaj toksyczna i niepewna przyszłość. Oby 2015 przyniósł więcej różnorodności i rozwiązań dla kobiecych ról.