Archiwa tagu: pastiż

Kingsman: Tajne służby – Kulturalny szpieg

Kingsmana – Tajne służby – brytyjski gentleman wskrzesił pamięć o kinie szpiegowskim, zawładnął kobiecymi sercami i rzucił rękawicę wszystkim męskim bohaterom. Nie ma się co dziwić, Wielka Brytania to dom dla tajnych agentów tych filmowych i literackich. Rozpoczynając od Iana Fleminga i Jamesa Bonda, a kończąc na dziełach filmowych czołowych reżyserów brytyjskich – Alfredzie Hitchcocku oraz Carolu Reedzie. Typ męski z klasą powraca do łask.

Fabuła filmu opowiada o perypetiach tajnych agentów. Gary „EggsyUnwin (Taron Egerton) zostaje zwerbowany do niezależnej organizacji wywiadowczej, ten inteligentny, aczkolwiek niepokorny młodzieniec jest szkolony przez Harrego Harta / Galahada (Colin Firth). W międzyczasie czarnoskóry właściciel koncernu nowych technologii Valentine (Samuel L Jackson) knuje plan zagłady ludzkości.

Reżyserem filmu jest Matthew Vaughn producent i reżyser znany ze współpracy z Guyem Ritche: Przekręt i Porachunki. Na szerokie wody wypłynął po realizacji KickAssa– historii o przeciętnych mieszkańcach, którzy oczyszczają miasto z oprychów. Warto wspomnieć jeszcze reżyserię Gwiezdnego pyłu – filmowa opowieść fantasy oraz X Manów. Jego twórczość chociaż eklektyczna, to traktuje element magiczny we wszystkich ekranizacjach. Pomysł na tradycyjną historię został zaczerpnięty z komiksu „Secret Service” autorstwa Marka Millara i Davea Gibbonsa. Publikacja stworzona nakładem amerykańskiego wydawnictwa Icon Comiks miała stanowić konkurencję dla obecnego modelu szpiega.

W Londynie mieści się podziemna organizacja, w jednej z tysiąca uliczek ma swój zakład męski krawiec, który zna się na szyciu garniturów i werbowaniu najlepszych brytyjskich szpiegów. Tutaj potomkowie okrągłego stołu bronią światowego bezpieczeństwa, tutaj jest miejsce dla kulturalnego tajnego agenta. Według twórców filmu, dobrego szpiega charakteryzują maniery „manners maketh man”, to one czynią z niego „człowieka”. Motto Winchester College według którego, kulturalne zachowanie wyraża szacunek do ludzi i podkreśla kwintesencje człowieczeństwa, sposób, w jaki traktujemy innych różni nas od zwierząt. Dla agenta te słowa to świętość. Kultura osobista nie jest zarezerwowana dla uprzywilejowanych, jak mówi główny bohater: nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach urodziłeś się, gentlemanem się staje. Maniery to broń, nie słabość. Jeśli prośba nie pomaga, złoczyńcy muszą liczyć się z konsekwencjami, ale argument siły wytaczany jest w ostateczności. Brytyjski agent to nie mięczak, czy arystokrata nawołujący do prymatu wyższych sfer. Pracownik jej królewskiej mości, to człowiek skromny i unikający sławy. Zawsze ubrany w dobrze skrojony garnitur, dystyngowany, z klasą. Jak na prawdziwe kino szpiegowskie przystało, nie zabrakło tu atrybutów tego sub gatunku. Twórcy pomyśleli i o tym, by gadżety pomimo epokowego sentymentu naszpikowane były najnowszą technologią. Parasolki, skórzane buty, długopisy i czarne kajety posiadają śmiercionośną siłę. Wszystko to, co prawdziwy gentleman powinien mieć przy sobie podczas ratowania świata.

Atutem tego filmu akcji są sceny walki. Otwierająca scena została zrealizowana z wytycznymi filmów akcji lat 90, sprzężenie muzyki spoza kadru z akcją podnosi skutecznie ciśnienie krwi. Nie można też ująć niczego bójkom. Męski taniec dopieszczony jest w szczegółach, często wykorzystuje slow motion dla podniesienia efektu. Długa choreografia przemocy w kościele mogłaby zostać umieszczona z powodzeniem w każdym filmie Quentina Tarantino. Nie obce jest reżyserowi posiłkowanie się kinem klasy B, a także inspirację stylem w/w Guya Ritchie. Parodia i pastisz to broń reżysera. Brytyjczyk skutecznie wykorzystuje dziedzictwo kraju, który zrodził „Monty Pythona” i chowa twórców, którzy nie wahają się być kontrowersyjni. Dialogi wartkie, dowcipne i wyjątkowo niepoprawne polityczne. Scenarzyści nie oszczędził nikogo, narażają się każdemu, kto przyczynił się w historii świata do nadużywania władzy. Film trwa ponad dwie godziny i wydaje się, że elementy składowe są dobrze zbalansowane. Postacie są zróżnicowane z odpowiednim charakterystycznym usposobieniem dający możliwość utożsamiania się różnym grupom wiekowym. Adept szpiegostwa to inteligentny arogant uwikłany we współczesne problemy społeczne, jak bezrobocie, brak męskiego wzorca, mentor – doświadczony człowiek, który emocje trzyma na wodzy, targany wyrzutami sumienia, złoczyńca to skierowany ku współczesności technologiczny fascynat. Różnorodność i bogactwo motywacji jest na poziomie hollywoodzkim. Gra przychodzi lekko, zabawnie i z odpowiednią dozą dystansu. Widać, że reżyser sięgnął do tego, co znane i lubiane przez widzów.

Z łatwością można powiedzieć, że Kingsman: Tajne służby to rzetelne kino rozrywkowe, czerpiące garściami z kinematografii i kultury Wielkiej Brytanii. Dopracowany warsztat oraz ekspansywność filmu gwarantują satysfakcję nie jednemu widzowi. Tutaj dowcipne dialogi mieszają się z akcją i podane są na plastikowej tacy. Film został zrealizowany z wytycznymi hollywoodzkiego współczesnego kina, ale przystrojony fikuśnym brytyjskim kapeluszem. Polecany tym, którzy nie biorą filmów na poważnie.

Reklamy

Sleepy Hollow -Sezon 2- Horror współczesności

Była już książka, był pełnometrażowy film, naturalną konsekwencją filmowej rzeczywistości jest pojawienie się serialu telewizyjnego. Jak wiadomo, amerykańska telewizja lubi pomysły, które już kiedyś zostały zrealizowane, nie ważne jak wiele razy, ważne żeby było ciekawie. I to się udało. Tym razem Fox zaskoczył widzów. Serial „Sleepy Hollow” okazał się propozycją obok, której nie da przejść się obojętnie. Można go uwielbiać lub nienawidzić, wypośrodkowanych emocji nie wzbudza. Pierwszy sezon pomimo braku pozytywnych recenzji znalazł wierną publiczność i dał zielone światło dla kontynuacji.  Jak to możliwe, że pomimo niewielkiego zainteresowania serial nadal jest utrzymywany sztucznie przy życiu? Zasługa leży w temacie i sposobie realizacji. Bazą dla serialu była nowela Washingtona Irvinga „Legenda o sennej kotlinie”, szerzej znana pod nazwą „Sleepy Hollow”, ale nie jest to  wierna  ekranizacja. Twórcy balansują na granicy humory i złego smaku.

Ta mroczna opowieść zyskała na popularności dzięki obchodom Halloween i wpisała się świetnie w legendę amerykańskiej kultury. Dla mnie stanowi przykład amerykańskiego „folkloru”. W książce fabuła koncentruje się na trójkącie miłosnym Ichaboda Crane’a nauczyciela miejskiego, Abraham „Wielkoluda” Van Brunt oraz Katriny van Tassel, 18 letniej córki bogatego farmera. Akcja rozgrywa się w 1790 roku w miasteczku Senna Kotlina – Sleepy Hollow. Mężczyźni konkurują o względy dziewczyny, w których zwycięzcą okazuje się osiłek Abraham. Ichabod w drodze powrotnej spotyka jeźdźca bez głowy i znika z powierzchni ziemi. Tak w skrócie wygląda fabuła. Sama nowela jest utrzymna w romantycznym klimacie, który nie ucieka od inspiracji brytyjskim gotykiem. Innymi słowy, mrok w tym utworze jest przefiltrowany przez tajemnice oraz  uczucie.

Autorzy serialu historię Sleepy Hollow widzieli inaczej. Wykorzystując elementy horroru zmienili wydarzenia całkowicie. Twórcy nie znają granic, czerpią garściami z Biblii, historii i kultury USA. Bogactwo zapożyczeń i inspiracji wpasowane jest tutaj w akcję. Nie wahają się  zmieszać lub ulepszyć wydarzenia, nadając im oryginalny rys. To nie wszystko: serial jest mieszanką elementów horroru, współczesnej komedii i serialu kostiumowego. Romantyczny klimat filmu pełnometrażowego tutaj nie istnieje. Atmosfera burzy i naporu przegnana została przez zombi. Skutecznie twórcy okrasili go dowcipem,  można powiedzieć, że blisko mu do  mrocznego stylu kina Tima Burtona, ale pozbawiony został „baśniowego charakteru”. Serial posiada  dozę autoparodii,  dystansu do tematu i formy jaką podejmuje. To chyba jest największą siłą serialu. Postacie pomimo często drewnianej postawy i dialogów, mają poczucie humoru. Jest strasznie, ale i śmiesznie.

Elementów wspólnych z pierwowzorem próżno szukać na ekranie. W odróżnieniu od książki w serialu Ichabod, żołnierz korony brytyjskiej poznaje i zakochuje się w Katarinie van Tassel, córce, która jest czarownicą.  Ich miłość nawiedza przyjaciel Crana – który przechodzi na ciemną stronę mocy – okazuje się być jeźdźcem bez głowy.  I teraz zaczyna się cała zabawa: Ichabod Crane poplecznik Abrahama Lincolna walczy z  Wielkoludem sługusem Moloka,  obydwoje giną na polu wali, ich krew łączy się. Po 250 latach bezgłowy jeździec zostaje wskrzeszony, a z nim brat z jego krwi-Crane.   Bohaterowie przenoszą się w czasy współczesne. Crane spotyka policjantkę- Afroamerykankę , która staje się jego towarzyszem broni. Razem próbują rozwikłać dziwne wydarzenia w miasteczku. Niewyjaśnione morderstwa, satanistyczne znaki oraz siły nadprzyrodzone sieją zamęt . Tutaj Beniamin Franklin- mason- tworzy własnego Frankensteina, żołnierza mogącego poskromić bezgłowego jeźdźca. W szpitalu psychiatrycznym grasuje oszalała matka, która zna odpowiedź na najtrudniejsze pytania. Czarownica to podwójny agent, który dybie na swojego ukochanego.

Atrakcyjności dodaje tempo opowiadanej historii, jest tajemnica, jest, akcja jak i stosowne napięcie. Fani legend miejskich będą uradowani. W filmie roi się od intertekstualnych nawiązań, przemieszania gatunków oraz parodii i pastiszu. Poziom połączenia wszystkich elementów serialu zaskakuje. Pozytywnie zaskakuje, brakuje tutaj tylko gadającego węża, karła no i  bo elementy wschodu są.

Zdecydowanie serial dla tych wszystkich widzów, którzy lubią rozwiązywanie zagadek, horrory i czary. Dystans do filmu i poczucie humoru wymagane, inaczej może znudzić i oburzyć!

 

6/10